Cimoszewicz ma otwartą drogę do prezydentury
@RY1@i02/2009/191/i02.2009.191.000.006a.101.jpg@RY2@
Polaka pokonał Norweg Thorbjoern Jagland
AFP
Włodzimierz Cimoszewicz nie został sekretarzem generalnym Rady Europy.
Jego przegrana otwiera teraz pole politykom lewicy - bo ich zdaniem Cimoszewicz jest w jedyną osobą, która mogłaby powalczyć o prezydenturę. Plan, by namówić byłego premiera na start, ma nie tylko SLD, także politycy spoza Sojuszu - w takim przypadku Cimoszewicz mógłby wystartować jako kandydat obywatelski.
Delegaci uznali, że Polska chce zdobyć zbyt wiele
Tajne głosowanie członków Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy nad wyborem nowego sekretarza generalnego zaczęło się w Strasburgu o godz. 10. Jak wcześniej przekonywali polscy delegaci, zarówno z prawicy, jak i lewicy, szanse obu kandydatów miały być wyrównane. Ale o godz. 15 podano oficjalne wyniki. Cimoszewicz przegrał aż 85 głosami. Skąd taka różnica?
- Wśród części delegatów pojawiło się przekonanie, że Polska za dużo chce dla siebie zdobyć w bardzo krótkim czasie. Najpierw Buzek został szefem Parlamentu Europejskiego, a teraz kolejny Polak miałby kierować Radą - mówi przewodniczący zgromadzenia Dariusz Lipiński z PO. I przytacza rozmowę z jednym z tureckich posłów.
- Zwrócił mi uwagę, że Jagland dostał największe poparcie z krajów spoza Unii. To one się obawiały, że jak sekretarzem zostanie osoba z kraju członkowskiego, to Unia zdominuje Radę. Myślę, że zagrały czynniki irracjonalne - ocenia Lipiński.
Polaka miały poprzeć Niemcy. Jednak tylko 3 z 20 delegatów niemieckich wzięło udział w głosowaniu. Prawdopodobnie na Cimoszewicza nie zagłosowali też Brytyjczycy. Jak relacjonują politycy Sojuszu, w poniedziałek podczas kongresu angielskich laburzystów niespodziewanie pojawił się premier Norwegii.
- Szybko zorganizowano zamknięte spotkanie, na które udali się Brown, Zapatero i kilku innych przywódców socjalistycznych partii. Napieralskiego nie zaproszono. Po spotkaniu cała grupa wyszła w wyśmienitych nastrojach, poklepując Norwega po plecach. W kuluarach kongresu pojawiła się informacja, że właśnie ostatecznie dogadano poparcie dla Jaglanda - mówi nasz rozmówca.
Donald Tusk traktuje przegraną jak sukces
Wczoraj Donald Tusk próbował przekonywać, że przegrana Cimoszewicza to mimo wszystko sukces Polski. Premier podkreślał, że Cimoszewicz jest graczem rangi międzynarodowej.
Czy to oznacza, że Platforma będzie chciała jeszcze wykorzystać potencjał byłego premiera? Gdyby złożyła Cimoszewiczowi jakąś propozycję, mogłoby zniknąć zagrożenie, że pokusi się on o start w wyborach prezydenckich.
Nic jednak nie wskazuje, by Platforma miała pomysł, czym Cimoszewicz mógłby się zająć. - Pewnie Tusk będzie z nim rozmawiać w cztery oczy. Wydaje mi się, że jest jakaś możliwość współpracy - mówi nam enigmatycznie jeden z polityków z kierownictwa Platformy Obywatelskiej.
Za to z nieoficjalnych rozmów z politykami Sojuszu wynika, że przegrana Cimoszewicza otworzyła im możliwość na rozmowę z byłym premierem o wyborach prezydenckich.
Pocałunek śmierci, czy szansa dla polityka od SLD?
SLD planuje spotkać się z Cimoszewiczem i sprawdzić, czy byłby on gotów do walki o Pałac Prezydencki z ramienia ich partii. - Cimoszewicz serio traktował kampanię na sekretarza Rady. Teraz potrzebuje czasu na refleksję. Popędzanie go do niczego nie doprowadzi - ocenia jednak Tomasz Nałęcz, wieloletni przyjaciel Cimoszewicza. I zaznacza: - Przestrzegam Grzegorza Napieralskiego, by nie składał kolejnego pocałunku śmierci na czole Cimoszewicza. Bo jeden już złożył Jolancie Kwaśniewskiej.
Cimoszewicz woli kandydować na własną rękę?
Z naszych informacji wynika, że Cimoszewiczowi bliższa byłaby koncepcja startu w wyborach prezydenckich jako kandydat niezależny. Patronowałby w ten sposób ruchowi politycznemu zwróconemu na lewo od PO.
Byłby to powrót do koncepcji centrolewicy sprzed wyborów do europarlamentu. - Jeśli się okaże, że jest zgoda tych środowisk, by poprzeć Cimoszewicza jako kandydata obywatelskiego, a SLD nie wystawi swojego, Cimoszewicz może zgodzić się na start. Szanse oceniam wtedy na 7 do 3 - twierdzi polityk lewicy.
Kamila Wronowska
kamila.wronowska@dziennik.pl
współpraca Marcin Graczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu