Bahamy niedostępne dla polskich emerytów
Nie. My jako Rada Gospodarcza pokazaliśmy premierowi, jakie są możliwości, i nasza rola się skończyła.
Tu nie ma jednego dobrego wyjścia. System emerytalny to morze problemów. Jednym z większych jest ugruntowana w dużej części społeczeństwa wiara, że dokonaliśmy fantastycznej reformy i kłopoty z emeryturami mamy z głowy. Do wyrobienia takiego przekonania przyczyniła się część ekonomistów.
Remont domu, w którym trzeba zająć się fundamentami, zaczęto od dekoracji wnętrz. Wprowadzono tylko część potrzebnych zmian, np. zdefiniowaną składkę, która uzależnia wysokość emerytur od naszych zarobków, i system kapitałowy mobilizujący do oszczędzania. Ale nie zbilansowano systemu z finansami publicznymi i nie wydłużono wieku emerytalnego. Za to przekonywano, że czeka nas emerytura na Bahamach. Tak naprawdę jest gorzej niż 10 lat temu, bo mamy system o wiele bardziej niezbilansowany niż poprzedni. Do ludzi już dociera, że bez kolejnych zmian ich emerytura będzie w wysokości najwyżej jednej trzeciej ostatniej pensji.
Reforma była z dumą przedstawiana jako jedyna, która nie wywołuje protestów. I tak było, bo jej prawdziwe skutki są dopiero przed nami.
Tak, za nią muszą pójść wydłużenie wieku emerytalnego, likwidacja przywilejów emerytalnych, uporządkowanie emerytur mundurowych. Potrzebny jest system prawdziwych zachęt do oszczędzania w trzecim filarze. Musimy zbilansować system emerytalny, bo obecnie dziura w nim wciąż się powiększa.
Rozmawiał Grzegorz Osiecki
, członek Rady Gospodarczej przy premierze
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu