Poselski spór o komisję hazardową
Gorąca debata w Sejmie nad trzema wnioskami klubów.
Lewica chce wyjaśnić, czy w procesie legislacyjnym doszło do nieprawidłowości, oraz zbadać zakres nieformalnych relacji między politykami PO a biznesmenami z branży hazardowej. PiS chce połączyć te kwestie z wątkiem postawienia zarzutów byłemu szefowi CBA Mariuszowi Kamińskiemu. A PO chce rozszerzyć sejmowe śledztwo o nieprawidłowości z 2003 roku.
Bartosz Arłukowicz z Lewicy uważa, że historia nie ma znaczenia. - Liczy się Miro - powtarzał kilka razy. Beata Kempa z PiS pytała, dlaczego debacie nie przysłuchuje się premier. Ławy rządowe były zupełnie puste, co oburzało także Marka Suskiego (PiS) domagającego się przybycia choćby jednego ministra.
- Pan premier stoi dziś samotnie na polu minowym. I te miny pozakładali jego przyjaciele. A premier nie wysyła snajperów, tylko cekaemy - utyskiwała Kempa.
W debacie furorę robiła łacińska maksyma "nemo iudex in causa sua". Przed rolą sędziego we własnej sprawie przestrzegał posłów PiS Sebastian Karpiniuk z PO. Platformę ostrzegał przed tym samym Zbigniew Wassermann. - Ta komisja nie musi być kabaretem - zapewniał poseł PiS.
Opozycja z lubością przypominała o ujawnionych w stenogramach podsłuchów spotkaniach posłów PO z biznesmenami na cmentarzu. Marszałek Bronisław Komorowski uspokajał jednak, że do 1 listopada jeszcze kilka dni.
Mikołaj Wójcik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu