Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Trzy godziny wyjaśnień u Tuska

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

"DGP" dotarł do kulis rozmów Mirosława Drzewieckiego z premierem i jego najbliższymi doradcami. Minister sportu tłumaczył się z afery hazardowej. Zaufani szefa rządu pomagali mu w przygotowaniach do spotkania z dziennikarzami

Premier usiłował ratować ministra sportu. Jego najbliżsi współpracownicy doradzali Mirosławowi Drzewieckiemu, jak przygotować się do konferencji prasowej. Wcześniej "Miro" przez kilka godzin tłumaczył się przed szefem rządu i jego zaufanymi ze związków z aferą hazardową.

O wybuchu afery Drzewiecki dowiaduje się w czwartek, jest w Stanach Zjednoczonych. Przez cały dzień czyta w internecie doniesienia o stenogramach z podsłuchów, wydzwania do współpracowników. Nasz rozmówca relacjonuje to tak:

- O co chodzi z tym Sobiesiakiem? - pyta Drzewiecki Marcina Rosoła, szefa swojego gabinetu.

- Pokazały się nagrane rozmowy z Sobiesiakiem - odpowiada doradca.

- Jakie?

- Wszystkie.

- To jak my się z tego wytłumaczymy?!

Tusk i jego otoczenie decyduje, że Drzewiecki natychmiast musi wrócić do kraju.

Spóźniony liniowy samolot z Ameryki ląduje w piątek. Drzewiecki spieszy się do kancelarii premiera, żeby jak najszybciej wytłumaczyć się Donaldowi Tuskowi ze swojej roli w rozkręcającej się aferze. Ale przez dłuższy czas minister tkwi na Okęciu, gdzie nagle ogłoszono alarm bombowy. - Gdzie jesteście?! - wściekają się ludzie Tuska, wydzwaniając do doradców Drzewieckiego. W końcu minister wyjeżdża przez wojskową część lotniska.

W gabinecie u premiera są już Donald Tusk, Grzegorz Schetyna, Sławomir Nowak, Tomasz Arabski. Pierwsza część spotkania trwa około dwóch godzin. Koledzy zadają Drzewieckiemu dziesiątki pytań: dlaczego zmieniał stanowisko w sprawie dopłat z gier hazardowych do sportu, jaki charakter ma jego znajomość z Ryszardem Sobiesiakiem, czy próbował załatwić córce biznesmena posadę w Totalizatorze Sportowym?

Do poczekalni wychodzą kolejno Schetyna, Nowak i Arabski. Przepytują czekającego na ministra Rosoła o Sobiesiaka i prace nad ustawą hazardową.

Rosół rozkłada przed Schetyną dziesiątki papierów. Tłumaczy, że nie było przekrętu, a jedynie błąd, który popełnili urzędnicy średniego szczebla z ministerstwa.

W przerwie rozmowy z premierem nieogolony i ubrany w dżinsy Drzewiecki każe się zawieźć do biura. Chce przesłuchać urzędników, którzy brali udział w pracach nad ustawą hazardową. Ale po drodze z kancelarii premiera dostaje sygnał, że pod budynkiem czatują dziennikarze. Każe szoferowi zajechać do hotelu sejmowego. Rozmowy z urzędnikami odbywają się w pokoju ministra. Po kolei na dywanik do Drzewieckiego wchodzą Marcin Rosół, dyrektor generalna resortu Monika Rolnik, a na końcu Rafał Wosik, szef ministerialnych prawników.

Drzewiecki pyta: czy zgłaszali się do nich lobbyści i czy ktoś wywierał naciski na zmiany w ustawie hazardowej?

W najtrudniejszej sytuacji jest Rosół, bo miał stały kontakt z Sobiesiakiem, spędził weekend w jego ośrodku narciarskim, a córce biznesmena załatwiał pracę w zarządzie Totalizatora. Drzewiecki wiedział o wszystkim, sam - jak twierdzą jego współpracownicy - chciał umieścić Magdalenę Sobiesiak w Centralnym Ośrodku Sportu.

Po przesłuchaniu Drzewiecki wraca do gabinetu premiera, żeby odpowiadać na kolejne pytania. W trakcie narady minister, czasem nazywany przez premiera Mirunią, słyszy od Tuska gorzką uwagę: - Jak ty się mogłeś kolegować z takim Sobiesiakiem?

Po trzygodzinnej dyskusji z Tuskiem i jego ludźmi zapada decyzja: minister musi się wytłumaczyć na konferencji prasowej. Marcin Rosół w piątek wieczorem ściąga urzędników do ministerstwa. Przygotowują kalendarium prac nad ustawą hazardową. O 1.30 w nocy Rosół pojawia się w hotelowym pokoju Drzewieckiego. Minister czyta długie, składające się z ponad 30 punktów sprawozdanie. Załamuje ręce. Uważa, że ludzie nie zrozumieją zawiłych wyjaśnień.

Z samego rana z Rosołem jedzie do siedziby premiera. Pokazują Arabskiemu i Nowakowi kalendarium, które za kilka godzin poznają dziennikarze.

Wspólnie dopisują do kalendarium jeszcze trzy punkty. Nowak i Arabski są sceptyczni. - My to rozumiemy, ale dziennikarze i publiczność tego nie pojmą. To zbyt zawiłe - słyszą minister i jego doradca.

W samochodzie, w drodze na konferencję, Drzewiecki zmienia zdanie. Już nie chce czytać ponad 30 punktów, robi notatki. Wypisuje główne tezy, które przedstawi reporterom.

Wszystko na nic. Nie potrafi przekonać dziennikarzy, że nie doszło do przekrętu, a jedynie błędu urzędnika.

Minister obiecuje, że reporterzy będą mogli porozmawiać z ludźmi, którzy odpowiadali za prace nad ustawą. Po konferencji zamyka się z nimi na godzinę. Wspólnie oglądają TVN 24. Dochodzą do wniosku, że urzędnicy w starciu z dziennikarzami będą bez szans. Drzewiecki wychodzi z Rosołem, żeby odciągnąć reporterów. Urzędnicy chyłkiem wymykają się z ministerstwa.

Minister ze swoim współpracownikiem jeszcze raz jedzie do kancelarii premiera. Czekają na nich Arabski, Nowak i Igor Ostachowicz, który odpowiada za PR premiera. Miny mają nietęgie.

Arabski otwiera butelkę wina: - No to was zlinczowali - słyszą. Toczą spór, czy Drzewiecki powinien teraz udzielać wywiadów. Staje na tym, że nie będzie się wypowiadał - sytuacja jest beznadziejna. Po 45 minutach spotkanie się kończy. Drzewiecki z Rosołem jadą do hotelowego pokoju ministra. Włączają telewizor, widzą, że przegrali: - Trzeba się żegnać z projektem - mówi Drzewiecki.

@RY1@i02/2009/194/i02.2009.194.000.004a.001.jpg@RY2@

Donat Brykczyński/Reporter

Minister Mirosław Drzewiecki na sobotniej konferencji prasowej

Wojciech Cieśla

wojciech.ciesla@infor.pl

Michał Majewski

michal.majewski@infor.pl

Paweł Reszka

pawel.reszka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.