Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Głowy polecą, ale po wyborach

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Blisko półtorej godziny szef polskiego rządu udowadniał, że śledztwo w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu jest pod pełną kontrolą.

- Dzisiaj możemy z dość dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że przyczyną katastrofy nie była awaria samolotu lub eksplozja na jego pokładzie - mówił premier Tusk. Nie takich słów oczekiwali tłumnie zebrani na jego konferencji dziennikarze. Ale też nie takich, że "z relacji tych, którzy uczestniczą razem z Rosjanami w badaniu tego, co w aparaturze samolotu do tej chwili odzyskano, to przerwanie pracy niektórych instrumentów wskazywałoby na godzinę wcześniejszą niż 8.56, czyli 8.41". Już w ubiegłym tygodniu "DGP" pisał, że właśnie okolice godziny 8.40 - 8.41 są najbardziej prawdopodobną datą katastrofy. Nadal jednak nie wiadomo, dlaczego Rosjanie długo podawali jako oficjalną godzinę tę o kwadrans późniejszą.

Premier nie rozwiał rodzących się w internecie wątpliwości, dlaczego samolot zniknął z radarów lotniska Siewiernyj o 8.50 polskiego czasu. Gorąco za to przekonywał, że Rosjanie pomagają Polsce. Że udostępnią wszystkie swoje materiały polskiej komisji i prokuraturze. - Wiem, że jest takie oczekiwanie, aby postawić Rosję w złym świetle. Ja nie mam takiego obrazu sytuacji - stanowczo mówił Tusk.

Sprawę badają, a jednocześnie kontrolują Rosjan, trzy polskie instytucje: prokuratura, wojskowa komisja i instytucja akredytowanego. - Na podstawie konwencji chicagowskiej państwo polskie wysłało Edmunda Klicha, szefa cywilnej Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. To ekspert z doświadczeniem wojskowym - mówił Tusk. Akredytowany ma dostęp do wszystkich materiałów. Na bieżąco ocenia pracę Rosjan. - Sprawdzi, na ile projekt rosyjskiego raportu o przyczynach katastrofy odpowiada jego obserwacjom - uspokajał Tusk.

Podkreślił, że według Klicha Rosjanie wypełniają zobowiązania wynikające z konwencji. - Jego zdaniem są w stanie wykraczać nawet poza ramy tej konwencji - twierdził premier. I przypominał, że Edmund Klich nie jest spokrewniony z szefem MON Bogdanem. I w dodatku został powołany na swoją funkcję za rządów PiS.

Te informacje premiera są zaskakujące. Niecały tydzień temu Edmund Klich w rozmowie z TVN 24 żalił się, że w Smoleńsku nie było mowy o jakiejkolwiek pomocy ze strony polskiej administracji. Że w Rosji panował wielki bałagan, a jego ludzie musieli pracować na własny koszt. Uważał, że Polska administracja ustawiła się wobec Rosji w roli petenta. Potem zamilkł. Po spotkaniu z premierem nie odbierał już telefonów. Skąd ta nagła zmiana? - Po tej wypowiedzi rozmawiałem z Edmundem Klichem prawie do czwartej rano. Sprostował swój przekaz. Tłumaczył się brakiem możliwości autoryzacji swojej wypowiedzi i stanem emocjonalnym - mówił wczoraj szef rządu.

Jednocześnie przyznał, że Klich pracował w Moskwie w skrajnych warunkach psychicznych. Że było napięcie miedzy nim a wojskowymi z komisji. Jakie? Tego premier nie wytłumaczył.

Na pewno jednak Klich nie będzie zasiadał w komisji wojskowej. Zrezygnował, bo ponoć nie chce łączyć z tą pracą stanowiska akredytowanego. Teraz wojskową komisją pokieruje szef MSWiA Jerzy Miller. Bo zdaniem Donalda Tuska powinien nią kierować cywil. A zgodnie ze zmienionym we wtorek rozporządzeniem to on powołuje jej szefa, a nie minister obrony narodowej. W skład komisji wojskowej ma także wejść międzynarodowy ekspert. A prokuratura? Tutaj premier miał najmniej do powiedzenia. - Prokurator generalny zdaje sobie sprawę z niezależności. To wyniki śledztwa wskażą winnych tragedii - mówił Tusk.

A konsekwencje polityczne? Te Tusk wyciągnie po wyborach prezydenckich. Nie wiadomo wobec kogo. Premier nie zaprzeczył jednak, że będzie to Bogdan Klich, szef MON.

@RY1@i02/2010/083/i02.2010.083.000.005a.001.jpg@RY2@

Fot. Artur Chmielewski

Wyniki śledztwa wskażą winnych - zapewniał wczoraj premier Donald Tusk

Maciej Duda

maciej.duda@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.