Miller: ciekawe, czy w Platformie znajdzie się jakiś Borowski
"Afera hazardowa" czy tylko "tak zwana afera"? Które określenie pan wybiera?
ROZMOWA
Jeżeli następują tak głębokie zmiany w rządzie, to widać, że jest to prawdziwa afera.
Trudno to porównywać. Często słyszę, że sprawa Rywina i afera hazardowa to jest to samo. Widzę więcej różnic niż zbieżności. Natomiast jeśli chodzi o skutki, to jest pytanie, czy w PO znajdzie się drugi Borowski. Czy jest tam polityk, który jest w stanie dokonać rozłamu.
Krąg ludzi, których dotknęła afera Rywina, był poza rządem. Różnica polega na tym, że podejrzenia i zarzuty nie dotyczyły żadnego konstytucyjnego ministra. Przeciwnie niż teraz. Jeśli pada zarzut - często w "Gazecie Wyborczej", która nie lubi Aleksandry Jakubowskiej...
...tak, pada zarzut, że mogłem wtedy odwołać Jakubowską. Więc przypominam, że zakończył się jej proces i sąd uniewinnił ją od zarzutu przekroczenia uprawnień. W kontekście uniewinnie- nia Aleksandry Jakubowskiej uważam, że postąpiłem słusznie, nie krzywdząc jej niepotrzebnie.
Jeśli ktoś mówi, że tu też prowadzono jakieś konsultacje czy lobbing, to ja przypomnę, że one w moich czasach nie toczyły się na cmentarzach i stacjach benzynowych. Toczyły się tam, gdzie powinny, czyli w ministerstwach.
Czy Tuskowi rekonstrukcja się uda, to dopiero zobaczymy. Znana jest anegdota Franka Fischera, który mawiał, że nie będzie w Polsce dobrze, jeżeli nie rozstrzela się sto tysięcy łajdaków. Gdy ktoś go pytał, co zrobić, gdy zabraknie tych stu tysięcy, to on odpowiadał, że dobierze się z uczciwych. Gdy Tusk mówi jednym tchem, że ma ogromne zaufanie do tych wszystkich ludzi i jednocześnie pozbywa się ich z rządu, to właśnie jest takie "dobieranie z uczciwych".
Gdybym ja w momencie afery starachowickiej odwołał np. szefa CBŚ czy innych ludzi prowadzących tamto postępowanie, zostałbym zabity przez media.
Ja z Kwaśniewskim mówiłem o wcześniejszych wyborach, ale gdy zacząłem konsultować to z klubem SLD, usłyszałem odpowiedź: jak chcecie sobie robić wybory, to róbcie je we dwóch, ale bez nas - my za tym nie zagłosujemy.
Tak, bo trzyma się mocno w sondażach. A my w tamtym czasie już spadaliśmy. Dla wielu posłów było to oczywiste, że przy małych szansach na wybór lepiej im dotrwać do końca kadencji.
Niektórzy mówią, że to sprawa bardziej poważna niż afera hazardowa. To może uruchomić masę krytyczną i zjazd w dół się zacznie. Gdyby nie było tak, że część wyborców boi się lub wstydzi rządów PiS, więc są gotowi głosować na PO na zasadzie mniejszego zła, ten zjazd zacząłby się dawno. Jest tylko pytanie, ilu ludzi po ujawnieniu kolejnych rzeczy będzie gotowych zatkać nos i pójść do urn, a ilu powie "dość"?
Tak, ale polską polityką w dużej części rządzą sondaże. Jeżeli zacznie się naprawdę silny spadek, to tendencje odśrodkowe będą przybierać na sile. Wrócę do Borowskiego - czy znajdzie się ktoś taki jak on. Przypomina mi się jeszcze jedna analogia. Otóż Tusk przesunął na szefa klubu parlamentarnego szefa MSWiA. Ja zrobiłem dokładnie tak samo z Krzysztofem Janikiem.
Pozycja Janika pozornie spadła. Bardzo szybko jednak zbudował ją na nowo jako szef klubu. Mogę powiedzieć dzisiaj, że zrobiłem fatalny błąd. Nie wiem, czy nie dedykować Tuskowi tej myśli. Analogia nasuwa się sama.
@RY1@i02/2009/200/i02.2009.200.000.014b.101.jpg@RY2@
Leszek Miller, były premier
Materiały prasowe
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu