Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

W tej kadencji parlamentu nie zostanę premierem

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

ROZMOWA

IWONA DUDZIK,

MARCIN GRACZYK:

WALDEMAR PAWLAK*:

Pan poseł Kłopotek ma swój styl i swój temperament. Sytuacja na pewno jest poważna. Ale z drugiej strony widać, że nie ma możliwości, by jedna osoba czy nawet grupa osób zamieszały w całym państwie. W przypadku ustawy hazardowej tam, gdzie były zachowane procedury, tam nie ma problemu. A tam, gdzie były prywatne rozmowy z biznesmenem w sprawie konkretnych zmian w ustawie, trzeba to piętnować. Lobbing reguluje prawo, są też mechanizmy współpracy z partnerami społecznymi, i to jest właściwa droga. W przypadku stoczni mieliśmy sytuację, gdy na pytanie ministra, czy procedurę przetargową można przerwać, padła odpowiedź urzędnika: nie ma możliwości. To pokazuje, że przy całym zamieszaniu i fajerwerkach z taśmami Polska jest krajem w miarę stabilnym. Reszta należy już do sądu i prokuratora.

Minister Szejnfeld działał w ramach upoważnień. Można się zastanawiać, czy więcej racji miał on, czy Ministerstwo Finansów. Pan premier poinformował mnie o zamiarze dymisji Adama Szejnfelda.

Pan premier mógł mieć znacznie więcej przesłanek i wiedzy niż ja.

Nie do mnie należy decyzja. Premier sam dobiera sobie współpracowników z PO.

Od 2007 r. w Ministerstwie Gospodarki sformalizowaliśmy procedury, tak by nie było niejasności. Wtedy wielu narzekało, że za dużo biurokracji, dzisiaj widać, że dzięki temu wszystko jest udokumentowane. Ciekawsze pytanie jest takie, że niektóre dokumenty były pokrętnie wykorzystywane przez innych uczestników procesu legislacyjnego.

Najlepiej ujął to Marek Borowski, mówiąc, że jeśli chce się podwyższyć podatki, to trzeba to zrobić, a nie proponować niespotykane w innych krajach wynalazki trudne do zastosowania: inne dla firm, które skupiają się na automatach, inne dla tych, które prowadzą wideoloterie - warto o tym rozmawiać, zamiast zastanawiać się, kto kogo podsłuchuje.

Im trudniejsze czasy, tym bardziej otwarcie musimy w koalicji dyskutować. Teraz mamy sytuację, gdy współpraca koalicyjna będzie obejmowała wiele spraw z zakresu prac Rady Ministrów.

Myśmy od początku mieli sprecyzowane relacje. Przyjęliśmy zasadę, że nie będzie forsowania niczego wbrew stanowisku koalicjanta. Gdyby były jakieś nieprzekraczalne rozbieżności na dużą skalę, to uczciwie trzeba powiedzieć wyborcom: dalej nie da rady, trzeba zrobić przyspieszone wybory i wyborcy powiedzą, który kierunek bardziej zasługuje na poparcie.

To jedna z możliwości po wyczerpaniu wszelkich innych szans. W tej chwili jednak możliwe jest wyjaśnienie spraw najbardziej gorących oraz solidna praca rządu i parlamentu. W czasach kryzysu trzeba wyjść poza bieżące rozgrywki i licytacje, kto chwilowo więcej zdobędzie w sondażach. Potrzebne jest stabilne zarządzanie państwem. I my w PSL, niezależnie od turbulencji, robimy swoje w dziedzinach, za które odpowiadamy: kwestiach społecznych, gospodarczych i rolnictwie.

Ze strony PSL zaproponowaliśmy rozszerzenie prywatyzacji o spółki aktywności obywatelskiej oraz prywatyzację menedżersko-pracowniczą i prowadzimy dyskusję.

Mogę posłużyć się tu wypowiedzią Lecha Wałęsy z Krynicy, że jak nie będzie zdecydowanie więcej kapitalistów, to będziemy mieli kolejną rewolucję.

To nie jest kwestia wiary. Mamy wiele przykładów prywatyzacji z udziałem pracowników, które pokazują, że warto było dać ludziom szansę.

Wystarczy przeczytać wystąpienia Grada, gdy był jeszcze w opozycji. Wtedy gorąco ten pomysł wspierał.

Nie spotkałem się z protestem.

To nie wchodzi w grę. To PO wygrała wybory i w oczywisty sposób ta formacja będzie przedstawiała premiera. Gdybyśmy myśleli o innej strukturze rządu, to dopiero po wyborach.

W tych wyborach porządek szyku został jasno określony przez wyborców. A my szanujemy wybór społeczeństwa. Wcześniejsze wybory są możliwe, jeśli ta formuła się wyczerpie, ale na razie nie ma takich przesłanek...

Jeśli wolę społeczeństwa miałyby zastąpić sondaże, to zlikwidujmy demokrację i zróbmy sobie sondażownię. Będzie jak w filmie z lat 70. "Szczeble kariery Michaela Rimmera" w reż. Kevina Bellingtona, gdzie całą demokrację sprowadzono do tego, że wszystko było podporządkowane sondażom. Gdy zapytano: czy chcecie przekazać rządowi władzę absolutną, odpowiedź też była pozytywna. Chyba nie o to chodzi.

W poważnej polityce sondaże mają znaczenie, ale nie są jedyną wyrocznią. Bo jeśli tak, to po co pracować, wystarczą sondaże. To prowadzi do absurdalnej sytuacji. Żeby odpowiedzieć w sondażu, trzeba mieć szczegółową wiedzę. To też było w tym filmie: po co ten gość nas męczy sondażami, skoro myśmy po to go wybrali, by za nas decydował.

Koalicjanci skupiają się - nie na sondażach, tylko bardzo serio szukamy najlepszych rozwiązań.

Stosujecie metodę judo jak nie na plecy, to na twarz przewrócić. Wcale nie mówię, że jest dobrze, ale nie mówię też, że jest szczególnie trudno. Komunikacja jest na dobrym poziomie.

A co, nie wolno? Jeśli wolno, to o co chodzi?

@RY1@i02/2009/201/i02.2009.201.000.006a.001.jpg@RY2@

Pawlak: minister Adam Szejnfeld działał w ramach upoważnień

Michał Kołyga

*, wicepremier, minister gospodarki, prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.