Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Kamiński: do przecieku doszło w Pędzącym Króliku

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Mariusz Kamiński wielokrotnie podkreślał wczoraj przed komisją śledczą, że usunięcie go z funkcji szefa CBA i postawienie prokuratorskich zarzutów było karą za ujawnienie afery hazardowej.

Najważniejszy wątek dotyczył jednak oskarżenia premiera Donalda Tuska o przeciek. Dawno już wydarzenia związane z komisją śledczą nie budziły takiego zainteresowania. W Strasburgu polscy eurodeputowani z różnych formacji skupili się przy telewizorze włączonym na kanał 113, czyli TVN 24.

Także w kraju, głównie wśród polityków PO, przesłuchanie biło rekordy oglądalności. - Proszę się nie dziwić. To dla premiera i dla całej partii może się okazać kwestia być albo nie być - usłyszeliśmy od jednego z prominentnych posłów PO. Ale i on jednoznacznie wskazywał na polityczne pobudki Mariusza Kamińskiego. Zresztą, jak powtarzali politycy Platformy, cała afera hazardowa i jej ujawnienie były zemstą za postawienie mu zarzutów przez rzeszowską prokuraturę.

Ale pytany o to Kamiński kilkakrotnie zaprzeczał takim pobudkom. - O tym, że będą mi postawione zarzuty, dowiedziałem się już po tym, jak ta sprawa została ujawniona - podkreślał. Jego zdaniem było dokładnie odwrotnie: usłyszał zarzuty i odwołano go z funkcji szefa CBA właśnie dlatego, że wykrył aferę, której nitki prowadzą do prominentnych polityków Platformy. W tym do samego premiera. Bo Kamiński wielokrotnie podkreślał, że zaufał Donaldowi Tuskowi, informując go o aferze. I że ten zawiódł jego zaufanie.

Kamiński zapewniał, że nie ma innego wytłumaczenia przecieku niż to, że nastąpił on po jego rozmowie z premierem Tuskiem. Jednocześnie zapewniał, że nie próbował zastawić na szefa rządu żadnej pułapki. - Przyszedłem do niego jako do premiera mojego państwa i liczyłem, że zajmie się tą sprawą - przekonywał. I dodał: - Nie można było się pogodzić, że biznesmeni od jednorękich bandytów byli silniejsi niż państwo polskie. Wiedziałem, że sprawa nie będzie łatwa, bo dotyczy najbliższych polityków z otoczenia Donalda Tuska.

To właśnie dlatego Kamiński 14 sierpnia powiedział premierowi, że Mirosław Drzewiecki i Zbigniew Chlebowski są w pełni dyspozycyjni wobec lobby hazardowego. A w przypadku tego drugiego może chodzić nawet o wieloletnią współpracę. Zapewniał, że wyraźnie zaznaczył, by premier nikomu nie mówił o działaniach CBA w tej sprawie, bo nie jest ona jeszcze zamknięta. - Byłem przekonany, że uruchomiłem sprawę w dobrym kierunku, i byłem zadowolony. I co się dzieje dalej? Cisza i coraz gorzej - zeznawał Kamiński. Jego zdaniem dowodem przeciw premierowi jest też fakt, że Drzewiecki i Chlebowski zaczęli odkręcać jedynie sprawę córki Ryszarda Sobiesiaka. Równie bulwersująca była sprawa wyciągu w Czorsztynie. Tyle że o tym wątku Kamiński premierowi nie wspomniał, a o córce Sobiesiaka i Totalizatorze Sportowym - tak.

Kamiński udowadnia, że Sobiesiak i Jan Kosek dowiedzieli się o akcji CBA po południu 24 sierpnia. Właśnie wtedy w warszawskiej restauracji Pędzący Królik znajdującej się nieopodal siedziby Ministerstwa Sportu doszło do spotkania asystenta ministra Drzewieckiego Marcina Rosoła z córką Sobiesiaka Magdaleną. Resort sportu forsował ją na członka zarządu Totalizatora Sportowego. To podczas spotkania z Rosołem Sobiesiak miała usłyszeć, że sprawa jest już nieaktualna.

Zeznając przed komisją, Kamiński nazwał działania asystenta Drzewieckiego gwałtownymi. Twierdził, że ze stenogramów wynika, iż po tej rozmowie wszelkie kontakty hazardowych baronów z politykami PO nabrały charakteru konspiracyjnego, a Ryszard Sobiesiak i jego wspólnik Jan Kosek zaczęli używać tak zwanych bezpiecznych telefonów - rozmawiali przez nie z ogromną ostrożnością.

- Jeśli przeciek nastąpił 24 sierpnia w restauracji Pędzący Królik na spotkaniu Rosoła z panią Sobiesiakówną, to musiał pochodzić od Mirosława Drzewieckiego. A on o tym, że jest sprawa, którą się interesuje CBA, musiał się dowiedzieć od premiera - zeznawał Kamiński. Rosól pytany przez nas o zeznania Kamińskiego nie chciał o nich rozmawiać. Powiedział jedynie, że to stek bzdur i pomówień, które wyjaśni już jutro w czasie swojego przesłuchania Drzewiecki. Sam Rosół nie został wezwany na świadka.

Rzecznik rządu Paweł Graś także nie chciał komentować zarzutów Kamińskiego. - Nie chcemy robić alternatywy dla komisji - tłumaczył. Pierwszą odpowiedzią miały być wieczorne zeznania ministra Jacka Cichockiego odpowiedzialnego w kancelarii premiera za służby specjalne. To on uczestniczył w sierpniu 2009 roku w spotkaniu Kamiński - Tusk. To przesłuchanie przełożono jednak na dzisiejszy ranek.

@RY1@i02/2010/013/i02.2010.013.000.004a.001.jpg@RY2@

Fot. Artur Chmielewski

Mariusz Kamiński zeznawał wczoraj przed komisją śledczą ponad sześć godzin

Marcin Graczyk

marcin.graczyk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.