Tusk dzieli biedę po równo
Projekt waloryzacji emerytur zaproponowany przez premiera na środowym spotkaniu z prezesami OFE nie jest ani nowy, ani łatwy do przeprowadzenia.
Wcześniej ten sam pomysł miał rząd PiS, a porzucił go w obawie, że zostanie zakwestionowany przez Trybunał Konstytucyjny. Idea jest stosunkowo prosta. Zamiast corocznej procentowej waloryzacji, gdzie bogatsi z natury rzeczy dostają większą podwyżkę biedni, premier przez trzy lata chciałby wszystkim dawać po równo. Tyle samo, niezależnie od tego, na jaką emeryturę sobie zapracowali.
Niezależnie od moralnego aspektu takiego rozwiązania pojawia się przeszkoda prawna. - Jest wysokie prawdopodobieństwo, że Trybunał Konstytucyjny uzna waloryzację kwotową za niekonstytucyjną - mówi dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z UW. Główny zarzut wobec projektu to naruszenie praw nabytych obecnych emerytów i rencistów.
Rząd ma własne ekspertyzy. - Mechanizm waloryzacji nie jest prawem nabytym - uważa szef Rządowego Centrum Legislacji Maciej Berek. Prawnicy RCL twierdzą, że przestudiowali orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Ich zdaniem za nową zasadą wyliczania podwyżek stoją poważne argumenty społeczne. Waloryzacja kwotowa byłaby korzystna dla osób pobierających najniższe świadczenia. Straciliby ci, których emerytury są wysokie, np. byli wojskowi.
Z wyliczeń "DGP" wynika, że emerytura każdego, kto pobiera świadczenia z ZUS, wzrosłaby o 31 zł miesięcznie. Nowy projekt nie zmniejszy deficytu budżetowego. Za to część osób może przekroczyć próg dochodowy uprawniający do pomocy społecznej, przyznawanej najbiedniejszym emerytom.
Pozostaje nam czekać na szczegóły projektu w nadziei, że nie jest to jeszcze jeden z próbnych balonów premiera.
pj, gos
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu