Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Tacy różni, a tacy sami

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Zaskakująco duża liczba niezdecydowanych i zdecydowanych nie brać udziału w wyborach prezydenckich to zasługa kandydatów, którzy sami zacierają różnice między sobą i unikają wyrazistych odpowiedzi na drażliwe pytania

Pięć dni przed wyborami prezydenckimi Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński robią wszystko, żeby przedstawić się jako dwie strony tej samej monety. Na różne sposoby można sobie tłumaczyć 8 proc. niezdecydowanych i 35 proc. zdecydowanych, żeby nie iść do urn, ale samych wyborców coraz trudniej przekonać, że mają autentyczny wybór. Ci, którzy znają kandydatów, wiedzą, że są ulepieni z innej gliny. Twardzi zwolennicy PiS czy PO też nie mają wątpliwości. Gorzej z tymi, którzy podejmują decyzję w ostatniej chwili, analizując programy i dokonania każdej ze stron.

Od trzech tygodni obserwujemy zadziwiającą konwergencję poglądów dwóch czołowych konkurentów. Kandydat PO na bok odsunął wszelkie liberalne hasła reformy podatkowej, odżegnuje się od prywatyzacji szpitali, nie odnosi się do reformy szkolnictwa wyższego. Jego partia, zawsze w awangardzie prywatyzacji, teraz chce zniesienia ustawy kominowej dla pracowników państwowych firm. A same firmy, zamiast sprzedawać, chce obudować nowymi biurokratycznymi strukturami do zarządzania spółkami.

Z kolei twórca idei IV RP, silnego centralnego państwa, w którym - jak sam mawiał - każda czynność musi być kontrolowana przez jakiś urząd, nawołuje do przywrócenia ultraliberalnej ustawy ostatniego komunistycznego ministra przemysłu Mieczysława Wilczka.

Nasi rozmówcy w obu sztabach zapewniają, że wiele w tym gry wyborczej. Unikania kontrowersji, żeby, broń Boże!, nie zantagonizować jakiejś grupy wyborców. PO w rzeczywistości planuje zniesienie przywilejów emerytalnych dla mundurowych oraz - jak zapewniał nas jeden z najbliższych współpracowników Tuska - rozprawienie się z KRUS-em, "jak tylko będziemy mieli pełnię władzy".

Z kolei Kaczyński już jako prezydent ma ponoć twardo bronić państwowych mediów, wielkich zakładów i przywilejów socjalnych. Być może, ale dziś coraz trudniej dostrzec różnicę między dwoma starszymi, jowialnymi panami.

Taka sytuacja w ogóle nie dziwi Wiesława Gałązki, specjalisty od wizerunku politycznego: - Te partie w rzeczywistości zawsze były jednym ugrupowaniem. Tyle że PO była wersją soft, a PiS wersją hard.

- Ale teraz pierwsza formacja nie jest tak liberalna jak w 2007 r., a druga tak walcząca jak w 2005 r. - mówi Gałązka. A wyborcy nie tak skorzy do głosowania jak w czasach wielkich ideowych różnic.

@RY1@i02/2010/114/i02.2010.114.000.001a.001.jpg@RY2@

Fot. Artur Chmielewski

@RY1@i02/2010/114/i02.2010.114.000.001a.002.jpg@RY2@

Fot. Stawiński/Reporter

Mariusz Staniszewski

mariusz.staniszewski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.