Doda nie zaszkodzi Kaczyńskiemu
Czy udział w Balu Dziennikarzy to kolejna próba ocieplenia wizerunku Lecha Kaczyńskiego?
To próba nadrobienia trzech straconych kwart w meczu o reelekcję. Od czasu kiedy Kancelarią Prezydenta kierował Piotr Kownacki, a później Władysław Stasiak, wreszcie zaczęła ona funkcjonować jak kancelaria głowy dużego, europejskiego kraju. Wcześniej wizerunek Lecha Kaczyńskiego był zaburzony przez eksperymenty, przez co trudno było jasno zdefiniować jego miejsce na scenie politycznej.
Na pewno nie przyniosą mu ujemnych punktów. Świat celebrytów dziennikarskich, estradowych i politycznych coraz bardziej się do siebie zbliża. Tak jest we wszystkich krajach demokratycznych, gdzie politycy w naturalny sposób, chcąc zatrzymać percepcję odbiorców, muszą wejść w ich świat. Muszą stać się im bliscy.
Gerhard Schroeder zagrał piosenkę Scorpionsów, Tony Blair grał Doorsów, Bill Clinton jest mistrzem saksofonu, a premier Japonii śpiewa ze swoimi ministrami karaoke. Ludzie o tym mówią, żyją tym. Nie chcą kostycznych polityków proponujących im wyłącznie kilkudziesięciostronicowy program, którego nawet nie potrafią opowiedzieć. To koniec ery polityki bez ludzi.
To jest kwestia standardów. We Francji byłoby nie do pomyślenia, aby na przykład dziennikarz Le Monde śpiewał na imprezie stricte partyjnej. Dawny SLD blatowały się z biznesem, obecny chce się blatować z mediami, niszcząc z trudem budowaną niezależność dziennikarską. Sojusz wie już, że klucz do sukcesu leży w komunikacji, ale idzie na skróty.
@RY1@i02/2010/011/i02.2010.011.000.004b.001.jpg@RY2@
Fot. A. Chmielewski/Forum
Eryk Mistewicz
konsultant polityczny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu