Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Ludowcy blokują plany Tuska

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Wicepremier Waldemar Pawlak zablokował wczoraj przyjęcie przez rząd zaktualizowanego planu konwergencji, czyli naszej mapy drogowej do euro.

Szefowi koalicyjnego PSL nie podobają się niektóre rozwiązania, które trafiły tam bezpośrednio z planu konsolidacji finansów publicznych Donalda Tuska.

Gdy w piątek w auli Politechniki Warszawskiej premier prezentował ten plan, obok niego nie było Waldemara Pawlaka. Dwa dni wcześniej wyraźnie zaznaczył, że to program premiera, a nie rządu. Nie jest tajemnicą, że koalicyjnemu PSL nie podobają się niektóre rozwiązania zaproponowane w tym dokumencie. Ale premier Tusk jest twardy. Zapowiedział wczoraj, że stabilizacja finansów publicznych "wcale nie musi oznaczać stabilizacji koalicji". Ale od razu dodał, że o żadnym kryzysie w koalicji nie może być mowy.

Sprzeciw PSL ma jednak swój realny wymiar. Wczoraj rząd miał zaktualizować plan konwergencji. To dokument, który opisuje stan naszej gospodarki i precyzuje ścieżkę dojścia Polski do strefy euro. W projekcie minister Jacek Rostowski zawarł projekcje skutków niektórych rozwiązań, o których premier Tusk mówił w piątek. To nie spodobało się Waldemarowi Pawlakowi, który, jak relacjonował potem szef rządu, chciał, by najpierw to plan konsolidacji i reformy finansów publicznych stał się oficjalnym rządowym dokumentem, a dopiero potem podstawą innego programu. Ale na to nie ma czasu - tylko o kilka dni Komisja Europejska odsunęła termin, w którym oczekuje na plan konwergencji.

Dlatego wczoraj do późnych godzin wieczornych Donald Tusk przekonywał Pawlaka do zmiany decyzji. Czy mu się udało? Nie wiemy. Jeśli rząd przyjmie dokument dziś w trybie obiegowym, będzie to oznaczać porozumienie. Jeśli nie, projekt poczeka przynajmniej do następnego posiedzenia rządu.

Na pewno obiekcje Pawlaka nie dotyczą tego, że po raz pierwszy w tym dokumencie nie określono konkretnej daty wprowadzenia wspólnej unijnej waluty. Jeszcze w grudniu minister finansów przebąkiwał o 1 stycznia 2015 roku. Teraz rząd mówi jedynie o terminie, w którym spełnimy wymagane kryteria z Maastricht. Premier podkreśla, że nie jest to równoznaczne z terminem, w którym pożegnamy złotego.

By móc dzisiaj wejść do strefy euro, Polska musiałaby mieć: inflację nie wyższą niż 1,5 proc., dług publiczny nie większy niż 60 proc. PKB, deficyt nieprzekraczający 3 proc. i długoterminowe stopy procentowe nie wyższe niż 6 proc. Na razie spełniamy tylko ten ostatni warunek. Wczoraj Tusk tłumaczył, że na razie najważniejszy jest moment, w którym uda się nam obniżyć deficyt sektora finansów publicznych. Rząd chce osiągnąć próg 3 proc. pod koniec 2012 roku. - To jest ta perspektywa, na której nam teraz najbardziej zależy - mówił premier. I dodawał: - Nawet jeśli byśmy uznali, że z jakiś powodów nie wchodzimy do strefy euro, to i tak UE będzie wymagała od nas tak niskiego deficytu.

Rząd nie miał dotąd szczęścia do podawania dat wprowadzenia euro. We wrześniu 2008 roku w czasie forum ekonomicznego w Krynicy Tusk zapowiadał: - Rząd będzie dążył do wejścia Polski do strefy euro w 2011 roku. Ta optymistyczna wizja szybko się zdezaktualizowała. Termin przesuwano na 2012 rok, a po upadku Lehman Brothers i ogólnoświatowym kryzysie i ona stała się nierealna. W grudniu w wywiadzie dla jednej z francuskich telewizji Donald Tusk mówił o 2015 roku. Wczoraj jednak tej daty już nie powtórzył.

@RY1@i02/2010/023/i02.2010.023.000.003a.001.jpg@RY2@

Fot. Radek Pietruszka/PAP

Zdaniem premiera stabilizacja finansów nie musi oznaczać stabilizacji koalicji

Marcin Graczyk

marcin.graczyk@infor.pl

@RY1@i02/2010/023/i02.2010.023.000.003a.002.jpg@RY2@

Fot. Materiały prasowe

Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku

Rząd nie powinien w nowym planie konwergencji podawać daty naszego wejścia do strefy euro.

Ona zależy przecież od prognozowanej daty spełnienia kryteriów konwergencji, a szczególnie tego fiskalnego. Gdy mamy tak duży deficyt sektora finansów publicznych, przekraczający 7 proc. PKB w ubiegłym roku i niewiele mniejszy w obecnym, trudno sobie wyobrazić spełnienie kryterium fiskalnego w 2012 roku. Tak planuje rząd, ale to mało realne bez radykalnych działań, w szczególności bez przyjęcia ostrej reguły wydatkowej. A w tej sprawie nie ma uzgodnień między koalicjantami. Nie wiemy też, ile z planu konsolidacji finansów publicznych ogłoszonego przez premiera w miniony piątek przełoży się na projekty ustaw. Dlatego podawanie jakiejkolwiek ostatecznej daty wejścia do strefy euro byłoby dość ryzykowne. Gdyby po raz drugi okazało się, że nie jesteśmy w stanie dotrzymać terminu, negatywnie wpłynęłoby to na naszą wiarygodność. Myślę, że o tym, kiedy przyjmiemy euro, rząd będzie mógł powiedzieć dopiero w przededniu wejścia Polski do korytarza ERM2.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.