Prezydenckie weto się przydaje
ROZMOWA
KATARZYNA ŻACZKIEWICZ:
BOGUSŁAW BANASZAK*:
Tak. Trzeba wybrać wreszcie model sprawowania władzy: kanclerski, prezydencki lub parlamentarno-gabinetowy. Nie powinniśmy pozostawać pomiędzy.
Wątpię, żeby społeczeństwo chciało zaakceptować odebranie mu tej inicjatywy. Najwyższa frekwencja jest przecież właśnie w wyborach prezydenckich. W koncepcji przedstawionej przez premiera rola prezydenta sprowadzałaby się do pełnienia funkcji notariusza prac parlamentu. Z kolei mniejsze kompetencje w połączeniu z silnym mandatem wyborczym rodzą pokusę rozszerzenia uprawnień. Pod względem podziału władzy między rządem, parlamentem a prezydentem konstytucja jest źle napisana.
Nasza konstytucja była uchwalana po złych doświadczeniach z prezydenturą Lecha Wałęsy. Ale kiedy Aleksander Kwaśniewski, przewodniczący Zgromadzenia Narodowego, został prezydentem, zaczęto dodawać głowie państwa kompetencji. Dlatego do dziś konstytucja jest niespójna wewnętrznie. Na przykład nie ma żadnego mechanizmu, aby prezydenta zmusić do ratyfikacji traktatów i umów międzynarodowych. W efekcie politykę zagraniczną prowadzi rząd, ale prezydent może ją skutecznie blokować.
Wiele organów nie ma określonych terminów. Sejm na przykład nie ma terminu na rozpatrzenie inicjatyw legislacyjnych. Prezydent może mieć zastrzeżenia do kandydatów na sędziów, więc nie powinno się go krępować, ustalając terminy podjęcia decyzji.
Posłużę się przykładem: prezydent austriacki czy królowa angielska mają weto absolutne, ale go nie używają. Królowa angielska użyła go ostatni raz w 1717 roku, a prezydent austriacki nie zastosował go ani razu. W Stanach Zjednoczonych weto jest używane często. Weto zawieszające, takie jak w Polsce, jest bezpieczniejsze, gdyż przerzuca odpowiedzialność na parlament. Ustawa z wetem jest przegłosowana lub odrzucona kwalifikowaną większością głosów. Weta używali wszyscy prezydenci wybrani po 1989 roku. Bilans wet składa się na tę samą średnią. Ponadto łatwiej jest odrzucić weto, niż zmienić konstytucję. Weto jest ostrzeżeniem dla parlamentu.
Rząd większościowy, jaki mamy obecnie, przekracza bezwzględną większość głosów w Sejmie, ma więc zdolność przeforsowania swoich ustaw.
Jeśli rząd jest powoływany większością bezwzględną, czyli ponad połową oddanych głosów, to można by i w takim trybie odrzucać weta. Wtedy weto prezydenckie miałoby charakter czysto dekoracyjny.
Ale rząd mniejszościowy miałby problemy z uchwaleniem jakiejkolwiek ustawy. Jeśli ta instytucja ma mieć sens, jeśli ma chronić prawa mniejszości, weto odgrywa rolę strażnika demokracji. Teoretycznie we wszystkich państwach demokratycznych prezydent powinien być ponadpartyjny. Ale praktyka jest taka, nawet w USA, że jest ponadpartyjny prezydent, ale i tak wszystko bierze dla swoich.
Orzeczenie nie dotyczy konstytucji. Problemem jest jednak uzyskanie większości 2/3 głosów w parlamencie.
Może będzie porozumienie między partiami.
@RY1@i02/2009/230/i02.2009.230.000.014a.001.jpg@RY2@
Bogusław Banaszak
Wojciech Górski
, przewodniczący Rady Legislacyjnej przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, kierownik Katedry Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Wrocławskiego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu