Boni nie pisał ustawy od lipca, został źle zrozumiany
Szef doradców premiera Michał Boni zeznał wczoraj przed hazardową komisją śledczą, że Donald Tusk wcale nie kazał mu 30 lipca 2009 r. rozpocząć prac nad całkiem nową ustawą o grach i zakładach wzajemnych.
- To była tylko moja interpretacja rozmowy na ten temat, zostałem źle zrozumiany - zeznał Michał Boni.
Gdy po wybuchu afery hazardowej w październiku 2009 r. Michał Boni prezentował w Sejmie rządowy raport dotyczący prac nad ustawą o grach i zakładach wzajemnych, zaskoczył wszystkich, gdy stwierdził: - 30 lipca 2009 r. odbyło się spotkanie poświęcone pracom nad budżetem na rok 2010. (...) Dyskusja dotyczyła konkretnych prac nad budżetem, ale również wniosku, jaki zgłosił pan premier Donald Tusk, aby w trybie pilnym wobec przedłużającej się pracy nad ustawą o grach i zakładach wzajemnych podjąć działania, by przygotować szybko nową ustawę.
Wczoraj zaskoczył ponownie. Zeznając już pod przysięgą, tłumaczył śledczym, że to spotkanie w czwartek 30 lipca było poświęcone kwestii hazardu "zaledwie w jednej pięćdziesiątej", a temat pojawił się tylko dlatego, że szukano dodatkowych wpływów do budżetu. - Z tego spotkania wywnioskowałem, że trzeba przygotować stosowne analizy w tej sprawie. To była moja inicjatywa - podkreślał Boni.
Przyznał, że już następnego dnia, a więc w piątek 31 lipca, rozmawiał na ten temat z wiceministrem finansów Jackiem Kapicą. Tyle że ten zeznał przed komisją zupełnie co innego. Mówił, że pierwszym kontaktem z Bonim w sprawie nowej ustawy była rozmowa telefoniczna w poniedziałek 3 sierpnia. Kapica pamięta to, bo wypoczywał wówczas na urlopie nad morzem.
To niejedyna różnica w zeznaniach osób, które poza premierem powinny mieć pełną wiedzę o wydarzeniach między 30 lipca a 14 sierpnia, czyli wizytą Mariusza Kamińskiego u Tuska. Kapica zeznał, że Boni kazał mu przygotowywać nową ustawę. Tymczasem Michał Boni twierdzi, że jedynie wydał Kapicy polecenie przygotowania analiz dotyczących problemu z ustawą hazardową. - W żadnym razie nie można tego rozumieć jako nakazu prac nad przygotowaniem nowej ustawy. Wtedy jeszcze nie było nawet decyzji o zaprzestaniu prac nad starą wersją tego dokumentu - podkreślał wczoraj przed komisją minister Boni. Jak tłumaczył, w czasie swojego wystąpienia w Sejmie, gdy mówił o początkach prac nad ustawą, używał języka potocznego. Dlatego mówił o rozpoczęciu prac, choć formalnie tak wcale nie było. - Dopiero 21 września otrzymałem od ministra Kapicy roboczą wersję założeń nowej ustawy i dopiero wtedy zapadła decyzja o zaprzestaniu prac nad starym projektem - relacjonował śledczym.
Boni zeznał też, że Kapica poinformował go o swoim spotkaniu z premierem w dniu 26 sierpnia. To właśnie wtedy wiceminister finansów tłumaczył się Tuskowi z prac nad ustawą. Po spotkaniu usłyszał prośbę o rozpoczęcie prac nad nową wersją ustawy, niekorzystną dla branży hazardowej. Zeznając przed komisją, Kapica mówił jednak, że premier prosił go wówczas o dyskrecję, i dlatego nawet własnej żonie nie mówił o tym poleceniu. Ale jak się okazuje, powiedział o nim Boniemu. - Minister Kapica wiedział, że jestem zaangażowany w tę sprawę, a zeznając przed komisją, mówił pewnie o osobach niewtajemniczonych - tłumaczył kolegę z rządu Boni. Przekonywał też, że jego zdaniem premier Tusk w całej sprawie jest poza wszelkim podejrzeniem. - Nie sądzę, żeby premierem Tuskiem można było manipulować, gdyż ma silną osobowość - stwierdził.
W czasie przesłuchania Boniego do komisji dotarło zwolnienie Mirosława Drzewieckiego. Okazało się, że choroba gardła byłego ministra sportu jest na tyle poważna, że będzie niezdolny stawić się przed komisją do 31 stycznia. Ale Drzewiecki nie chce znów przesuwać swojego przesłuchania. Mimo choroby ma jutro pojawić się przed komisją. Co ciekawe, o swoich planach znów poinformował komisję w niekonwencjonalny sposób. W ubiegły piątek jego zwolnienie przekazał przewodniczącemu Mirosławowi Sekule sekretarz klubu Platformy Obywatelskiej Sebastian Karpinuk. Tym razem pośrednikiem między Mirosławem Drzewieckim a komisją został rzecznik rządu. Paweł Graś tłumaczy, że Drzewiecki nie mógł skontaktować się z Sekułą, więc zadzwonił do niego.
@RY1@i02/2010/018/i02.2010.018.000.005a.001.jpg@RY2@
Nieścisłości w zeznaniach Michała Boniego i Jacka Kapicy może wyjaśnić tylko premier
Fot. Artur Chmielewski
Marcin Graczyk
marcin.graczyk@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu