Jasiński zrobił błędy przy umowie z Eureko
Wszystko wskazuje na to, że w czwartek polski rząd zawrze ugodę z Eureko i skończy trwającą 10 lat awanturę o prywatyzację PZU. Zapewne unikniemy wypłaty 35 mld zł odszkodowania, którego domagali się Holendrzy, a ci wyjdą z inwestycji z twarzą - czyli kilkoma miliardami złotych dywidendy i gotówką ze sprzedaży akcji.
Od 1999 r., kiedy za rządów Jerzego Buzka minister skarbu Emil Wąsacz podpisywał umowę sprzedaży 30 proc. akcji PZU, były wątpliwości, czy największą w Polsce firmę ubezpieczeniową należało sprzedawać inwestorowi, którego reputacja budziła wiele zastrzeżeń. Z dokumentów, do których dotarł "DGP", wynika jednak jednoznacznie, że na pewno szans na rozwiązanie problemu nie dawał sposób, w jaki 25 października 2007 r. minister skarbu Wojciech Jasiński z PiS zdecydował się zakończyć spór z Holendrami - odstąpienie od umowy prywatyzacyjnej.
Ta decyzja wywołała wówczas burzę w jego resorcie. Jak wielką, pokazuje notatka służbowa sporządzona przez szefa jednego z departamentów zaangażowanych w rozwiązanie sporu. Wynika z niej, że:
● przed przygotowaniem projektu pisma o odstąpieniu od umowy prywatyzacji PZU departament instytucji finansowych resortu nie dysponował opiniami prawnymi dotyczącymi zasadności oraz konsekwencji takiego kroku;
● projekt pisma nie został zaopiniowany przez departament prawny;
● dokument nie został zarejestrowany w systemie ewidencji dokumentów ministerstwa.
W efekcie na piśmie dotyczącym odstąpienia od umowy sprzedaży akcji PZU jest tylko pieczęć i podpis Wojciecha Jasińskiego. Jakie są konsekwencje tego, że minister zerwał umowę z zagranicznym inwestorem bez konsultacji ze specjalistami? Już po fakcie w resorcie skarbu powstała 16-stronicowa analiza, w której eksperci, prawnicy departamentu zastępstwa procesowego, wyrazili istotne wątpliwości co do skuteczności decyzji Jasińskiego.
Wątpliwości budzi też sposób, w jaki 26 października 2007 r. Paweł Szałamacha, sekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu, poinformował PZU o odstąpieniu od umowy i zażądał zmian w księdze akcjonariatu, czyli wykreślenia z niej Holendrów. Władze spółki nie zrobiły tego, bo w piśmie brak było informacji o tym, których akcji Eureko dotyczy ten wniosek.
A z tym był poważny problem, gdyż analizy ministerialnych ekspertów potwierdziły, że Skarb Państwa może żądać zwrotu co najwyżej 20 proc. akcji PZU, czyli tych, które Eureko kupiło bezpośrednio na podstawie umowy prywatyzacyjnej.
Decyzja o odstąpieniu nie mogła więc obejmować 10proc. pakietu papierów odkupionych od BIG Banku Gdańskiego (który tworzył z Eureko konsorcjum przy prywatyzacji PZU) oraz ponad 2 proc. akcji, które pracownicy PZU odsprzedali Holendrom.
@RY1@i02/2009/190/i02.2009.190.000.007a.101.jpg@RY2@
Wojciech Jasiński
Michał Rozbicki
Marcin Jaworski
marcin.jaworski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu