Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Jak rządziliby Polską, gdyby byli kanclerzami

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Gdyby doszło do zmiany konstytucji i Donald Tusk zostałby premierem kanclerzem, PO zaproponowałaby wprowadzenie podatku liniowego.

W podobnej sytuacji Grzegorz Napieralski reformowanie państwa rozpocząłby od likwidacji IPN i CBA. Sprawdziliśmy partyjne pomysły na pierwsze 100 dni samodzielnego rządzenia.

Podatek liniowy to w przypadku Platformy pomysł dobrze znany i promowany od początku istnienia tej formacji. Politycy PO deklarują, że wciąż o nim myślą, i to właśnie ten pomysł byłby pierwszym, który chcieliby wcielić w życie, jeśli udałoby się im zmienić konstytucję, znieść prezydenckie weto i prowadzić samodzielne kanclerskie rządy. Jak tłumaczą we wprowadzeniu tego rozwiązania, wcale nie przeszkodziłby im ogólnoświatowy kryzys i ogromny deficyt. Twierdzą, że podatek liniowy wbrew pozorom zwiększyłby wpływy do budżetu, gdyż Polacy chętniej by go płacili. Zdaniem ekonomistów takie stawianie sprawy nie jest pozbawione sensu.

- Podatek liniowy korzystnie wpływa na ożywienie gospodarcze. To byłoby dobre rozwiązanie dla naszej gospodarki - przyznaje Jakub Borowski z Invest-Banku. Oprócz reformy podatków rząd Platformy wprowadziłby też poważną reformę finansów publicznych. Co ciekawe, tak samo postąpiłby kanclerz Jarosław Kaczyński. PiS chce się skupić przede wszystkim na wyższej ściągalności podatków, obniżaniu ich oraz tworzeniu budżetu zadaniowego. - My nie mówimy o jakichś czterech wielkich reformach, jak za AWS, bo czas takich reform się skończył, a teraz trzeba usprawniać państwo - tłumaczy poseł PiS Adam Hofman.

Tak jak PiS i PO, tak i PSL pierwsze decyzje podporządkowałoby zmianom w gospodarce. Tę deklarację z ust ludowców trzeba była wyrywać niemal siłą. Dlaczego? Wygląda na to, że ludowcy do samodzielnego rządzenia w ogóle nie są przygotowani, ba, tak naprawdę to nawet im na tym nie zależy. Wolą pozostać w roli dyżurnego mniejszego koalicjanta i na samodzielne kanclerskie rządy scenariuszy nie przygotowują. Dopiero dociskani, podkreślając, że to sytuacja czysto hipotetyczna, zaczynają mówić. Mówią jednak niewiele i głównie ogólnikami, ale o gospodarce, podkreślając, że ta jest najważniejsza. Jak się jednak okazuje, nie dla wszystkich. Sojusz Lewicy Demokratycznej po ewentualnym przejęciu władzy na reformy gospodarcze kazałby bowiem czekać.

Wśród propozycji, które chciałby realizować w pierwszych stu dniach swoich rządów, nie znajdziemy ani propozycji wprowadzenia dodatkowej stawki podatku dla najbogatszych, ani poważnych reform socjalnych. Jest za to likwidacja IPN i CBA. - Chcemy to zrobić już pierwszego dnia po wyborach - mówi twardo rzecznik sojuszu Tomasz Kalita. Pieniądze zaoszczędzone w ten sposób lewica chciałaby przeznaczyć na refundację zapłodnienia metodą in vitro. Co z gospodarką i socjalnymi pomysłami zgłaszanymi przez tę partię w czasie każdej kampanii wyborczej? Liderzy Sojuszu zapowiadają, że czas na to przyjdzie później, najwcześniej w czwartym miesiącu rządzenia.

Podatek liniowy i szybsza prywatyzacja

Mimo kryzysu Platforma jest przekonana, że dzięki tej zmianie uda się ożywić gospodarkę, a w rezultacie doprowadzić do zmniejszenia deficytu. - Podatek liniowy zwiększyłby wpływy do budżetu, bo byłby niższy i prostszy. A to sprawiłoby, że Polacy chętniej by go płacili, więc wpływy do budżetu zaczęłyby rosnąć - przekonuje Maciej Orzechowski z zespołu szybkiego reagowania PO. Czy takie myślenie jest ekonomicznie racjonalne? Okazuje się, że tak. Przykłady krajów, w których taki podatek już wprowadzono, np. Słowacji, tylko to potwierdzają. -Wprowadzenie podatku liniowego w krótkim okresie czasu mogłoby co prawda zmniejszyć wpływy do budżetu, ale korzyści z tego płynące w dłuższej perspektywie, zrównoważyły te ubytki - tłumaczy Jakub Borowski z Invest-Banku.

