Nadzieja, inercja, desperacja
20 lat "Wiadomości" TVP: sukienka Pieńkowskiej, prezent dla Millera, piwko Kaczyńskiego
Już 7305 wydań "Wiadomości'' pokazała TVP przez ostatnie 20 lat. Serwis "Jedynki" był najważniejszym i jednocześnie najbardziej krytykowanym programem informacyjnym w kraju. Tutaj zaczynały największe gwiazdy, które dziś pracują u konkurencji. Tutaj najsilniej ścierały się partyjne interesy z niezależnym dziennikarstwem.
Po wyborach 1989 roku zniknięcie znienawidzonego "Dziennika Telewizyjnego" było kwestią czasu. Nikt nie wiedział jednak, kto ma to przeprowadzić. Padło na Jacka Snopkiewicza. - Nie chciałem się tego podjąć, ale przekonała mnie Małgorzata Niezabitowska. Powiedziała, że jak w stanie wojennym nie wypadało pracować w telewizji, to teraz nie wypada tam nie wrócić - opowiada dziennikarz i reportażysta, ekspert "Solidarności" przy Okrągłym Stole.
Gdy po raz pierwszy wszedł do gabinetu szefa programów informacyjnych, w oczy rzuciły mu się złote kotary. Z kolei pracownikom byłego "Dziennika Telewizyjnego" jego zdarte adidasy. Nazwę "Wiadomości" wymyślił sam, choć rozważał jeszcze "Fakty". Pierwszą czołówkę programu przygotował Andrzej Pągowski. Były chmury, z których wyłaniała się litera V. Za rządów Jana Olszewskiego ciemne chmury podobno budziły zbyt duży niepokój, więc czołówkę wymieniono.
Snopkiewicz na przygotowanie nowego programu miał tydzień, więc z redakcji zwolnił tylko najbardziej skompromitowanych dziennikarzy. - Jak oglądałem "Dziennik Telewizyjny", to zawsze sobie wyobrażałem, że gdybym ich spotkał, to naplułbym im w twarz. Jak do tego doszło, to po prostu podałem im rękę - opowiada Tomasz Lis, który pracę w "Wiadomościach" rozpoczął w 1990 roku, zaraz po studiach. W redakcji znalazł się z konkursu, na który zgłosiło się pięć tysięcy kandydatów. Wybrano dziesięciu. Oprócz Lisa m.in. Jolantę Pieńkowską i Jarosława Gugałę.
Pieńkowska na antenie zadebiutowała w sierpniu 1990 roku. - Cieszę się, że zniknęły kasety z tamtych czasów. Pierwsze "Wiadomości" poprowadziłam w białej sukience, najlepszej, jaką miałam, z charakterystycznymi bufiastymi rękawami. Byłam z niej dumna, choć wyglądałam, jakbym była w dziewiątym miesiącu ciąży. Gdy się pojawiłam w redakcji, operator spojrzał na mnie i powiedział: "Jezus Maria, jak mogłaś się tak ubrać? Nigdy na biało". Odparłam, że innej nie mam. Zresztą na początku nikt nie zwracał uwagi na stroje, makijaż - wspomina Pieńkowska. Ale widzowie zapamiętali ją raczej w zmaganiach z muchą. Prezenterka nie drgnęła, gdy złośliwy owad urządzał sobie spacer między jej czołem a nosem. - Byłam przekonana, że tej muchy nie widać - śmieje się.
Gospodarzem pierwszych "Wiadomości" był Wojciech Reszczyński. Po sukcesach w "Teleexpressie" miał status gwiazdy. Brakowało jednak kobiety, która mogłaby poprowadzić program na przemian z nim. Padło na Aleksandrę Jakubowską, która pracowała w "Dzienniku Telewizyjnym" jako sprawozdawca sejmowy. Szczerze się nie lubili. Jakubowska mówiła o Reszczyńskim, że to człowiek z twarzą, a właściwie osobowością od krawca - "wystarczyła mała fastryga i proszę bardzo, twarz jak nowa, poglądy też". Reszczyński śmiał się, że techniczny oświetla ją tak, że widać jej wąsy. Ale oboje świetnie się sprawdzali. - Mieli rzadkie geny - mówi Jacek Snopkiewicz.
Politycy każdej opcji chcieli wprost redagować "Wiadomości". Po wygranej Lecha Wałęsy jego rzecznik Andrzej Drzycimski spierał się ze Snopkiewiczem, kto ma relacjonować zaprzysiężenie nowego prezydenta. Drzycimski wykluczał Aleksandrę Jakubowską, Snopkiewicz nie zgodził się na dyktat, choć wiedział, że będzie musiał odejść z redakcji. Jakubowska zrobiła to na początku 1991 roku, w programie pożegnała się z widzami, wzięła torebkę i wyszła ze studia. - Potem zrozumiałem, że w życiu telewizyjnym drzwiami można trzasnąć tylko raz. W ten sposób zakończyłem pionierski okres - mówi Snopkiewicz.
