Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Jestem przecież outsiderem

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Nie. Ja przecież jestem outsiderem. Odszedłem z polityki ponad cztery lata temu. Potrzebuję czasu, żeby przekonać wyborców do mojej wizji prezydentury. Jestem uzbrojony w cierpliwość.

Wierzę, że tak. Wielu ludzi jest zmęczonych światem obecnej polityki. I człowiek spoza tego świata jest w stanie pozyskać tych ludzi.

On też jest trochę spoza tego świata. Ogłaszając swoją decyzję o kandydowaniu, nieprzypadkowo przecież wystąpił na tle Uniwersytetu Warszawskiego. Tyle tylko, że ja na tym Uniwersytecie pracuję, i to od 40 lat. A on użył go jako elementu scenografii.

Na pewno tak. To jest bardzo liczna grupa, która w ostatnich wyborach parlamentarnych przesądziła o ich wyniku. Dlatego warto dotrzeć do studentów ze swoim programem. Ja już w tej chwili spotykam się ze środowiskiem studenckim. Ale zastrzegam, że nie prowadzę tam politycznej agitacji.

Chcę jak najwięcej jeździć po Polsce i rozmawiać z ludźmi. Zamierzam też publikować.

Dla mnie to naturalne. W 1995 r. próbowałem przekonać Unię Pracy, z której ramienia byłem wtedy posłem, by poprzeć Jacka Kuronia w wyborach prezydenckich. Jeśli jest się człowiekiem o centrolewicowych przekonaniach, trudno znaleźć postać bardziej godną miana prezydenckiego wzoru niż Jacek Kuroń.

Nie. To, że ja za patrona swojej publicznej działalności chcę mieć właśnie Jacka Kuronia, wcale nie znaczy, że ja się widzę na kształt Kuronia. To byłoby świętokradztwo. Kuroń jest postacią tak wielką, że nawet nie marzę, by dorosnąć mu do kolan. Ja mówię tylko, że chciałbym w działalności publicznej głosić te same ideały i wartości, z którymi Kuroń jest utożsamiany. To był człowiek niepokorny, niezłomny, niekoniunkturalny. Choć bardzo angażował się w życie partyjne, nigdy nie był zakładnikiem żadnej partii. Taki powinien być prezydent. Postacią najbardziej różną od Lecha Kaczyńskiego, którego oceniam negatywnie, jest właśnie Jacek Kuroń. Wśród żyjących nie widzę drugiej takiej postaci.

Zobaczymy. Na razie proponuję wszystkim, którzy są na lewo od PO, rywalizację z założeniem, że najsilniejszy powinien wystartować w decydującym starciu z Lechem Kaczyńskim i Donaldem Tuskiem. Proponuję to w przekonaniu, że tym najsilniejszym będę ja. Ale oczywiście ta taktyka zakłada też możliwość mojej rezygnacji.

Andrzej Olechowski. To on dzisiaj z tej naszej trójki jest politykiem o największym poparciu. Atutem Szmajdzińskiego jest duże zaplecze polityczne, pieniądze, pewne grono wiernych wyborców, którzy za SLD pójdą zawsze. Ale ten wielki statek ma dziurę w kadłubie: sprzeczność między słowami a tym, co robi na co dzień SLD i Grzegorz Napieralski. Przykład: Szmajdziński mówi: "Zablokujemy PiS w drodze do władzy". A przecież SLD jest cichym sojusznikiem PiS. Pokazują to publiczne media, które w ocenie wielu komentatorów stały się łupem podzielonym między PiS a SLD.

Zgodności słów i uczynków. Nic tak nie zatruwa życia politycznego jak rozbieżność między słowami a uczynkami.

@RY1@i02/2009/253/i02.2009.253.000.007a.001.jpg@RY2@

Nałęcz: potrzebuję czasu, by przekonać wyborców

Artur Chmielewski

, kandydat na prezydenta SdPl i PD

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.