Dziennik Gazeta Prawana logo

Wciąż między drzemką a histerią

3 lipca 2018

Jako społeczeństwo znaleźliśmy się między młotem a kowadłem. Młotem PiS-owskiego radykalizmu i kowadłem platformerskiego oportunizmu.

Czy więc z założonymi rękami będziemy czekać, aż zostaniemy przytłuczeni, czy też może znajdziemy siły i sposób, by zmienić tę niewygodną pozycję?

Badania TNS OBOP potwierdzają widoczną zresztą gołym okiem społeczną apatię. Aż dwie trzecie Polaków (61 proc.) uważa, że sprawy w kraju idą w złym kierunku. Tylko co czwarty jest przeciwnej opinii. Jednak nie tylko nastroje społeczne budzą smutek. Dotkliwszym efektem obywatelskiej apatii jest to, że sfera publiczna przestała mieć dla ludzi pozytywny sens - że niezadowolenie z życia i niepewność jutra przekładają się na degradację życia publicznego i zaangażowania na rzecz dobra wspólnego. Przyczyniły się do tego nie tylko twarde rządy Prawa i Sprawiedliwości, ale i miękka władza Platformy Obywatelskiej.

Politycy PiS nie mogą wyjść ze zdumienia, że - mimo dwóch lat zużywania się partii władzy - Platforma nadal w sondażach trzyma się zadziwiająco dobrze. Tyle że to niemal filozoficzne zdziwienie jest przejawem braku samokrytycyzmu, na jaki wciąż nie stać partii Kaczyńskich. Kierownictwo PiS myśli podług następującej logiki: "W pocie czoła zmienialiśmy Polskę, a ludzie tego nie doceniają". O ile większość Polaków podzielała przekonanie PiS, że kraj w 2005 r. był źle rządzony, że korupcja biła po oczach, że ludzie nie czuli się na ulicach bezpiecznie, a przepaść między biednymi a bogatymi się pogłębiała, o tyle metody, jakie zaaplikował Jarosław Kaczyński, by zmienić ten negatywny stan rzeczy, nie znalazły w oczach Polaków akceptacji.

Po pierwsze, społeczeństwo powiedziało "nie" politycznemu odwetowi. Kaczyńscy po zdobyciu władzy zaczęli jej używać do rewanżu na dawnych kolegach z opozycji. Będąc w swoim mniemaniu uosobieniem wszelkich cnót i heroizmu, oskarżali swoich przeciwników o kolaborację z komunistami, o ochronę dawnych dygnitarzy, brak patriotyzmu czy budowę patologicznej w każdym calu III RP. Po drugie, PiS generowało sztuczne konflikty społeczne, które stały się dla ludzi po pewnym czasie nie do zniesienia. Biedni pacjenci patrzyli wilkiem na bogatych i skorumpowanych lekarzy. Polska solidarna wymachiwała maczugą Polsce liberalnej.

Tak zaufanie społeczne, które w demokracji jest chlebem powszednim, sięgnęło zera. I w końcu PiS powołało do życia swoje elity intelektualne, czyli ideologów IV RP, którzy mieli mu pomagać w wojnie o rząd dusz ze starymi elitami III RP. Krótko: PiS-owski radykalizm najlepiej oddaje zasada "kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam".

Pośród wielu negatywnych zjawisk, jakie przyniosły rządy Kaczyńskich, jedno trzeba im oddać in plus. Choć zdaje się, że był to efekt niezamierzony. Ciągły stan podwyższonego napięcia politycznego, jaki serwowali społeczeństwu bracia Kaczyńscy, sprawiał, że ludzie powrócili do polityki. Sfera publiczna zaludniła się świadomymi obywatelami, dla których kondycja państwa i sprawy publiczne nie były obojętne. Paradoksalnie PiS w 2007 r. przegrało wybory nie dlatego, że uśpiło społeczeństwo, ale dlatego że wybudziło ludzi z obywatelskiej drzemki.

Dziś wiele przemawia za tym, że PO wyciągnęła opaczne wnioski z PiS-owskiej lekcji. Platformersi, widząc, jak powszechna była mobilizacja obywateli i wciąż w nich drzemiąca anty-PiS-owska pasja, doszli do wniosku, że ludzie zapracowali na zasłużony odpoczynek od polityki. Dwa lata rządów PO można sprowadzić do następującej logiki: "Drodzy obywatele, wiemy, że jesteście zmęczeni, dlatego czas na zasłużony relaks".

Dlatego premier Tusk nie palił się do politycznego odwetu, co miało pokazać, że PO jest partią w pierwszej kolejności pragmatyczną. Pozostawił więc, zdawało się wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi, na stanowisku szefa CBA Mariusza Kamińskiego, czyli najbardziej PiS-owskiego z PiS-owskich żołnierzy. Zdymisjonował go dopiero, gdy niejasny okazał się jego udział w tzw. aferze hazardowej. Premier z Gdańska, i to po drugie, chce uchodzić za dobrego samarytanina: nikomu się nie narazić, nie podsycać konfliktów, a sprawy niewygodne - jak choćby kwestia in vitro czy reforma finansów publicznych - elegancko zamieść pod dywan. To nie przypadek, że w słowniku politycznym Tuska najważniejszym pojęciem jest "zaufanie", choć zarazem jest ono zasadniczo pustym sloganem. I wreszcie, ludziom zmęczonym PiS-owskim radykalizmem PO dała sygnał, że teraz mogą się spokojnie zamknąć w swoich domach, gdyż rząd Platformy nie będzie wszczynał ideologicznych wojen. "Pragmatyzm, głupcze" - tak brzmi dewiza Platformy. Rząd skupia się zatem, dla naszego i swojego dobra, na tym, by nie było dziur w osiedlowych chodnikach, by woda w kranie była zawsze ciepła, by pacjenci nie czekali miesiącami na szpitalne łóżko... Szybko się jednak okazało, że dobre chęci PO to za mało, by Polska stała się sprawnym państwem opiekuńczym.

Nie zmienia to faktu, że większość Polaków posłuchała Tuska. Zamknęła się w swoich czterech ścianach, a kiedy już opuszcza swój prywatny zamek, to tylko po to, by odwiedzić centrum handlowe w celu dania upustu zakupowej orgii. Pochłoniętego zakupami konsumenta miękka władza PO ani nie ziębi, ani nie parzy. Dlatego ograniczył on swój żywot do wygodnej kanapy, chipsów i gapienia się, jak tzw. gwiazdy śpiewają, tańczą, skaczą czy fruwają. Krótko mówiąc: pośród zasadniczego uspokojenia, jakie przyniosły rządy PO, jedno należy uznać za in minus. Platforma niszczy sferę publiczną.

Partia, która w nazwie ma przymiotnik "obywatelska", z zimną krwią przykłada rękę do zjawiska, które amerykański socjolog Richard Sennett już dawno nazwał "upadkiem człowieka publicznego". Jeśli PO wygra kolejne wybory - i prezydenckie, i parlamentarne - to nie dlatego, że ożywiła sferę publiczną i sprawiła, iż obywatele zaczęli się angażować w sprawy publiczne, ale dlatego że dała nam mocne środki nasenne.

Już widać, że w dłużej perspektywie polityczny oportunizm, jaki uprawia PO, prowadzi do społecznej drzemki. To dla demokracji jest zjawisko tak samo niebezpieczne, jak i PiS-owski radykalizm, który prowadził z kolei do społecznych rewolucji. Czy rzeczywiście jest z nami aż tak źle, iż skazani jesteśmy na tkwienie między politycznym radykalizmem PiS a cynicznym oportunizmem PO?

Tak - nie jest dziś z nami jako społeczeństwem dobrze. Ze zbędnych złudzeń odziera nas Zygmunt Bauman, który odnotowuje, że demokratyczna polityka nie przetrwa w obliczu bierności obywateli wynikającej z ich politycznej ignorancji i obojętności. Dlatego tylko chwila, kiedy ruszymy się z kanapy i przestaniemy się gapić w telewizor, by zaludnić agorę, gdzie gra toczy się o jakość życia publicznego i sprawy społeczne, sprawi, że polityka znów stanie się realnym narzędziem zmieniania rzeczywistości.

Bądźmy realistami i zróbmy to, co niemożliwe! Tym bardziej że przecież dzięki takiemu przebudzeniu społecznemu i zaangażowaniu obywatelskiemu udało się poskromić niebezpieczne dla kraju i wspólnotowego klimatu rządy PiS. Dziś, właśnie w imię tej samej obywatelskiej odpowiedzialności, musimy raz kolejny pokazać władzy, tym razem platformerskiej, że nie pozwolimy, by bezmyślny oglądacz TV i zdziczały konsument zabił w nas świadomego obywatela, choć władza robi wiele, byśmy, broń Boże, nie reaktywowali go w sobie.

Czy ostatnie sondaże, które pokazują, że jednak coraz surowiej oceniamy rządy PO, to sygnał, że budzimy się jako obywatele z dwuletniej społecznej drzemki? Chyba już najwyższy czas, gdyż tylko zmartwychwstanie człowieka publicznego może pokazać, że wiadomość o jego śmierci jest zdecydowanie przedwczesna.

Ponadto tylko świadomy i zaangażowany w sprawy publiczne obywatel może polityce i życiu publicznemu przywrócić należną powagę.

@RY1@i02/2009/249/i02.2009.249.000.0013.101.jpg@RY2@

Jarosław Makowski jest filozofem i publicystą. Swoje teksty zamieszcza m.in. w Newsweeku, Rzeczpospolitej, Gazecie Wyborczej

Krzysztof Żuczkowski/Forum

Jarosław Makowski

filozof, publicysta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.