Ludowcy blokują plany Tuska
Wicepremier Waldemar Pawlak zablokował wczoraj przyjęcie przez rząd zaktualizowanego planu konwergencji, czyli naszej mapy drogowej do euro.
Szefowi koalicyjnego PSL nie podobają się niektóre rozwiązania, które trafiły tam bezpośrednio z planu konsolidacji finansów publicznych Donalda Tuska.
Gdy w piątek w auli Politechniki Warszawskiej premier prezentował ten plan, obok niego nie było Waldemara Pawlaka. Dwa dni wcześniej wyraźnie zaznaczył, że to program premiera, a nie rządu. Nie jest tajemnicą, że koalicyjnemu PSL nie podobają się niektóre rozwiązania zaproponowane w tym dokumencie. Ale premier Tusk jest twardy. Zapowiedział wczoraj, że stabilizacja finansów publicznych "wcale nie musi oznaczać stabilizacji koalicji". Ale od razu dodał, że o żadnym kryzysie w koalicji nie może być mowy.
Sprzeciw PSL ma jednak swój realny wymiar. Wczoraj rząd miał zaktualizować plan konwergencji. To dokument, który opisuje stan naszej gospodarki i precyzuje ścieżkę dojścia Polski do strefy euro. W projekcie minister Jacek Rostowski zawarł projekcje skutków niektórych rozwiązań, o których premier Tusk mówił w piątek. To nie spodobało się Waldemarowi Pawlakowi, który, jak relacjonował potem szef rządu, chciał, by najpierw to plan konsolidacji i reformy finansów publicznych stał się oficjalnym rządowym dokumentem, a dopiero potem podstawą innego programu. Ale na to nie ma czasu - tylko o kilka dni Komisja Europejska odsunęła termin, w którym oczekuje na plan konwergencji.
Dlatego wczoraj do późnych godzin wieczornych Donald Tusk przekonywał Pawlaka do zmiany decyzji. Czy mu się udało? Nie wiemy. Jeśli rząd przyjmie dokument dziś w trybie obiegowym, będzie to oznaczać porozumienie. Jeśli nie, projekt poczeka przynajmniej do następnego posiedzenia rządu.
Na pewno obiekcje Pawlaka nie dotyczą tego, że po raz pierwszy w tym dokumencie nie określono konkretnej daty wprowadzenia wspólnej unijnej waluty. Jeszcze w grudniu minister finansów przebąkiwał o 1 stycznia 2015 roku. Teraz rząd mówi jedynie o terminie, w którym spełnimy wymagane kryteria z Maastricht. Premier podkreśla, że nie jest to równoznaczne z terminem, w którym pożegnamy złotego.
By móc dzisiaj wejść do strefy euro, Polska musiałaby mieć: inflację nie wyższą niż 1,5 proc., dług publiczny nie większy niż 60 proc. PKB, deficyt nieprzekraczający 3 proc. i długoterminowe stopy procentowe nie wyższe niż 6 proc. Na razie spełniamy tylko ten ostatni warunek. Wczoraj Tusk tłumaczył, że na razie najważniejszy jest moment, w którym uda się nam obniżyć deficyt sektora finansów publicznych. Rząd chce osiągnąć próg 3 proc. pod koniec 2012 roku. - To jest ta perspektywa, na której nam teraz najbardziej zależy - mówił premier. I dodawał: - Nawet jeśli byśmy uznali, że z jakiś powodów nie wchodzimy do strefy euro, to i tak UE będzie wymagała od nas tak niskiego deficytu.
Rząd nie miał dotąd szczęścia do podawania dat wprowadzenia euro. We wrześniu 2008 roku w czasie forum ekonomicznego w Krynicy Tusk zapowiadał: - Rząd będzie dążył do wejścia Polski do strefy euro w 2011 roku. Ta optymistyczna wizja szybko się zdezaktualizowała. Termin przesuwano na 2012 rok, a po upadku Lehman Brothers i ogólnoświatowym kryzysie i ona stała się nierealna. W grudniu w wywiadzie dla jednej z francuskich telewizji Donald Tusk mówił o 2015 roku. Wczoraj jednak tej daty już nie powtórzył.
@RY1@i02/2010/023/i02.2010.023.000.003a.001.jpg@RY2@
Fot. Radek Pietruszka/PAP
Zdaniem premiera stabilizacja finansów nie musi oznaczać stabilizacji koalicji
Marcin Graczyk
marcin.graczyk@infor.pl
@RY1@i02/2010/023/i02.2010.023.000.003a.002.jpg@RY2@
Fot. Materiały prasowe
Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku
Rząd nie powinien w nowym planie konwergencji podawać daty naszego wejścia do strefy euro.
Ona zależy przecież od prognozowanej daty spełnienia kryteriów konwergencji, a szczególnie tego fiskalnego. Gdy mamy tak duży deficyt sektora finansów publicznych, przekraczający 7 proc. PKB w ubiegłym roku i niewiele mniejszy w obecnym, trudno sobie wyobrazić spełnienie kryterium fiskalnego w 2012 roku. Tak planuje rząd, ale to mało realne bez radykalnych działań, w szczególności bez przyjęcia ostrej reguły wydatkowej. A w tej sprawie nie ma uzgodnień między koalicjantami. Nie wiemy też, ile z planu konsolidacji finansów publicznych ogłoszonego przez premiera w miniony piątek przełoży się na projekty ustaw. Dlatego podawanie jakiejkolwiek ostatecznej daty wejścia do strefy euro byłoby dość ryzykowne. Gdyby po raz drugi okazało się, że nie jesteśmy w stanie dotrzymać terminu, negatywnie wpłynęłoby to na naszą wiarygodność. Myślę, że o tym, kiedy przyjmiemy euro, rząd będzie mógł powiedzieć dopiero w przededniu wejścia Polski do korytarza ERM2.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu