Res publica
Powstanie Warszawskie jest czczone z wątpliwościami dotyczącymi trafności decyzji AK. Powstańcy warszawscy są czczeni bez wątpliwości – i słusznie. Dostali zadanie, wykonali je, a kiedy okazało się, że jest ono wielokrotnie trudniejsze, niż można się było spodziewać, trwali wiernie przy sztandarze mimo niewyobrażalnej presji, do ostatniego rozkazu.
Motywacją była Sprawa. Jakże trafnie i pięknie napisał przed laty Dariusz Gawin w „Teologii Politycznej”: „Tylko ludziom Zachodu – a i to nie zawsze w ich historii – zdarza się żyć we wspólnotach politycznych. Naturalnie, taka wspólnota jest również społeczeństwem – posiada swoją skomplikowaną strukturę funkcjonalną, swoje obyczaje, z normy, swoje terytorium, dobra materialne, sztukę, architekturę. Ale rzeczą najważniejszą w tej wspólnocie nie jest nic materialnego, nic uchwytnego zmysłami, nic, czego można dotknąć. (...) Tą rzeczą jest wspólna sprawa, res publica. Z tej nieokreślonej, a najważniejszej w świecie ludzkim rzeczy wypływają dopiero instytucje i wartości – takie jak niepodległość czy państwo”.
Szaleństwo dwóch totalitaryzmów, z których jeden przegrywał wojnę, a drugi, w sojuszu z Zachodem, ją wygrywał, spotkało się m.in. nad Wisłą. Niemiecki najpierw u siebie, następnie na terenach podbitych, niszczył wspólnotę obywateli niezależną wobec władzy Partii, a na koniec uciekł od Zachodu. Rosyjski, rewolucyjny, uznawał ideę res publiki za niepojęte głupstwo, miażdżył jej przejawy u siebie, a teraz zabierał się do upodlenia Europy Środkowej. W pewien sposób oba totalitaryzmy wieńczyły ewolucję wynaturzonego nurtu zachodniej kultury politycznej – ubóstwienia państwa panującego nad jednostką. Nurtu nam obcego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.