Katastrofa smoleńska stała się nowym mitem założycielskim PiS
Politycy Prawa i Sprawiedliwości zmieniają strategię dotyczącą katastrofy z 10 kwietnia. Nie będą już unikać tego tematu i związanych z nim ostrych starć. Platforma kontratakuje.
Wczoraj TVN 24 poinformował, że na kilkanaście sekund przed katastrofą kapitan Tu-154M Arkadiusz Protasiuk powiedział, że musi wylądować, bo inaczej go zabiją. Wcześniej był ostry wywiad Jarosława Kaczyńskiego dla "Gazety Polskiej" i jeszcze ostrzejsza wypowiedź Joachima Brudzińskiego. Trudno powiedzieć, co było akcją co reakcją, ale jedno jest pewne - łagodny Kaczyński to przeszłość.
- Nie istnieje absolutnie żadna kalkulacja polityczna, która by uzasadniała niepodjęcie tematu smoleńskiej katastrofy w kampanii wyborczej. To był błąd moralny - mówi europoseł PiS Jacek Kurski.
Odwrót od strategii obowiązującej w czasie kampanii Jarosław Kaczyński ogłosił współpracownikom tuż po przegranych wyborach prezydenckich. - Na ostatnim spotkaniu sztabu powiedział, że wraca do tematu katastrofy, bo jest to winny swojemu bratu - mówi jeden z polityków PiS proszący o anonimowość. Zmianę linii politycznej partii potwierdza Joanna Kluzik-Rostkowska. - Od początku ustaliliśmy, że w kampanii nie będziemy nawiązywać do katastrofy, ale po wyborach wrócimy do tego.
Jako jeden z pierwszych atak przypuścił nr 2 w partii, czyli Joachim Brudziński. Oskarżył premiera Donalda Tuska, że ścigał się z Jarosławem Kaczyńskim w drodze do Smoleńska i unikał spotkania z bratem zmarłego prezydenta na miejscu tragedii. Brudziński mówił też, że gdy premier ściskał się z szefem rosyjskiego rządu Władimirem Putinem, kilka metrów dalej w błocie leżało ciało nieżyjącego prezydenta.
- Jestem zaskoczony, że Jarosław Kaczyński postanowił zerwać z wizerunkiem koncyliacyjnego polityka, który mozolnie budował przez całą kampanię wyborczą. Ta zmiana będzie go kosztować głosy umiarkowanych wyborców - mówi dr Olgierd Annusewicz z Instytutu Nauk Politycznych UW. Ocenia, że prezes PiS może stracić na tej zmianie nawet 15 pkt proc. poparcia zgromadzonego w II turze wyborów prezydenckich.
Politycy PiS zapewniają, że zmiana nie jest koniunkturalna. - To odruch moralny, a nie kalkulacja polityczna, po trzech miesiącach całkowitej cenzury ludzie chcą wreszcie powiedzieć prawdę - mówi eurodeputowany PiS Jacek Kurski.
Groźne zapowiedzi członków PiS politycy PO traktują poważnie. Na razie deklarują unikanie otwartej konfrontacji z rywalami. - Będę namawiał koleżanki i kolegów, byśmy nie dali się sprowokować. Ale na pewno będziemy stanowczo reagować na kłamstwa i oszczerstwa. Przed tą strategią paranoi politycznej nie możemy się cofnąć - mówi wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski. Kontrofensywę prowadzi już platformerski jastrząb Janusz Palikot. Na swoim blogu poruszył ten temat dosadnie: "Marta (córka Lecha Kaczyńskiego - red.) i Jarosław powinni przeprosić wdowy po zmarłych za to, że Lech wymusił lądowanie, a oni zginęli".
I mało kto w tej gorączce zauważa, że wojna toczona na grobach ofiar smoleńskiej katastrofy i dawkowane przez polityków fragmenty stenogramów niszczą państwo. - Przecieki w tej sprawie to skandal. Obywatele mogą czuć się dezinformowani, a nawet manipulowani - ocenia Eryk Mistewicz, konsultant polityczny.
Ale czy kogoś to powstrzyma?
@RY1@i02/2010/136/i02.2010.136.000.005a.001.jpg@RY2@
Fot. East News
Prezes PiS i nr 2. w partii Joachim Brudziński od trzech dni ostro atakują premiera
współpraca Mateusz Cukierski
Jarosław Olechowski
jaroslaw.olechowski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu