Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Budżet na trudne czasy kryzysu

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Rząd przyjął projekt budżetu na 2010 rok. Premier już wie, że posłowie nie wprowadzą do niego poważnych zmian. PO i PSL mają większość w Sejmie, a podczas głosowania obowiązywać będzie dyscyplina klubowa

@RY1@i02/2009/191/i02.2009.191.000.004a.101.jpg@RY2@

Donald Tusk, Waldemar Pawlak i Jacek Rostowski

Marcin Łobaczewski

Rząd bez większych zmian przyjął wczoraj projekt budżetu. Teraz Sejm ma cztery miesiące, by uchwalić ustawę. W budżecie znalazły się pieniądze na maksymalny polski wkład do dopłat bezpośrednich dla rolników. Dzięki temu po raz pierwszy od wejścia do Unii otrzymają oni tyle samo co niemieccy czy francuscy.

Wczorajsze posiedzenie rządu było krótkie, bo większość wątpliwości ministrowie rozstrzygnęli już wcześniej. - Nastąpiły jedynie nieduże przesunięcia między niektórymi pozycjami - zapewniał minister finansów Jacek Rostowski. Największym zmartwieniem zostaje duży deficyt - 52 miliardy złotych. Ale od 2011 roku ma być systematycznie zmniejszany.

Premier Donald Tusk, minister finansów Jacek Rostowski i Waldemar Pawlak zgodnie podkreślali wczoraj, że to budżet na kryzys. Duży deficyt, duże środki na inwestycje infrastrukturalne i pieniądze z prywatyzacji mają ożywić naszą gospodarkę.

- Mieliśmy przygotować budżet odpowiedzialny, ostrożny z punktu widzenia obywateli i deficytu oraz wykonalny. Byłoby źle, gdybyśmy przygotowali budżet zgodnie z naszymi marzeniami, ale niewykonalny - podkreślał premier i zapewniał, że plan wydatków na przyszły rok gwarantuje interesy dużych grup społecznych. Apelował do opozycji o poparcie projektu. - Ten budżet nie ma żadnego partyjnego koloru, gwarantuje Polsce bezpieczne przejście przez czas burzy - podkreślał Tusk.

- Ten nie jest tak egzotyczny jak poprzedni, jest wiele realistycznych założeń, ale wzrost dochodów czy wielkości zatrudnienia są zbyt optymistyczne. Rząd dalej ukrywa faktyczny deficyt - twierdzi Aleksandra Natalli Świat z PiS. Bardzo krytycznie o budżecie mówią największe związki zawodowe.

Premier nie zostawiał wątpliwości, koalicja w sprawie budżetu będzie zjednoczona. -Wspólnie z Waldemarem Pawlakiem będziemy bronić koncepcji tego budżetu w obu izbach - zapewniał premier.

Z naszych nieoficjalnych informacji wynika jednak, że pod koniec prac nad budżetem między koalicjantami pojawiły się napięcia. Pośrednio potwierdził to wczoraj premier.

- Musieliśmy zagwarantować strumień pieniędzy, który popłynie na polską wieś niezależnie od tego, że tych pieniędzy musi być w związku ze zmianą kursową więcej i będzie ich więcej - mówił Tusk.

Oznacza to, że po raz pierwszy od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej polscy rolnicy zaczną dostawać dopłaty w takiej samej wysokości jak ich koledzy w państwach tzw. starej Unii.

Zgodnie z ustaleniami na szczycie w Kopenhadze w 2002 r. polscy rolnicy w momencie wejścia do Unii otrzymali dopłaty na poziomie 25 proc. pieniędzy wypłacanych farmerom z państw starej Unii. Co roku rolnikom z nowych państw Bruksela dodawała 10 proc. tak, by w 2013 roku dopłaty się zrównały. Polska ma prawo dodać do unijnych pieniędzy własne środki - nawet 30 proc. Dlatego w tym roku dopłaty dla naszych rolników były na poziomie 90 proc. starej Unii. 60 proc. daje Bruksela, 30 proc. nasz budżet. Dzięki temu mechanizmowi w przyszłym roku po raz pierwszy pojawiła się szansa, by nasi rolnicy dostali dopłaty w pełnej wysokości.

Ale jak potwierdzili nam politycy koalicyjnych partii, ten scenariusz był zagrożony. Minister finansów rozważał zmniejszenie naszej części współfinansowania dopłat bezpośrednich. Cięcia mogły wynieść kilkaset milionów złotych. Powodem był dużo słabszy niż rok wcześniej kurs złotego do euro. W tegorocznym budżecie środki z Unii na dopłaty bezpośrednie to niepełne sześć miliardów złotych, a w przyszłym już ponad dziewięć.

- Dlatego pojawił się pomysł, że skoro będzie więcej pieniędzy z Unii, można zmniejszyć polski wkład - mówi osoba z resortu finansów.

To wywołało sprzeciw czołowych polityków PSL. Tym bardziej że w 2010 roku zaczyna dwuletni wyborczy maraton. - Jeśli znalazły się pieniądze na orliki, to na pełne dopłaty też muszą być - powiedział nam jeden z liderów ludowców.

Ostatecznie minister Rostowski wycofał się z pomysłu. I kwota, której chciał na dopłaty minister rolnictwa, nie została zmieniona.

Grzegorz Osiecki

grzegorz.osiecki@dziennik.pl

Tomasz Butkiewicz

tomasz.butkiewicz@dziennik.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.