Kandydaci PO listy piszą
Przyjaźń i jedność czy bratobójcza walka i dwie różne wizje prezydentury - taki dylemat wyziera z wewnętrznej gazety Platformy POgłosu.
Na jej łamach wystartowała właśnie prawyborcza kampania Radosława Sikorskiego i Bronisława Komorowskiego.
Obaj kandydaci na kandydatów na zdjęciu w tym numerze uśmiechnięci ściskają sobie dłonie. Ale na tym ich zgodność się kończy. Listy, które kierują do członków Platformy z prośbą o głos w prawyborach, brzmią już zupełnie inaczej. - Listy są bardzo ciekawe, wiele mówią o tym, jak będzie wyglądać Polska pod rządami naszego prezydenta - mówił do kamer jeden z prominentnych polityków partii Donalda Tuska. Ale gdy dziennikarze się rozeszli, westchnął tylko: "Szkoda, że listów jeszcze nie widziałem".
Ale mimo to jego diagnoza była jak najbardziej słuszna. Bo uważnie wczytując się w to, co napisali Sikorski i Komorowski, można się domyślać tego, jakie są ich zamiary w przypadku wyborczego sukcesu. Co proponują swoim wyborcom?
"Zamierzam startować w wyborach nie po to, aby odebrać Lechowi Kaczyńskiemu żyrandol czy pałac, ale dlatego, żeby nie można było już wykorzystywać urzędu prezydenckiego do walki z nowoczesnością" - napisał Bronisław Komorowski. Jego list utrzymany jest w tonie patetycznym. "Wspólnie ciężką pracą zdobywamy pozycję w Unii, wnosząc do niej nasze narodowe doświadczenie, naszą szczególną wrażliwość na wolność, sprawiedliwość i solidarność. Rośnie nasze poczucie siły. Jesteśmy dumni z naszych dziejów i tradycji" - ciągnie Komorowski.
Wizja jego prezydentury jest zwarta i prosta. Jako prezydent chce "zachęcać, a nie zniechęcać rządy do koniecznych, ale czasami i trudnych działań". Chce "łączyć, a nie dzielić" i "współpracy, a nie waśni". Zapowiada działanie na rzecz zmniejszania istniejących podziałów i zakończenia historycznych sporów. Ogłasza, że "czas na nowoczesny patriotyzm". A konkrety? Jedyny, jaki znajduje się w jego liście, to zapowiedź szybkiego dokończenia reformy zdrowia.
Znacznie bardziej konkretny jest list jego kontrkandydata. Radosław Sikorski wprost odnosi się do najważniejszego instrumentu, jakim dysponuje głowa państwa, czyli do prezydenckiego weta. "Niezależnie od tego, jakie ono będzie silne, użyję go tylko w wyjątkowych sytuacjach. Gdyby pojawiły się pomysły niszczenia pieniądza lub dyskryminacji obywateli" - obiecuje szef MSZ. Jego list, zupełnie inaczej niż Komorowskiego, pozbawiony jest patetycznego języka. Jest napisany tak, by podobać się zwolennikom ostrego starcia z PiS. Sikorski napisał, że stawką w tegorocznych wyborach prezydenckich jest także to, "czy skończy się tragifarsa, jaką były i są rządy braci Kaczyńskich". Ale szef polskiej dyplomacji nie zapomniał także o tych politykach PO, których spory i podziały nie interesują. Do nich także mruga okiem, pisząc: "Jako prezydent wybaczę dzisiejszym przeciwnikom i poproszę ich o wybaczenie". To ewidentne nawiązanie do historycznego listu biskupów polskich do niemieckich z 1965 roku.
Zdaniem politologów wizje prezydentury przedstawione przez obu kandydatów są drastycznie inne. Według dr. Jarosława Flisa z UJ Bronisław Komorowski rekomenduje swoim partyjnym kolegom wizję prezydenta niezaangażowanego politycznie. - Takiego dobrotliwego ojca narodu, całkowicie nastawionego na sprawy krajowe, ale niebiorącego udziału w bieżącej walce politycznej - podkreśla Flis. Z kolei Radosław Sikorski, zdaniem dr. Wojciecha Jabłońskiego z UW, zapowiada prezydenturę bardzo aktywną. I to przede wszystkim politycznie. - Nad tym listem unosi się duch jego słynnej wypowiedzi o dożynaniu watah, w domyśle PiS-owskich. Pewnie właśnie taka byłaby to prezydentura - podkreśla nasz rozmówca.
@RY1@i02/2010/038/i02.2010.038.000.006a.001.jpg@RY2@
Fot. Artur Chmielewski
Donald Tusk składał wczoraj życzenia urodzinowe Radosławowi Sikorskiemu
marcin.graczyk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu