Kompletny blamaż służb
W sobotni poranek legła w gruzach wiara w to, że świat tajnych służb, prokuratury i wymiaru sprawiedliwości działa według minimalnych choćby norm prawa i przyzwoitości. O 5.37 nad ranem dała temu wyraz ABW w specjalnym - a raczej wymagającym specjalnej troski - komunikacie. W ciągu dnia potwierdziła to pokrętnymi tłumaczeniami prokuratura. A z każdą godziną utwierdzało nas w tym przekonaniu milczenie sądu.
Afera z podsłuchiwaniem dziennikarzy nie dlatego jest bulwersująca, że na twardych dyskach służb i na miękkim papierze sądowych akt zapisano rozmowy redaktora X z Y. Ku temu może być tysiąc powodów. Grozę budzi to, że na żadnym z trzech etapów sprawy nie znalazł się nikt, kto puknąłby się w czoło i krzyknął: panowie, to jest megaskandal!
ABW podsłuchiwała, jak rozmawiają dziennikarze. W ramach śledztwa prowadzonego w innej sprawie. Wolno im. Ale nie wolno wiceszefowi potężnej służby sięgać po to nagranie w swojej prywatnej wojnie toczonej z podsłuchiwanym dziennikarzem. A nawet, gdyby postradał zmysły i sięgnął po wiedzę zebraną przez podległe mu służby, to powinien się znaleźć przełożony, który dałby mu za to po łapach.
Zaraz potem rozum traci prokurator. Pozwala sięgnąć po materiały zgromadzone w śledztwie prowadzonym w kompletnie innej sprawie. Prokuratorzy raczej pilnują swoich akt jak oka w głowie. Tutaj pan prokurator rozkłada szeroko ręce i zaprasza: chodźcie, dzieci, ja wam akta pokażę. I nie ma w prokuraturze jednego rozsądnego, który potrafiłby powiedzieć: dość. Na końcu jakiś beztroski sędzia mówi: ależ proszę, proszę, co prawda pan redaktor nagrany był w innej sprawie, ale jeśli można udowodnić pismakowi, że szczuje i kłamie, to ja te akta z innej sprawy chętnie dołączę do mojej.
Wymiar niesprawiedliwości się dopełnia. Nie wiem, jak nazwać kraj, w którym mogą się dziać takie rzeczy. Wiem, że wymowa tej historii jest straszna. Powiedziałbym: porażająca, gdyby tego słowa nie skompromitowali poprzedni rządzący. Dziś zresztą tak gorliwie występujący w obronie dziennikarzy. Opozycja niech najpierw wyjaśni swoją aferę podsłuchową, a potem stroi się w piórka obrońców demokracji.
Jeśli dziś władza niczego z tym nie zrobi, to po rychło przegranych wyborach poczyta sobie, o czym rozmawiała z kolegami, koleżankami i rodziną. Do tego was zaprowadzi, panowie rządzący, prezentowana przez cały weekend taktyka zamiatania tej sprawy pod dywan.
@RY1@i02/2009/205/i02.2009.205.000.014b.101.jpg@RY2@
Kamil Durczok, szef "Faktów" TVN
TVN
Kamil Durczok
szef "Faktów" TVN
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu