Bo ma złe pochodzenie: pisowskie
Utworzenie Centrum Lemkina, dokumentującego rosyjskie zbrodnie w Ukrainie, było polskim sukcesem. Zorganizowana przez nie w Berlinie wiosną 2023 r. wystawa „Shards of Unjudged Crimes” (Strzępki zbrodni nieosądzonych) zyskała rozgłos, bo pokazała przejmujące autentyzmem świadectwa zbrodni. „Są one głosem Ukrainy i świata, domagającym się rozliczenia i zatrzymania przestępstw wyrządzanych przez rosyjskie wojska” – trafnie tłumaczyli organizatorzy.
Szybko – po wygranej nowej koalicji w październiku 2023 r. – okazało się, że nie był to sukces polski, lecz pisowski. Przecież Centrum Lemkina powstało dzięki Instytutowi Pileckiego, a ten, prowadząc jak najbardziej sensowną działalność w obszarze naszej polityki historycznej w Niemczech, powołany został przez pisowski rząd i pisowskiego Piotra Glińskiego. Kolejne wystawy obrazujące wyczyny Rosjan zostały wstrzymane, a prace Centrum uległy spowolnieniu.
W tym tygodniu (lipiec 2025 r.) wicedyrektor Instytutu Pileckiego z triumfem ogłosił, że ministra kultury dała pracom Centrum zielone światło: „Otrzymaliśmy zgodę minister kultury Hanny Wróblewskiej na funkcjonowanie Centrum w takim kształcie, jak do tej pory. Działalność Centrum w obszarze opracowywania raportów, dokumentowania zbrodni powinna być wzmacniana”. Powinna. A czemu nie była? Bo Instytut Pileckiego ma złe pochodzenie: pisowskie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.