Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Szef rządu wygłosił drugie expose. Czy tym razem dotrzyma słowa?

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 22 minuty

Ogłoszenie przez Donalda Tuska decyzji o tym, że nie będzie kandydował w wyborach prezydenckich, wywołało burzę w życiu politycznym i medialnym.

Aczkolwiek już jakiś czas temu pojawiły się znaki, że coś podobnego może się zdarzyć, to wszystkie komentarze przez wiele miesięcy - łącznie z mego autorstwa - interpretowały motywy i działania premiera przez pryzmat przyszłych wyborów, w których rozgrywka Tusk - Kaczyński wydawała się czymś pewnym.

Konsternacja jest całkowita, co można dostrzec w mediach telewizyjnych, gdzie nowo narodzeni komentatorzy, jak np. w TVN 24, robią mniej lub bardziej niemądre dowcipy, bo nie wiedzą, co tu powiedzieć.

Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z nową jakością, zapewne nie tylko w działaniu premiera, ale też strategii rządu i PO.

Ogłoszeniu niekandydowania na prezydenta towarzyszyła dwa dni później kolejna, równie ważna deklaracja, dotycząca spraw zasadniczych dla Polski i dla długofalowych celów działania rządzącej partii i Rady Ministrów. Można złożone deklaracje i zarysowane cele reformowania państwa, jakie premier ze współpracownikami ogłosił, traktować lekceważąco, jak czyni to PiS-owska opozycja. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że te chichoty i szyderstwa tuzów PiS wynikają i z zaskoczenia, i z poczucia zagrożenia.

Wszak ogłoszony plan poważnych zamierzeń PO można także odczytać jako odpowiedź na szumne zapowiedzi liderów opozycji, że oto przygotowują wielki plan dla Polski, wyrzucając rządowi Tuska dwuletnie zaniedbania w reformowaniu finansów państwa, w nierozwiązanych i narastających problemach ze służbą zdrowia itp. Prezentacja planu działań rządu z pewnością stanowi poważne uzasadnienie, dlaczego Tusk chce zostać - jeśli się plan powiedzie - na urzędzie premiera i uważa, że prezydentura uniemożliwiłaby mu pokierowanie ambitnym projektem.

Można jednak "na poważnie" potraktować deklaracje i przyjąć, że w myśleniu i motywach działania premiera zaszła głęboka zmiana. Sytuację, z jaką mamy do czynienia, można odczytać jako rodzaj nowego otwarcia, skierowania rządów na nowe tory i podporządkowanie ich nowej strategii. Strategii, w której samo rządzenie nie jest wystarczającym spełnieniem, ale dopiero dokonanie czegoś znaczącego stanowi wyzwanie polityczne - dla rządzącej formacji i osobiście dla Tuska, i innych liderów partii.

W każdym razie wszystko wskazuje na to, że wolno tak zinterpretować to podwójne wystąpienie premiera i jego współpracowników: jako pragnienie zapisania się na kartach historii jakimś znaczącym dziełem. Można powiedzieć, że premier po prostu zasmakował we władzy, ale gdyby tak było - oznaczałoby to w tym przypadku także chęć dokonania czegoś znaczącego, a to już wnosi nową jakość do polskiej polityki ostatnich lat. Zwłaszcza dwóch ostatnich, w czasie których polityka została sprowadzona do sensacyjnej rozgrywki, do bitew i pyskówek rządzących z opozycją, i była sztuką utrzymania władzy poprzez kształtowanie udanego obrazu w oczach opinii publicznej. Podwójne wystąpienie premiera daje wyraz - jak sądzę - innemu myśleniu o polityce, znacznie bliższemu temu, z czego wyrastał Donald Tusk i jego pokolenie jako młodzi ludzie wchodzący wówczas do polityki.

W zadeklarowanych planach, mimo ogólnikowości, wydaje się mi się ważne, że są spójne z intelektualnymi treściami, które rząd wcześniej firmował. Mam na myśli dokumenty autorstwa zespołu ministra Michała Boniego. Złożone deklaracje stanowią próbę spożytkowania i rozwinięcia w postaci praktycznej tego, co pokazywały precyzyjne i bogate w treść diagnozy. Nie przybierały one formy politycznej, nawet w ogólnej postaci.

Plan Tuska obecnie zaprezentowany jest pierwszym przybliżeniem do użycia tego bogatego i dość wszechstronnego materiału o nas i naszych możliwych drogach rozwoju. Warto zwrócić uwagę na fakt, że plan Tuska zakłada konieczność włączenia się państwa w dzieło skoku cywilizacyjnego. Dalszy rozwój gospodarki i społeczeństwa nie może się dokonać bez rozwinięcia nowoczesnych technologii, co wymaga skoku jakościowego w wyposażeniu naukowo-technicznym gospodarki i całego życia społecznego. Ten wątek był szczególnie zaakcentowany w dokumencie "Polska 2030" i tutaj powraca jako jedna z zasadniczych spraw w strategii politycznej.

Można dyskutować, czy to, co ogłoszono, stanowi już konkretny plan, ale chciałbym wierzyć, że to podstawa do dalszych i stanowczych konkretyzacji. Trzeba dodać, iż przebudowa państwa, zasad działania administracji państwowej, jej sprawność i służebna funkcja wobec obywateli - to sprawy równie kluczowe, jak reforma finansów publicznych, z ZUS na czele.

Dwadzieścia lat niepodległej Polski to wielkie zwycięstwo polskiego społeczeństwa, przy wszystkich naszych wadach. Ale zarazem ta rocznica pokazuje słabość i złe działanie państwa, które nie zdobyło się na stworzenie zastępu wykształconych, nieprzekupnych i oddanych państwu urzędników, państwa, w którym głupota i arogancja urzędników wciąż są regułą, a samodzielne rozwiązywanie problemów społecznych w ogóle nie interesuje większości urzędników. Mam nadzieję, że plan Tuska będzie miał na celu także przebudowę administracji, aby służyła obywatelom, społecznym celom i rozwojowi Polski.

Sądzę, że można zaryzykować tezę o nowym otwarciu premiera jakby o drugim expose i zarysowaniu planu działania. Tym razem obietnice nie mogą pozostać bez pokrycia i wszyscy będą bacznie pilnować, by ogólne deklaracje zamieniły się w konkretny plan zmian, w tym ustawowych.

Aby ten plan i nowe otwarcie powiodły się, muszą być spełnione trudne warunki. Najważniejsze - sama partia i wybory. Plan zakłada udane zastąpienie kandydata Tuska innym przedstawicielem PO w wyborach prezydenckich. To po pierwsze. Po drugie - znacząco pozytywne dla Platformy wyniki wyborów samorządowych, zbiegających się z prezydenckimi. A po trzecie - zwycięskie wybory parlamentarne za dwa lata.

Zadanie trudne i ryzykowne, bo nawet zakładając możliwie skuteczną kampanię prezydencką - jest późno i mało czasu, by pozyskać zdecydowane poparcie większości Polaków. Tym bardziej że afera hazardowa w wyraźny sposób zachwiała bezwzględnie pozytywnym obrazem PO, a jej politycy okazali się tacy jak inni, czyli utracili to szczególne nastawienie opinii publicznej, jakim się długo cieszyli.

Ale afera hazardowa to także decyzje premiera, który usunął ze swego najbliższego otoczenia najważniejszych dotąd, bliskich mu współpracowników z Grzegorzem Schetyną na czele. To musiało wywołać niepokój i konflikty wewnątrz Platformy, a dotychczasowego przyjaciela zamieniło najpewniej w konkurenta. Wybory samorządowe to problem, bo oznacza konieczność przejęcia nad nimi kontroli przez premiera, który usuwając Schetynę z ministerialnego stanowiska, obdarzył go władzą nad partią. Teraz musi tę władzę odzyskać, co nie jest prostym zadaniem. W dodatku nowe otwarcie, jeśli tak interpretować deklaracje premiera, oznacza konieczność zmobilizowania rzeczywistego poparcia właśnie w szeregach Platformy. Także konieczność wyłonienia, zapewne, nowych liderów, nowych współpracowników, co musi wywoływać spory i tarcia w klubie poselskim i w całej partii.

Doprawdy, to wszystko stanowi poważne wyzwania i wcale nie wiadomo, czy Tusk wyjdzie z nich do końca zwycięsko, bo przecież wszystko dziać się musi w miesiącach kampanii wyborczych.

Z drugiej strony, jeśli zgodzić się z moją tezą o nowym otwarciu, to wówczas można sobie wyobrazić znalezienie przez Donalda Tuska także nowych sojuszników.

Platforma zwyciężyła w ostatnich wyborach dzięki zmobilizowaniu rzeszy wyborców, którzy wcześniej niechętnie na wybory chodzili. Poparcia udzieliła też PO i Tuskowi zdecydowana większość ważnych środowisk społecznych. Przez minione lata premier jednak raczej nie odwoływał się do opinii publicznej ani do różnych kręgów intelektualnych, których potencjał mógł być wykorzystany dla lepszego rządzenia. Istotnie, polityka dobrego PR brała górę.

Teraz otwiera się możliwość, aby plan, który w zarysie przedstawił, stał się planem poddanym społecznej debacie, wezwaniem do dyskusji, która przyczynić się może walnie do tego, by zdobyć na nowo opinię publiczną i odzyskać czynne poparcie tych licznych grup, zwłaszcza młodych, ambitnych Polaków, dla których dobre państwo staje się coraz częściej ważną sprawą.

Czeka więc Donalda Tuska poważny trud: najpierw - własna partia, potem - konieczność zdobycia czynnego poparcia znaczących społecznie środowisk, które to poparcie i wydatnie zwiększy szanse planu dla Polski, i przyczynić się może do zakładanego, potrójnego zwycięstwa wyborczego.

@RY1@i02/2010/023/i02.2010.023.000.0014.001.jpg@RY2@

Fot. Michał Rozbicki

Ireneusz Krzemiński

Autor jest socjologiem, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.