Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Teraz się przekonamy, ile warte były obietnice

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

W TEJ KAMPANII DONALD TUSK obiecał znacznie mniej niż w poprzedniej. Ale uzdrowienie finansów publicznych, stworzenie funduszu emerytalnego zasilanego pieniędzmi z gazu łupkowego, przedszkola finansowane z budżetu państwa to i tak sporo

Ekipa Donalda Tuska wygrywa wybory w zupełnie innej sytuacji niż 4 lata temu. Wówczas gospodarka pędziła jak lokomotywa, za euro płaciliśmy znacznie poniżej 4 zł, a za franka szwajcarskiego o ponad jedną trzecią mniej. Teraz wszystkie wskaźniki gospodarcze zapowiadają spowolnienie, a Narodowy Bank Polski musi interweniować, by utrzymać stabilny kurs naszej waluty. Duży spadek wartości złotego powoduje nie tylko chaos w gospodarce, ale również stwarza groźbę, że dług publiczny przekroczy 55 proc., a więc konieczne będzie podniesienie podatków i wprowadzenie drastycznych cięć budżetowych.

W tej sytuacji rząd staje przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Musi obniżać zadłużenie publiczne, a jednocześnie dbać o rozwój gospodarki.

Jednym z najważniejszych punktów jest fakt, że rząd Tuska zobowiązał się wobec Komisji Europejskiej, że w przyszłym roku deficyt budżetowy wyniesie niewiele ponad 3 proc. PKB. Cel ten zostanie osiągnięty głównie jednak przez wysoką inflację - przez nią wpływy z podatków są wyższe - oraz ograniczenie inwestycji w przyszłym roku. Poza planowanym ograniczeniem wydatków samorządów nie widać znaczących pomysłów na zmianę sytuacji. Tę strategię ekipa Tuska może kontynuować. Może też przyjąć trudniejszą drogę, czyli strukturalnych reform i cięcia wydatków publicznych.

To jednak może nie wystarczyć, bo bezrobocie będzie wyższe, niż zakłada rząd, a firmy wstrzymują się przed inwestycjami. To wróży spowolnienie. Impulsem, który mógłby podnieść konkurencyjność polskiej gospodarki byłoby ograniczenie biurokracji i uproszczenie prawa. Według raportu OECD reforma tych dziedzin spowodowałaby przyrost polskiego PKB o 14 proc. w ciągu 10 lat. W poprzedniej kadencji nie udało się jednak zrobić ani jednego, ani drugiego.

Podjęta próba cięć w administracji w mijającej kadencji spowodowała w rzeczywistości wzrost liczby urzędników o około 80 tys. W nowej kadencji zapowiedzi Platformy również nie są obiecujące - zamierza powołać nowe ministerstwo informatyzacji, resortowi środowiska dołożyć jeszcze kwestie energetyczne, rozdzielić Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. W resorcie zostałyby służby mundurowe, a wojewodowie podlegaliby bezpośrednio kancelarii premiera. Jednocześnie Tusk nie zapowiada likwidacji żadnego z obecnych resortów. Tymczasem każdy wzrost administracji powoduje spowolnienie gospodarcze.

Wiele emocji w czasie kampanii wzbudził gaz łupkowy, a raczej wpływy, jakie z tytułu jego wydobycia mają szerokim strumieniem zasilać kasę państwa. Platforma chce tu wzorować się na Norwegii i Kanadzie. Od Skandynawów zamierza skopiować zasady funkcjonowania funduszu, który byłby zasilany pieniędzmi z opłat za eksploatację gazu łupkowego. Część pieniędzy miałaby być przekazywana na system emerytalny. Od Kanadyjczyków PO zamierza skopiować sposób przyciągania kapitału. Opłaty za korzystanie ze złoża byłyby pobierane progresywnie, czyli rosłyby, im dłużej byłoby ono eksploatowane.

Firmy eksploatujące złoże musiałyby najprawdopodobniej zawierać spółkę z polskim podmiotem.

Kolejną kwestią kluczową dla finansów państwa będzie system emerytalny. Jest szansa, że po wyborach rząd szybko zakończy negocjacje ze związkami zawodowymi służb mundurowych. Ale w kolejce czekają jeszcze górnicy, rolnicy i KRUS. Tu rozmowy mogą być znacznie trudniejsze.

Znakiem zapytania jest reforma służby zdrowia. PO chciała ją uzdrowić poprzez komercjalizację szpitali. Plan się nie powiódł. Teraz PO zamierza wprowadzić dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, które wprowadzą konkurencję do systemu ochrony zdrowia. To samo zapowiadała jednak też 4 lata temu.

Po tych wyborach Tusk ma wyjątkowo korzystną sytuację, by wszystkie problemy rozwiązać. Może zbudować koalicję z trzema ugrupowaniami. W przypadku reform emerytur rolniczych i KRUS nawet przy sprzeciwie koalicyjnego partnera - jeśli zostanie nim PSL - będzie mógł szukać poparcia innych formacji do przeprowadzenia zmian. Takiego komfortu w ciągu ostatnich 20 lat nie miał żaden szef rządu.

@RY1@i02/2011/196/i02.2011.196.000.002a.001.jpg@RY2@

Fot. Tomasz Gzell/PAP

W tych wyborach partie dużo obiecały. Część wyborców im uwierzyła

- rząd Donalda Tuska zmarnował 11 miesięcy z 15, jakie ustawodawca dostał od Trybunału na przygotowanie nowych zasad finansowania składek zdrowotnych przez rolników ubezpieczonych w KRUS. W lutym przyszłego roku rolnicy nie będą mogli się leczyć za darmo w placówkach mających podpisane kontrakty z NFZ. To wszystko za sprawą wyroku z 26 października 2010 r. TK uznał, że art. 86 ust. 2 ustawy z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych jest niezgodny ustawą zasadniczą.

- Trybunał Konstytucyjny 16 listopada 2010 r. uznał za niekonstytucyjny zapis pozbawiający nauczycieli zatrudnionych w przedszkolach prawa do ulgowych przejazdów transportem zbiorowym. Z takiego uprawnienia korzystają inni pedagodzy.

Do 20 lipca br. Polska miała czas na wdrożenie unijnej dyrektyw Frattiniego. Dzięki niej cudzoziemcy nielegalnie pracujący zyskaliby większą ochronę przed nieuczciwymi pracodawcami. Projekt ustawy w tej sprawie utknął w Rządowym Centrum Legislacji (RCL). Za niewdrożenie unijnych przepisów na czas Polsce grozi kara finansowa - nawet 12 mln euro.

AR, MK, BŻ

Mariusz Staniszewski

mariusz.staniszewski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.