Jakubowska trafiła do SLD, potem została jedną z bohaterek afery Rywina, karierę zakończyła zarzutami prokuratorskimi. Na karierę polityczną postawiła nie tylko ona. Posłem z tej samej partii był Sławomir Jeneralski, gwiazda "Wiadomości" za prezesury Roberta Kwiatkowskiego, czy wieloletni gospodarz programu Tadeusz Zwiefka, dziś europoseł PO.
Po Jacku Snopkiewiczu szefowie "Wiadomości" zmieniali się jak w kalejdoskopie: Jacek Bochenek, Jacek Kurski, Robert Terentiew, Sławomir Zieliński, Adam Pieczyński... Zasada była prosta: odchodzi premier, odchodzi też szef najważniejszego programu informacyjnego. Gdy w 1993 roku wybory wygrała lewica, w redakcji jedni się cieszyli, a drudzy martwili o pracę. Katarzyna Kolenda-Zaleska płakała. - Informacja o moich łzach rozeszła się szybko, bo na drugi dzień spotkałam Marka Siwca, który wypomniał mi te łzy - wspomina dziennikarka.
- Byłem korespondentem w USA, gdy prezesem został Ryszard Miazek. Szefowie "Wiadomości" nic ode mnie nie chcieli. Dzwoniłem do rodziców i prosiłem ich, aby z zegarkiem w ręku sprawdzali, jak bardzo ścięto mój materiał - opowiada Tomasz Lis. Po powrocie do Polski otrzymał propozycję od Mariusza Waltera tworzenia "Faktów". - W sekundach mogłem liczyć moją rozmowę z prezesem Miazkiem, któremu powiedziałem, że odchodzę - mówi Lis. Nie zatrzymywano też Grzegorza Miecugowa, który również przeszedł do TVN.
Powstanie konkurencji w początkowym okresie posłużyło "Wiadomościom". - Zmobilizowało to dziennikarzy do ciężkiej pracy. Przez kilka miesięcy "Wiadomości" były bez zarzutu - mówi Snopkiewicz, wtedy szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej.
PSL skarżyło się Miazkowi, że "Wiadomości" w głównych informacjach pominęły Dzień Strażaka i Święto Ludowe. "Musimy stanowczo zaprotestować przeciwko próbom marginalizacji wydarzeń ważnych dla dużej części społeczeństwa polskiego" - pisali w proteście. Jacek Kurski jako rzecznik ROP protestował przeciwko niewłaściwemu kadrowaniu Jana Olszewskiego: "Wypowiedź Olszewskiego przekazano na tle pustego trawnika i ogrodzenia".
Szczególnie źle w pamięci dziennikarzy zapisały się dwie osoby z tamtego okresu: Marek Kassa i Janusz Pieńkowski. Pierwszy z ramienia PSL, drugi z SLD, rządzili niepodzielnie informacjami w telewizji publicznej. - Pieńkowski przychodził i mówił: "Może byśmy dali coś krzepiącego dla ludzi? Właśnie tutaj Leszek Miller otwiera fabrykę Philipsa. Same negatywne informacje dzisiaj mamy" - opowiada jeden z ówczesnych dziennikarzy "Wiadomości". Gdy Leszek Miller obchodził imieniny, w tym samym dniu przyjął zaproszenie na rozmowę do "Monitora Wiadomości". Pieńkowski zlecił redaktorom znalezienie odpowiedniego prezentu, którym można by obdarować gościa. Po kilku godzinach zdecydowano się na zdjęcie premiera w nowym studiu "Wiadomości". Fotografię oprawioną w ramki i przewiązaną wstążką dziennikarz wręczył gościowi pod koniec wywiadu.
Po wybuchu afery Rywina manipulacja materiałami była codziennością. Wtedy decyzję o odejściu podjęły najpierw Katarzyna Kolenda-Zaleska, która przepracowała tam dziesięć lat, i Jolanta Pieńkowska, która odeszła po 14 latach.
Dziennikarze próbowali się buntować. Kolenda-Zaleska i Kamil Durczok poszli na urlop, gdy nie wyemitowano materiału o tym, że Leszek Miller zaciągnął kredyt w kontrolowanym przez Aleksandra Gudzowatego banku. Dziennikarka wspomina, że odczuwała niechęć wobec siebie lewicowego szefostwa TVP. - Okazało się, że na 10. rocznicę istnienia programu Kancelaria Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego wytypowała mnie do okolicznościowego medalu, a szefostwo TVP wykreśliło mnie z listy. Prezydent Kwaśniewski na dzień przed uroczystością kazał mnie na tę listę przywrócić - opowiada Kolenda-Zaleska, która miała już dość corocznych dyskusji ze swoim szefem Piotrem Sławińskim, czy koniecznie w rocznicę stanu wojennego trzeba pokazywać żołnierzy na ulicach.