Rząd już teraz opracowuje strategię tej reformy. To właśnie ona byłaby podstawą zmian zaproponowanych przez PO po przejęciu pełni władzy. W jej ramach wprowadzona zostałaby wiążąca reguła finansowa, która oznacza, że wydatki budżetowe mogą rosnąć co roku jedynie o 1 proc. plus wskaźnik inflacji. Dzięki temu w znacznym stopniu udałoby się ograniczyć wydatki i doprowadzić do zmniejszenia deficytu. Ten sam efekt przynieść miałaby również reforma sytemu emerytalnego i przeniesienie części składki płaconej OFE do ZUS.

Platforma zapowiada, że jeśli udałoby się jej samodzielnie rządzić bez groźby prezydenckiego weta, w pierwszych 100 dniach po wyborach zaproponowałaby narodowy program prywatyzacji, który miałby objąć także niektóre z dużych spółek Skarbu Państwa. Które? O szczegółach nikt nie chce rozmawiać. Można się jednak domyślać, że chodzi m.in. o KGHM i pakiet akcji Grupy Lotos.

PO nie zapomniała o swoich pomysłach na reformowanie sytemu opieki zdrowotnej z zawetowaną przez prezydenta komercjalizacją szpitali na czele. W komfortowej sytuacji samodzielnego rządzenia partia Donalda Tuska zamierza wrócić do tego pomysłu. Reforma miałaby objąć także system ubezpieczeń społecznych. Wprowadzone zostałyby dodatkowe ubezpieczenia.

@RY1@i02/2009/230/i02.2009.230.000.004a.001.jpg@RY2@

Donald Tusk

Marcin Kaliński

Likwidacja CBA oraz IPN i refundacja in vitro

To zmiana, od której Grzegorz Napieralski i SLD zaczęliby swoje rządy. Tłumaczą, że to absolutny priorytet nie tylko z powodów ideologicznych, ale także ekonomicznych. Zdaniem Lewicy utrzymywanie tych instytucji jest po prostu nieopłacalne. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze to ok. 320 mln zł. Archiwa zlikwidowanego IPN trafiłyby do Archiwum Akt Nowych, a ściganiem korupcji zajmie się wyłącznie policja.

Zbiór fundamentalnych praw człowieka stał się częścią traktatu z Lizbony. Ale Polska nie podpisała tego dokumentu w 2007 r. Ówczesny premier Jarosław Kaczyński tłumaczył, że chodziło o to, by zapobiec takim interpretacjom prawa przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, które doprowadziłyby do zmiany definicji rodziny i przymuszały państwo polskie do uznawania małżeństw homoseksualnych. Tej decyzji, dla dobra procesu ratyfikacji traktatu, nie zmienił także gabinet Donalda Tuska. A SLD uważa, że polscy obywatele mają prawo do korzystania ze wszystkich przywilejów, jakie zapewnia UE. Nie wyklucza też traktowania karty jako narzędzia pozwalającego na rejestrację w Polsce związków partnerskich.

SLD zapowiada, że to rozwiązanie weszłoby w życie w ciągu pierwszych 30 dni od wyborów. Pieniądze na ten cel mają pochodzić z likwidacji IPN i CBA.

Sojusz chce stworzyć Fundusz Stypendialny, z którego finansowana byłaby edukacja dzieci z najbiedniejszych rodzin na wszystkich etapach edukacji, łącznie ze studiami wyższymi. Jak tłumaczą politycy SLD, chcą zapewnić pełną bezpłatność edukacji, a przez to zwiększyć do niej dostępność osób spoza dużych miast.

Konkrety w tej sprawie SLD zamierza przedstawić w najbliższym czasie. Na razie tylko nieoficjalnie politycy tej formacji przyznają, że reforma to podwyższenie składki zdrowotnej z 9 proc. do najprawdopodobniej 10 proc. Tak jak reforma edukacji reforma zdrowia ma być poprzedzona debatą społeczną. Ich realizacja mogłaby nastąpić dopiero pod koniec 100 dni kanclerskich rządów Napieralskiego.

@RY1@i02/2009/230/i02.2009.230.000.004a.002.jpg@RY2@

Grzegorz Napieralski

Paweł Ulatowski

Pakiet zdrowotny Religi i reforma edukacji

Chodzi o zbiór ustaw zdrowotnych opracowanych przez ministra zdrowia w rządzie PiS, nieżyjącego już Zbigniewa Religę. Zakłada między innymi podnoszenie składki zdrowotnej o 1 pkt proc. co roku aż do poziomu 13 proc. W pakiecie znajduje się także projekt zakładający przeznaczenie połowy środków zgromadzonych w Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Ubezpieczeń Pracowniczych na wydatki Narodowego Funduszu Zdrowia. Zdaniem PiS zagwarantowanie obywatelom służby zdrowia na odpowiednim poziomie powinno być priorytetem każdego rządu. Właśnie dlatego ustawy zdrowotne miałyby trafić do Sejmu jako pierwsze po przejęciu władzy.

PiS ma zupełnie inną wizję tej reformy niż PO. Chce się skupić nie tylko na cięciu wydatków, ale także na zwiększeniu ściągalności podatków i lepszym wykorzystaniu funduszy unijnych. PiS zamierza też zachować kontrolę państwa nad przedsiębiorstwami o znaczeniu strategicznym, w tym przedsiębiorstwami z sektora elektroenergetyki. Projekt reformy przygotowany jeszcze za czasów rządów PiS zakładał oszczędności na poziomie 5,1 mld zł.

To chyba najbardziej mglista z propozycji partii Jarosława Kaczyńskiego. Politycy PiS mówią o zmianach, które doprowadzą do zwiększenia zatrudnienia. Konkretów jednak nie zdradzają. Pracuje nad nimi powołany przed tygodniem Zespół Pracy Państwowej.

PiS chce zwiększyć dostęp do edukacji młodzieży z najbiedniejszych rodzin. Chodzi przede wszystkim o bezpłatne studia. Zapowiada także likwidację gimnazjów. To zdaniem PiS szczebel zbyteczny. Oznaczałoby to powrót do ośmioletniej podstawówki i czteroletniego liceum. Jeśli PiS obejmie władzę, to przyszły rząd już na początku wystąpi do Komisji Europejskiej o uchylenie do 2015 r. przepisów środowiskowych blokujących inwestycje w Polsce, w tym także przepisów regulujących program Natura 2000. To one dwa lata temu zablokowały budowę obwodnicy Augustowa przez dolinę Rospudy. Polska wystąpi do UE, by nie płacić na politykę klimatyczną, dopóki inne kraje, które emitują dużą część gazów cieplarnianych, do tej polityki się nie przyłączą.

@RY1@i02/2009/230/i02.2009.230.000.004a.003.jpg@RY2@

Jarosław Kaczyński

Marek Szybka

Internet dla każdego i zachęty dla inwestorów

Zdaniem polityków Polskiego Stronnictwa Ludowego dzięki temu rozwiązaniu polskie społeczeństwo stanie się nowoczesne i gotowe na wyzwania stawiane nam przez Unię Europejską. Część polityków PSL uważa nawet, że prawo do internetu mogłoby być wpisane do konstytucji.

Zdaniem liderów PSL tylko w ten sposób Polska stanie się krajem konkurencyjnym w UE. - Naszym celem jest, by Polska była w Europie stawiana jako przykład kraju najlepszego pod każdym względem - mówi szef klubu parlamentarnego ludowców Stanisław Żelichowski. Zdaniem polityków PSL dzięki temu będzie się rozwijać polska gospodarka, zwiększy się też absorpcja unijnych funduszy.

Do tej pory wydatki sztywne stanowiły prawie dwie trzecie naszego budżetu. Ograniczając je, ludowcy chcą uelastycznić gospodarkę i doprowadzić do zwiększenia jej konkurencyjności. Nie jest to jednak takie łatwe. Bo wydatki sztywne, czyli te zapisane w ustawach, to między innymi renty i emerytury, a tych - szczególnie z KRUS - PSL na pewno nie zechce reformować.

Zdaniem PSL to najlepsza metoda walki z budżetową dziurą. By zachęcić zagranicznych przedsiębiorców do inwestowania w naszym kraju, ludowcy chcą zaproponować im podatkowe ulgi i preferencyjne warunki do działania.

Opis pomysłów na pierwsze 100 dni kanclerskiego rządu PSL okazał się najtrudniejszym wyzwaniem. Inaczej niż inne formacje ludowcy niechętnie mówią o swoich pomysłach, co dziwne, w przypadku koalicjanta powątpiewają raczej w konstytucyjne pomysły PO i tym tłumaczą brak konkretnych scenariuszy na objęcie pełni władzy.

Dopytywani o konkrety reagowali tak jak Eugeniusz Kłopotek: - Proszę mnie zwolnić z odpowiedzi, może zadzwoni pan do prezesa, może on panu pomoże. I zapewniali, że obecna koalicja z Platformą im w zupełności wystarczy. Stąd brak myślenia o samodzielnym rządzeniu. Powtarzali, że są realistami.

@RY1@i02/2009/230/i02.2009.230.000.004a.004.jpg@RY2@

Waldemar Pawlak

Piotr Kowalczyk

Marcin Graczyk

marcin.graczyk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.