Sojusz znowu razem
Na sobotniej konwencji krajowej SLD wrócił klimat czasów, kiedy partia rządziła krajem.
Wszystko za sprawą Aleksandra Kwaśniewskiego, Leszka Millera i Józefa Oleksego, którzy stali się jej głównymi bohaterami. Ich wystąpienia porwały salę. Pytanie tylko, czy porwą SLD w górę sondaży.
Furorę wywołał zwłaszcza Kwaśniewski, który zagrzewał działaczy do walki w najbliższych wyborach. - Miałem sen, że możemy powiedzieć, że mamy kandydata na prezydenta Jerzego Szmajdzińskiego. A gdy brzask był nad ranem, miałem dodatkowy sen: lewica może wygrać wybory prezydenckie. Ale musi uwierzyć, że tak się stanie! - mówił rozradowany Kwaśniewski. I podkreślał, że ta konwencja to demonstracja, że SLD jest na to gotowy.
Ale czy były prezydent sam wierzył w to, co mówił? Pozytywna odpowiedź na to pytanie może być kluczowa w drodze do odbudowy pozycji lewicy w Polsce. Na razie Kwaśniewski zgodził się pokierować komitetem wyborczym Szmajdzińskiego. A część działaczy Sojuszu liczy, że już sam autorytet Kwaśniewskiego sprawi, że wokół kandydata SLD da się zbudować szerszy front poparcia, nie tylko z SLD. Gdyby tak było, mógłby to być początek rzeczywistego zjednoczenia lewicowych i centrolewicowych środowisk pod jednym sztandarem. Kwaśniewskiemu udało się to już dziesięć lat temu.
Krokiem do takiego zjednoczenia ma być powrót w szeregi SLD Leszka Millera. - Wychodzenie z SLD osłabia całą lewicę i nie przynosi politycznych korzyści. Czy to się komuś podoba, czy nie, SLD bez reszty lewicy znaczy wiele, a reszta lewicy bez SLD nie znaczy nic - mówił Miller do działaczy. Po czym zaapelował do innych "dezerterów Sojuszu" o powrót na jego łono. - Nikt nie jest niepokalany i każdy dołożył swoją cegiełkę do radości i do złości. Ale Sojusz jest ważniejszy niż osobiste urazy i ambicje. Powrót jest możliwy. Ten apel o powrót dotyczy także mnie - podkreślał były premier.
Deklaracja Millera wywołała spore zaskoczenie wśród członków SLD. Część z nich mówiła, że to dobrze, iż były premier wraca. Ale część była bardziej sceptyczna, a wręcz wroga. Dla nich Miller to przyczyna problemów partii i początku jej upadku. Wielu z nich twierdzi też, że jest on po prostu zdrajcą: bo ostro krytykował Sojusz, bo startował w wyborach z list Samoobrony, a do tego wszystkiego założył swoją partię - Polską Lewicę.
Tak jak pisaliśmy w piątek, nad swoim powrotem do SLD myśli też Oleksy. - Nasze odejście było rysą na SLD. Więc jeśli partii by na tym zależało, moje formalne członkostwo jest do przemyślenia - twierdzi. Jednak dodaje, że zależy mu nie tyle na legitymacji partyjnej, ile na budowaniu szerszego frontu, "okrągłego stołu" lewicy.
- Na razie poszedł akcent. Pytanie, co dalej? - mówi Oleksy.
Tyle że na to pytanie kierownictwo SLD nie ma dziś odpowiedzi. Współpracownicy Grzegorza Napieralskiego przekonują, że "konsolidacja trwa". Ale jednocześnie nie potrafią powiedzieć, kto i z kim się konsoliduje.
Żeby jednoczenie się lewicy było wiarygodne, w pierwszej kolejności władze Sojuszu powinny podać rękę rozłamowcom z SdPl, przede wszystkim Markowi Borowskiemu. Na to się jednak nie zanosi. Niechętny jest bowiem temu zarówno Napieralski, jak i partyjny teren. Szef SLD ze względów ambicjonalnych, a szeregowi działacze nie chcą znów dzielić się z borówkami miejscami na listach wyborczych.
To oznacza, że najbliższe miesiące będą stały raczej pod znakiem rywalizacji zamiast konsolidacji. Bo w wyścigu o prezydenturę są i Szmajdziński, i Tomasz Nałęcz. A już dziś swój start ma ogłosić Andrzej Olechowski, do którego sympatii nie ukrywa Aleksander Kwaśniewski.
@RY1@i02/2009/248/i02.2009.248.000.007a.101.jpg@RY2@
Miałem sen, że lewica może wygrać wybory prezydenckie - zagrzewał uczestników konwencji Aleksander Kwaśniewski
Paweł Supernak/PAP
Kamila Wronowska
kamila.wronowska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu