PiS w komisji tylko w roli świadka
Świadkowie komisji śledczej nie mogą pracować jako jej członkowie - stwierdziło wczoraj wieczorem w swojej analizie Biuro Analiz Sejmowych.
Opinia oznacza, że do komisji nie wrócą Zbigniew Wassermann i Beata Kempa, których kilka tygodni temu wykluczono z komisji badającej aferę hazardową. Wczoraj przez cały dzień politycy PiS odpowiadali na pytania śledczych, bo dzięki temu mieli wrócić do jej grona. Teraz to niemożliwe.
Posłowie PO już od kilku tygodni ostrzyli sobie zęby na polityków PiS. Pierwszy zaatakował jednak Zbigniew Wassermann, który na śledczych z Platformy nie pozostawił suchej nitki. Przypomniał m.in., że do przewodniczącego komisji Mirosława Sekuły przyszedł kiedyś człowiek z walizką pieniędzy. - Nie mam pewności, czy tak się nie zdarzy ponownie - mówił.
Wassermann atakował także innego członka komisji, posła Jarosława Urbaniaka z PO, mówiąc, że ten pracował nad ustawą hazardową w 2007 r. - To jest jedyna komisja, która pracuje w tak dramatycznie niestandardowych warunkach - ubolewał Wassermann. I dodawał dramatycznie: - Ja dzisiaj zajmuję miejsce panów Sobiesiaka, Chlebowskiego, Drzewieckiego i innych. Muszę przeprosić Polaków za to, że nie dość skutecznie zapobiegłem manipulowaniu tą sprawą. Ale rządzi Platforma. Myślę, że to wiele tłumaczy.
O związki Wassermanna z aferą pytali głównie politycy PO. Franciszek Stefaniuk z PSL nie miał żadnych pytań, a przedstawiciel lewicy Bartosz Arłukowicz zadał ich jedynie kilka.
PO pytała Wassermanna głównie o byłego doradcę Zbigniewa Macioszka, który po odejściu z kancelarii premiera wszedł do zarządu Casinos Poland. Dokładnie wypytywano też posła PiS o jego spotkanie z Przemysławem Tomaszewskim i Pawłem Łataczem z tej samej spółki. Obaj mieli przyjść do Wassermanna, gdy ten pełnił funkcję koordynatora ds. służb specjalnych. Polityk PiS tłumaczył, że spotkanie dotyczyło problemów ich firmy, która jest spółką Skarbu Państwa, ale ponieważ sprawa nie dotyczyła jego kompetencji, odesłał obu panów do ówczesnego ministra infrastruktury Jerzego Polaczka i na tym zakończył spotkanie. Jak podkreślił, w swoim zachowaniu nie widział nic złego.
Wassermann nie chciał powiedzieć, dlaczego akurat do niego swoje pierwsze kroki skierowali przedsiębiorcy z branży hazardowej. Zaprzeczył jednak, by miał cokolwiek wspólnego z zatrudnieniem w tej firmie Macioszka. - Dowiedziałem się o tym dopiero kilka tygodni temu z doniesień medialnych - podkreślał. Dalsza część posiedzenia komisji śledczej była równie mało owocna. Wieczorem przesłuchanie Wassermanna przerwano. Sejmowi śledczy wznowią je 5 stycznia, na niejawnym posiedzeniu. Tego samego dnia ma się też stawić posłanka Beata Kempa, której nie zdążyli wczoraj przesłuchać. Zdaniem obserwatorów śledczy, przesłuchując Wassermanna, zmarnowali jedynie czas, a ten dla komisji jest cenny. Zgodnie z uchwałą Sejmu ma ona zakończyć prace do końca lutego przyszłego roku. Wczoraj szef komisji Mirosław Sekuła przyznał jednak, że jest to mało prawdopodobne. Równie mało prawdopodobne jest, by Kempa i Wassermann wrócili w Sejmie do tropienia afery. Powód? PO, która w komisji ma większość, nie widzi ku temu powodów.
@RY1@i02/2009/253/i02.2009.253.000.004a.001.jpg@RY2@
Zbigniew Wassermann na śledczych z PO nie został wczoraj suchej nitki
Artur Chmielewski
marcin.graczyk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu