Premier nie boi się komisji
Koalicja ma się dobrze, uzgadniamy reformę KRUS. A ustawy piszemy już pod nowego prezydenta - wylicza Paweł Graś
Formalnie nadal jestem rzecznikiem dyscypliny partyjnej. Na szczęście mam coraz mniej pracy.
Mirosława Drzewieckiego nie musiałem dyscyplinować. To był zbieg okoliczności. Poseł Arłukowicz powiedział w telewizji, że minister przesłał zwolnienie lekarskie do końca stycznia i w związku z tym nie pojawi się na przesłuchaniu. Chwilę później zadzwonił do mnie Drzewiecki z informacją, że nie może dodzwonić się do członków komisji i że mimo zwolnienia stawi się na przesłuchaniu. Musiałem szybko reagować.
Zapomniałem już, co to wakacje z prawdziwego zdarzenia. W ciągu ostatnich trzech lat udało mi się spędzić może trzy tygodnie na urlopie.
Premier Pawlak miał już dawno zaplanowany wypoczynek. Zresztą powiedział już, że wystąpienie premiera nie było rządowym expose, tylko propozycjami ministra Rostowskiego i ministra Boniego.
Nadał im raczej odpowiednią rangę. Teraz każda z propozycji będzie przedłożona w formie założeń do konkretnych ustaw i to już będą propozycje koalicyjne. Tych, którzy wieszczą jakiś problem, muszę zmartwić. Jestem przekonany, że koalicja przyjmie ten plan w całości. Punkt po punkcie.
Jestem optymistą. W tym małżeństwie dobrze się dzieje.
Raczej podkreślali, że sporo w nim interesujących propozycji. A że niektóre każą być wstrzemięźliwym? Cóż, w roku wyborczym trzeba ostrożnie traktować propozycje.
Nie. Koalicjant ma prawo do własnego zdania. Najważniejsze, że machina się toczy i rząd funkcjonuje sprawnie.
Uzgodniliśmy, że KRUS będziemy reformować. Nie ma tu wielkiej różnicy zdań. Niedawno rozmawiałem ze znaczącymi parlamentarzystami z PSL. Przekonywali mnie wręcz, że dla pewnego rodzaju producentów rolnych bardziej opłacalne jest przechodzenie do systemu podatkowego, w jakim funkcjonują przedsiębiorcy.
Szczerze powiedziawszy, zależało nam, by wszystkich zaskoczyć. A żonglerka datami służyła temu, by trochę odsunąć uwagę mediów od decyzji premiera, bo my nie mogliśmy się wprost opędzić od telefonów. Komentatorzy przechodzili samych siebie w doszukiwaniu się trzeciego dna.
Ależ proszę chwilę się zastanowić... Premier ogłasza najważniejszą decyzję w swoim politycznym życiu, która kształtuje scenę polityczną na najbliższe kilka lat. Naprawdę myśli pani, że ktokolwiek rozsądny mógłby połączyć ze sobą ten fakt z zeznaniami przed komisją hazardową?
Jeśli więc ten ktoś jest już kompletnym niedowiarkiem i tworzy teorię spiskową, to niech sprawdzi w Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, kiedy zamówiliśmy salę na to wydarzenie. Dokładnie 6 stycznia! Czyli na długo przed tym, zanim było wiadomo, kiedy minister Drzewiecki będzie przesłuchiwany.
Premier nie boi się komisji.
To zmartwienie opozycji. Premier wyszedł z założenia, że dwa lata temu umówił się na konkretne reformy, problemy do rozwiązania. Tego chce dotrzymać. Jednak dwa lata temu nikt nie przewidział kryzysu i tego, że plany trzeba będzie mocno weryfikować.
Absolutnie nie. Najłatwiej byłoby premierowi powiedzieć: tak, kandyduję, bo wygraną mam w kieszeni, więc na jesieni przeprowadzam się do pałacu. A co dalej z rządem, z koalicją, z partią? Premier wybrał trudniejszą drogę, postanowił utrzymać najbardziej gorący etat w Polsce. 2010 rok będzie nie tylko czasem wychodzenia z kryzysu, ale też okresem bolesnych reform i brutalnej walki politycznej. Premier podjął najważniejszą decyzję polityczną w Polsce na przestrzeni ostatnich lat, od czasu reformy Balcerowicza.
Na pewno w PO jest grupa ludzi, która czekała na ostateczną satysfakcję. Na to, że to Donald Tusk pokona w końcu Lecha Kaczyńskiego. To byli ci, którzy przeżyli w 2005 roku ten ciężki wieczór wyborczy, ci, którzy przeżyli lata upolitycznionej prezydentury Kaczyńskiego. Nie ukrywam, że obawialiśmy się ich reakcji. Jednak dziś trudno znaleźć w PO kogoś, kto kwestionuje decyzję Tuska.
To pytanie osobiste. Nikt mnie nie zmusi do deklaracji, kogo bardziej kocham: mamusię czy tatusia. Jeden i drugi są dobrze przygotowani do tego zadania. Komorowski jako były minister obrony ma doświadczenie związane z armią i bezpieczeństwem państwa, czyli w sektorze, w którym prezydent, jako zwierzchnik sił zbrojnych, jest aktywny. Sikorski ma doświadczenie w polityce zagranicznej, ma pozycję w Europie i w USA. Na każdego można z czystym sumieniem oddać głos. Każdy z nich będzie lepszy od Lecha Kaczyńskiego.
Gdyby się okazało, że gdzieś w lochach BBN, oprócz tego, że błąka się tam duch ministra Macierewicza...
No, tak... Jeśli jednak w BBN zalegają dokumenty, które świadczyłyby o tym, że polityk PO dopuścił się kiedykolwiek złamania prawa, to posiadacze tych dokumentów znaleźliby się w fatalnej sytuacji, bo urzędnik państwowy, w tym szef BBN, jest zobowiązany, zgodnie z obowiązującym prawem, złożyć doniesienie do prokuratury. Skoro doniesienie nie wpływa, to można założyć, że dokumentów nie ma. Takie dziwaczne hipotezy formułuje dawny koalicjant PiS, pan Giertych. To kolejny dowód na to, że politycy lubujący się w walce na haki powinni ze sceny politycznej zniknąć raz na zawsze.
Dla kolegów z PiS najbardziej dobijające muszą być sondaże, że nawet Janusz Palikot wygrałby wybory prezydenckie z Lechem Kaczyńskim. To musi być dla nich trauma. Trzeba jednak uszanować decyzje pana Cimoszewicza, który jest stawiany przez media w trudnej sytuacji, a który wielokrotnie deklarował, że w wyborach prezydenckich nie wystartuje.
Prawda. Liczę więc na to, że będzie popierał naszego kandydata. Cimoszewicz jest w dobrych kontaktach z Tuskiem. Jego doświadczenie zostanie zagospodarowane. Gdyby jednak zdecydował się na start w wyborach, wtedy będzie zupełnie nowe rozdanie.
Formalnie, na początku maja, podczas kongresu partii. Myślę jednak, że decyzja zapadnie w ciągu kilkunastu dni.
Rozmawiamy o tym. Cała Platforma to dziś 50 tys. ludzi.
Ale ja rozumiem premiera. Wystarczy porównać liczbę ustaw zawetowanych teraz i za rządów PiS z LPR i Samoobroną oraz tych rozwiązań, co do których prezydent zapowiedział weto, zanim ujrzały światło dzienne.
Dokładnie tak to przygotowaliśmy, również kalendarzowo. W ciągu kilku miesięcy założenia z planu konsolidacji zostaną przekute w projekty ustaw i przejdą do parlamentu. Po to, by w październiku lub listopadzie trafiły na biurko prezydenta. Nowego prezydenta.
@RY1@i02/2010/023/i02.2010.023.000.0012.001.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Grzędziński
Paweł Graś, jest rzecznikiem rządu i sekretarzem stanu w KPRM
jest rzecznikiem rządu i sekretarzem stanu w KPRM
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu