Związki na ulicy walczą o pracę
Związkowcy z "Solidarności" domagali się wczoraj w Warszawie realizacji postulatów związanych z ratowaniem miejsc pracy w przemyśle stoczniowym, zbrojeniowym i kolejowym.
Zdaniem związkowców rząd nie realizuje swoich przedwyborczych obietnic i nie reaguje na rosnące bezrobocie. - Po raz kolejny jesteśmy karmieni informacjami, że nie jest źle, że kryzys się kończy, że oto już przed nami jest zielone światło - żalił się podczas demonstracji szef związku Janusz Śniadek. "Solidarność" swoje żądania przedstawiła w petycji przekazanej szefowi doradców premiera Michałowi Boniemu.
Najważniejszym postulatem zgłaszanym podczas demonstracji było ratowanie polskiego przemysłu stoczniowego. Według "Solidarności" rząd powinien przygotować m.in. nowelizację specustawy stoczniowej i wykreślić z niej zapis zabraniający wypłacania byłym stoczniowcom objętym programem zwolnień monitorowanych zasiłku dla bezrobotnych. Przez pół roku otrzymywali oni co miesiąc ok. 2,5 tys. zł brutto, mogli korzystać ze szkoleń zawodowych i otrzymać pomoc w szukaniu zatrudnienia. W zamian tracili prawo do zasiłku. Większość z 3300 zwolnionych stoczniowców nie znalazła nowej pracy.
Zdaniem związkowców, mimo wielu prób z ich strony, rząd nie podjął rozmów na temat osłon dla pracowników zbrojeniówki. A sytuacja staje się coraz bardziej paląca. Tylko w Bumarze Łabędy w ostatnich kilku miesiącach pracę straciło ponad 400 osób. Kolejne kilkaset straci ją w pierwszych miesiącach nowego roku. Zbrojeniówka chce, by rząd potraktował ich tak samo jak kiedyś stoczniowców czy górników. Na to jednak nie ma pieniędzy.
"Solidarność" domaga się gwarancji rządu na dalsze istnienie spółek przewozowych. Zdaniem związku istnieje realna groźba bankructwa PKP Przewozy Regionalne. Zadłużone i nierentowne spółki bez pomocy państwa sobie nie poradzą - argumentują związkowi liderzy. "Solidarność" jest przekonana, że spółki przewozowe po restrukturyzacji mogą się stać kluczowe dla polskiej gospodarki.
"Solidarność" jest przygotowana na argument, że rząd nie ma pieniędzy. I ma swój pomysł, jak je zdobyć. Namawia rząd do stworzenia "Globalnego pakietu na rzecz zatrudnienia". Pieniądze na ten cel miałyby pochodzić z europejskiego funduszu globalizacyjnego. UE przyznaje takie wsparcie branżom gospodarki, w których zwolnienia przekraczają 500 pracowników. Dotacje są kierowane na szkolenia osób, które straciły pracę. Ale warunkiem ich uzyskania jest 35-procentowy wkład własny danego kraju członkowskiego.
@RY1@i02/2009/245/i02.2009.245.000.0007.001.jpg@RY2@
Wczorajsza manifestacja "Solidarności" w Warszawie
Artur Chmielewski
Marcin Graczyk
marcin.graczyk@infor.pl
ROZMOWA:
@RY1@i02/2009/245/i02.2009.245.000.0007.002.jpg@RY2@
Maciej Grelowski
Jakub Ostałowski/Fotorzepa
To, co robią protestujący związkowcy, to działanie czysto polityczne. To nie ma nic wspólnego z dialogiem społecznym czy z dramatyzmem sytuacji. Nawoływanie dzisiaj do znowelizowania specustawy, która dawała zwalnianym stoczniowcom pewne przywileje, jest żądaniem nadmiernym. Dialog w komisji trójstronnej, co pokazała choćby sprawa pakietu antykryzysowego, jest dużo bardziej efektywny. Ale związkom zawodowym na dialogu najwyraźniej nie zależy.
To jest postulat całkowicie nierealny. Przyznanie im takiego świadczenia byłoby zaprzeczeniem dążenia do równego traktowania wszystkich obywateli. A po drugie stoczniowcy to, co mieli dostać, już dostali. Wydano przecież pół miliarda złotych na to, że przez pół roku nie pracowali, a zarabiali.
To na pewno pod tym względem będzie ciężki rok. To, co jest pozytywnie odbierane na poziomie wskaźników makroekonomicznych czy wysokiego miejsca Polski w ratingach światowych, nie ma niestety przełożenia na rynek pracy i społeczne odczucia. Dodatkowo będzie to także rok wyborczy - i prezydencki, i samorządowy. A to na pewno też wpłynie na aktywność związków. Dlatego życzyłbym rządowi reprezentującemu przecież większość, by w swoich decyzjach nie ugiął się przed hałaśliwą mniejszością.
jest szefem rady głównej BCC
ROZMOWA:
@RY1@i02/2009/245/i02.2009.245.000.0007.003.jpg@RY2@
Ryszard Bugaj
Marcin Łobaczewski
Bo czują się oszukane. Gdy opracowywano pakiet antykryzysowy, związki doszły na komisji do porozumienia z pracodawcami, i to w obecności rządu. To jednak nic nie dało, bo rząd przeforsował ustawę, która te ustalenia łamała.
Przynajmniej w jednym względzie, mają słuszność. Stocznie, gdy próbowano je sprzedać w cenie złomu, potraktowano w sposób dyskryminacyjny. Postawiono pytanie, czy należy się pogodzić z upadkiem przemysłu stoczniowego w naszym kraju. Ja odpowiadam na nie negatywnie. Nie powinno się tego robić, a zrobiono.
Moim zdaniem tak. Rząd powinien wyjść teraz stoczniowcom naprzeciw.
To rzeczywiście jest problem, zwłaszcza biorąc pod uwagę stan finansów publicznych. Nie wiem, co rządowi doradzać. Uważam jednak, że jeżeli chodzi o stocznie, rząd nie powinien podporządkowywać się w tej sprawie Brukseli. Premier powinien walnąć pięścią w stół, bo ta praktyka odbiegała od tego, co wielkie kraje UE robiły u siebie z tym przemysłem.
jest społecznym ekonomicznym doradcą prezydenta RP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu