Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Pojednanie nie wyklucza sporów

18 lipca 2025
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Podczas corocznej pielgrzymki rodziny Radia Maryja na Jasną Górę bp. Wiesław Mering, emerytowany ordynariusz diecezji włocławskiej, stwierdził, że przyjazne relacje między Polakami i Niemcami są niemożliwe. Jego słowa wywołały lawinę komentarzy. We wtorek Ministerstwo Spraw Zagranicznych wystosowało nawet notę dyplomatyczną do Stolicy Apostolskiej, oczekując wyciągnięcia konsekwencji wobec emerytowanego hierarchy.

Stosunki polsko-niemieckie stały się ostatnio jednym z głównych tematów w krajowej polityce. Nie tylko z powodu zatargu o zawracanie migrantów, lecz także szeregu innych wydarzeń: kontrowersji wokół upamiętnienia w Berlinie polskich ofiar II wojny światowej, renowacji zabytków Wrocławia czy trójmiejskiej wystawy „Nasi chłopcy”, opowiadającej o tysiącach mieszkańców Pomorza przymusowo wcielonych do armii III Rzeszy. Warto przyjrzeć się nieco bliżej tej najnowszej odsłonie antyniemieckiego wzmożenia, zaczynając od perspektywy historycznej, która moim zdaniem może pomóc w zrozumieniu obecnej sytuacji.

W tym roku obchodzimy 60. rocznicę listu biskupów polskich do niemieckich (był to zresztą przyczynek do ustanowienia w Kościele tzw. Roku Pojednania). Orędzie, w którym padły słynne słowa „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, jest powszechnie uznawane za jeden z przejawów wielkości prymasa tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego. Przełom lat 50. i 60. XX w. to czas, kiedy Polacy wychodzą z okresu powojennej odbudowy i mrocznego stalinizmu, poszukując nowej tożsamości, która uwzględni specyfikę naszego dziedzictwa. Władysław Gomułka, który przejął władzę w partii na fali październikowej odwilży 1956 r., dość dobrze wpisuje się wówczas w oczekiwania społeczne. PZPR, a wraz z nią reszta kraju dokonują zwrotu nacjonalistycznego. Objawia się on głównie rozbudzeniem „antysyjonistycznych” emocji, ale dotyka też stosunku Polaków do Niemiec. Miało to przełożenie na losy mieszkańców tzw. ziem odzyskanych, których przynależność etniczna nie była jednoznaczna. Jako osoba pochodząca z Górnego Śląska pamiętam opowieści o krewnych, którzy właśnie wtedy, pod koniec lat 50., wyjechali do Niemiec. Podobna jest historia wywodzących się z Kędzierzyna-Koźla dziadków byłej minister spraw zagranicznych Niemiec Annaleny Baerbock. Oczywiście polityka Gomułki pewnie nie była jedynym ani najważniejszym powodem wyjazdu, ale trudno ją ignorować.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.