Odwilż przyszła w 2004 roku z prezesurą Jana Dworaka. Polityczni komisarze odeszli, a ich miejsce zajął Robert Kozak, który przez wiele lat pracował w BBC. - Wtedy szefowie mieli mocne kręgosłupy. Politycy oczywiście nie odpuszczali, słali pisma z protestami, jak Przemysław Gosiewski, ale to było traktowane bardziej jako temat do żartów, a nie próba wywierania wpływu. Przyjmując propozycję z TVP, myślałam, że idę na pole minowe, a spotkałam tam wielu profesjonalistów - wspomina Dorota Gawryluk.
Ale to wtedy z redakcją pożegnał się Mikołaj Kunica. Materiał o Wojciechu Jasińskim był słynny, mimo że nie pokazały go "Wiadomości". Kunica zażartował, pytając o przyjaźń Jasińskiego z Jarosławem Kaczyńskim. - Piwko? - zagadnął Jasińskiego Kunica. - Tak, bywało. - Koleżanki? - To akurat z Jarosławem Kaczyńskim nie - odpowiedział minister. Reporter musiał się tłumaczyć przed telewizyjną komisją etyki, która jego rozmowę oceniła krytycznie. - Potem sąd argumentację szefostwa telewizji odrzucił - mówi Kunica.
"Wiadomości" opuścił też Kamil Durczok. Do historii przejdą zdjęcia, gdy zmagając się z chorobą nowotworową, nie zrezygnował z pracy. W 2006 roku przyjął ofertę Piotra Waltera i został redaktorem naczelnym i prowadzącym "Fakty". Dziś o latach w "Wiadomościach" nie chce mówić. Jego pożegnanie z byłymi szefami nie było łatwe. Gdy odchodził Maciej Grzywaczewski, dyrektor "Jedynki", pozwolił sobie na sugestię, że sympatię widzów i popularność Durczok zawdzięcza temu, co przeszedł.
Rok po Durczoku odeszła także Dorota Gawryluk razem z grupą reporterów. W proteście przeciw mianowaniu na stanowisko prezesa Andrzeja Urbańskiego.
Gdy TVP rządził PiS, nad "Wiadomościami" czuwała Patrycja Kotecka. Znowu było ręczne sterowanie, gdy np. zniknęło nagranie ze słowami Zbigniewa Ziobry o doktorze G. że "nikt przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". Z redakcją pożegnała się znowu grupa dziennikarzy, wśród nich był Tomasz Lipko czy Marcin Leśkiewicz.
Urbański decyduje się wreszcie na zmianę szefostwa "Wiadomości". Prowadzącymi zostają Piotr Kraśko i Hanna Lis. Oni mają postawić program na nogi. Zatrudnienie tej ostatniej w dużej mierze przyczyniło się do utraty zaufania PiS do szefa TVP. Dziś z tej dwójki został tylko Kraśko. Lis dwukrotnie zawieszana za czasów PiS ostatecznie poległa w walce z Janem Pińskim, szefem "Wiadomości" za czasów Piotra Farfała. Nie przeczytała zmienionej przez szefostwo serwisu informacji, jej zdaniem zmanipulowanej. Zdaniem Pińskiego nierzetelnie zachowała się właśnie Lis. Farfał bez mrugnięcia okiem rozwiązał z nią kontrakt.
Dziś znowu "Wiadomości" walczą o pozycję. Po 12 latach rywalizację o widza wygrywają "Fakty". - W pierwszych latach motorem sprawczym w "Wiadomościach" była nadzieja, w kilku następnych inercja, a dziś desperacja - ocenia Tomasz Lis.
20. rocznicy nikt w redakcji nie świętował hucznie. Jak twierdzi obecny szef serwisu Jacek Karnowski, to nie jest czas na świętowanie, ale na ciężką pracę. Bo wstyd będzie zostać ekipą, która po tylu latach dała się strącić z pierwszego miejsca na podium.
@RY1@i02/2009/227/i02.2009.227.186.0006.001.jpg@RY2@
Tadeusz Zwiefka i Monika Lechowska, 1993 r.
I. Sobieszczuk/PAT
Anna Nalewajk
Barbara Sowa
Korzystałyśmy z książek: Tomasz Lis "Nie tylko fakty" i Aleksandra Jakubowska i Jacek Snopkiewicz "Telewizja naga"
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu