Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Spór o konstytucję jak walka o flagę w Dublinie

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Zmiany w ustawie zasadniczej mogłyby zakończyć nieustanne spory kompetencyjne

Proponując w sobotę zmiany w konstytucji dotyczące nowego podziału władzy wykonawczej, Donald Tusk wcale nie zaczął debaty na ten temat. W ostatnich latach o ułomnościach ustawy zasadniczej i wynikających z tego sporów prezydenta z premierem mówiło się wiele. A zaczęło się od sporu o flagę wciąganą 1 maja 2005 r. w Dublinie z okazji wejścia Polski do Unii Europejskiej.

Wówczas prezydent Aleksander Kwaśniewski i premier Leszek Miller nie potrafili dojść do porozumienia, kto będzie reprezentował Polskę na szczycie, na którym po raz pierwszy występowaliśmy jako pełnoprawny członek UE. Ostatecznie pojechali obaj. I byliśmy jedynym z dziesięciu nowych państw, których flagę wciągali i prezydent, i premier.

To oczywiście było tylko preludium sporu o krzesła. Lech Kaczyński i Donald Tusk przez miesiące kłócili się o to, czy prezydent może jeździć na szczyty. Rząd usiłował mu to prawo odebrać, przyjmując nawet uchwałę, z której wynikało, że o składzie delegacji decyduje premier, a on sobie prezydenta w Brukseli nie życzy.

Wydaje się, że ten problem został ostatecznie rozwiązany przez Trybunał Konstytucyjny, który orzekł, że prezydent pełni funkcje reprezentacyjne, stanowisko Polski na szczyty unijne ustala rząd, ale jeździć mogą obaj. Od czasu tego orzeczenia spięć o politykę zagraniczną nie było.

Zdaniem konstytucjonalisty dr. Ryszarda Piotrowskiego to najlepszy dowód na to, że konstytucja się sprawdza. - Ten konflikt zyskał wyjaśnienie właśnie w trybie przewidzianym w konstytucji. Ona przewiduje konflikty i określa metody ich rozwiązywania, i to jej najważniejsza zaleta - podkreśla ekspert.

Ale polityka zagraniczna to niejedyna oś sporu na linii rząd - prezydent. Najmocniejszą bronią polityczną kolejnych głów państwa w politycznym starciu z gabinetami jest prawo weta. Dwa najbardziej znane weta Aleksandra Kwaśniewskiego jako prezydenta to odmowa podpisania zmian w podatku PIT i ustawy reprywatyzacyjnej rządu Jerzego Buzka. Za czasów tego gabinetu prezydent skorzystał z prawa weta 28 razy. Ale gdy rządziła lewica - tylko pięć. - Obecna konstytucja gwarantuje silną władzę premierowi przy dużym udziale prezydenta, który jest bardziej hamulcowym niż inicjatorem pewnych zmian. Ale mimo wszystko byłbym ostrożny przy zmianach - mówi konstytucjonalista prof. Marek Chmaj.

Podczas kadencji Lecha Kaczyńskiego posługiwanie się wetem nie odbiega od standardów poprzednika. Gdy do władzy doszła PO, na prezydencki opór natrafiły jej sztandarowe pomysły: część reformy zdrowotnej czy zmiany w mediach publicznych.

Od samego początku weto służyło też jako polityczna broń do wymuszenia porozumień z opozycją. Strasząc wetem, Kwaśniewski doprowadził do sojuszu AWS i UW z SLD w sprawie liczby województw. W tej kadencji PO, by wprowadzić zmiany w emeryturach pomostowych, musiała porozumieć się z SLD. Podobnie było w przypadku ustawy rozdzielającej funkcje ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

Ale ostra walka polityczna po jesieni 2007 roku doprowadziła do powstania jeszcze innego zjawiska. Platforma zaczęła odkładać wiele sztandarowych pomysłów na półkę, usprawiedliwiając to pewnym wetem i brakiem wsparcia SLD. Reforma podatków, reforma finansów publicznych - katalog niezrealizowanych zapowiedzi rośnie, a rozwiązaniem problemu według PO ma być przejęcie pełni władzy lub zmiany w konstytucji. To, czy prezydent skorzysta z prawa weta, czy nie, stało się głównym kryterium polityki. Choć nikt nawet nie sonduje, czy jakieś rozwiązanie ma szanse, czy nie.

Właśnie z powodu tego pata pomysły zmian w ustawie zasadniczej mają zwolenników także wśród konstytucjonalistów. - Nie mogą istnieć dwa faktycznie konkurujące ze sobą mechanizmy władzy wykonawczej. Pomysł wprowadzenia elementów systemu kanclerskiego oceniam pozytywnie. To byłoby dobre rozwiązanie, jeśli chodzi o skuteczność i sprawność rządzenia - tłumaczy dr hab. prof. Ryszard Majak z UJ. A zdaniem politologa dr. Wojciecha Jabłońskiego, kształtując nową konstytucję, powinniśmy brać przykład z bardziej dojrzałych demokracji niż nasza. - Zapomnijmy o polskiej tradycji konstytucyjnej. To w gruncie rzeczy tradycja liberum veto - mówi.

@RY1@i02/2009/229/i02.2009.229.000.002a.001.jpg@RY2@

Lech Kaczyński i Donald Tusk w kulminacyjnym momencie sporu o krzesła

AFP

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.