Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Rząd mógł zrobić więcej dla Polski

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Tłumaczenie, że to OFE są winne, a nie politycy odpowiedzialni za kolejne populistyczne decyzje czy zaniechania, jest niedopuszczalne i nieuczciwe - mówi w rozmowie z "DGP" Jerzy Buzek, szef Parlamentu Europejskiego

Z Jerzym Buzkiem rozmawiają Grzegorz Osiecki i Paweł Rożyński

Mamy do czynienia nie z kryzysem UE czy strefy euro, lecz z brakiem równowagi finansowej w kilku krajach członkowskich. Wskaźniki makroekonomiczne i siła wspólnej waluty wskazują, że powodzi nam się lepiej niż np. Amerykanom. Jednak problemy Grecji, Irlandii czy Portugalii kładą się cieniem na strefie euro, powodują spore zamieszanie na rynkach finansowych. Przyznaję, że nie spodziewałem się tak poważnej sytuacji.

Nie boję się. Owszem, kryzys się nie zakończył, ale mamy już mechanizm stabilizacyjny, z którego skorzystały Grecja, Irlandia, a teraz skorzysta Portugalia. Ten mechanizm uratuje finanse zagrożonych krajów i jest wyrazem europejskiej solidarności. Parlament Europejski i Komisji Europejska od początku były za wypracowaniem takich właśnie mechanizmów wsparcia krajów, które mają problemy z finansami. Teraz tworzymy także system wspólnotowego zarządzania gospodarką europejską.

Rzeczywiście, są obecnie trudności z wytłumaczeniem znaczenia Unii dla obywateli niektórych krajów członkowskich. Chciałbym jednak mocno podkreślić, że to nie jest pierwszy kryzys, to tylko pierwszy kryzys, który my, Polacy, przeżywamy wspólnie w ramach Unii. Jeśli porozmawiamy z tymi, którzy są w UE od kilkudziesięciu lat i znają jej historię, okaże się, że to nic nadzwyczajnego. Wspólnota zawsze łatwiej, lepiej i głębiej reformuje się w czasach kryzysu. Unijną odpowiedzią na kryzys była zawsze idąca dalej integracja, a potem pomyślny rozwój przez kilkanaście lat.

Na początku lat 80. mówiło się o eurosklerozie. W Europie Zachodniej panowało wysokie bezrobocie, wzrost gospodarczy był wolny, a kraje członkowskie kłóciły się o budżet. Kryzys został przezwyciężony podpisaniem w 1986 r. jednolitego aktu europejskiego, który stworzył podwaliny wspólnego rynku. Gospodarka Wspólnoty powróciła na drogę szybkiego wzrostu, co otworzyło drogę do wprowadzenia wspólnej waluty.

Już je wyciągnęliśmy. Mamy nowe instytucje, które kontrolują sytuację w sektorze bankowym czy ubezpieczeniowym. Chodzi o uniknięcie na przyszłość niespodzianki - finansowego trzęsienia ziemi, które przyszło do nas, zaimportowane z USA, w 2008 r. Chcemy też przeciwdziałać nierozważnym decyzjom budżetowym w krajach członkowskich, jak te, które doprowadziły do nierównowagi finansowej. Przed nami jednak najważniejsze zadanie - wzrost konkurencyjności, czemu służy Strategia Europa 2020. Sama stabilność finansowa wystarczy bowiem jedynie, aby zaleczyć rany po kryzysie, ale nie by po wyjściu z niego konkurować z Ameryką i Azją.

Ale potrzebne są przede wszystkim reformy strukturalne. Za ich wprowadzenie odpowiadają rządy państw członkowskich, a nie unijne instytucje. Pakt euro plus zawarty niedawno jest doskonałym przykładem, że rządy zdają sobie sprawę z ich potrzeby. Traktaty nie przyznają tu kompetencji Brukseli np. do regulowania wieku emerytalnego, rynku pracy czy podatków. Instytucje unijne mogą być tylko koordynatorem uzgodnień między państwami. Ale przecież nawet jeśli nie wszystkie kraje UE dążą do takiego porozumienia, dla tych, które tego chcą, droga jest otwarta.

Właśnie się reformuje. Warto powtórzyć: najważniejsze jest wygranie konkurencyjności gospodarczej Europy w skali świata. Właśnie ostatnio w Parlamencie Europejskim przedstawiliśmy pakiet rozwiązań odblokowujący wąskie gardła wspólnego rynku, szerzej otwierający swobodę świadczenia usług, przepływu ludzi i towarów. Podniesieniu konkurencyjności służy też wspomniana Strategia 2020, czyli innowacyjna, prorozwojowa Unia, której gospodarka tworzy miejsca pracy. Chodzi o inwestycje w infrastrukturę drogową, energetyczną czy telekomunikacyjną, o wsparcie badań i innowacji.

Poprzednia strategia, lizbońska, nie odniosła takiego sukcesu, gdyż jej wdrażanie pozostawiliśmy decyzjom poszczególnych krajów członkowskich. Potrzebne jest więc wspólnotowe zarządzanie, aby stać się prawdziwą potęgą światową. Już dziś jesteśmy pierwszą gospodarką świata i mamy większy udział w handlu niż Stany Zjednoczone. Musimy też stać się światową siłą polityczną, dzięki wspólnej polityce zagranicznej i bezpieczeństwa.

Taki kierunek działań przyjęliśmy już w traktacie lizbońskim. To konieczne, by chronić naszych obywateli przed takimi zagrożeniami jak kryzys, terroryzm, niestabilne sąsiedztwo czy braki w zaopatrzeniu w energię. Wszystko to grozi nam z zewnątrz. Nie będziemy mieli silnej gospodarki unijnej bez siły politycznej i odwrotnie.

Te zastrzeżenia są zasadne, najlepszy dowód to ostatnie wyniki wyborów w Finlandii. Kraj tradycyjnie zainteresowany integracją dziś nabiera dystansu. Wielu Finów, Holendrów czy Niemców nie chce płacić za nadmierne wydatki w innych krajach. To problem, który Unia stara się właśnie rozwiązać od ubiegłego roku.

Dziś wiemy, że aby uniknąć takich sytuacji, solidarność, której Grecy doświadczali przez lata, musi się łączyć z odpowiedzialnością. Wsparcie Grecji było konieczne, ale odpowiedzią są dzisiaj tendencje odśrodkowe w krajach, które szły z pomocą. Po prostu obywatele są temu przeciwni.

Mamy do czynienia z największym kryzysem od 80 lat. Pamiętajmy, do czego tamten kryzys doprowadził. Państwa tworzyły protekcjonistyczne bariery, brutalnie rywalizowały między sobą, czego efektem była II wojna światowa. Europa musi tego uniknąć, uczyć się na tamtych błędach.

Z pewnością tak. Rozmowy o wspólnym budżecie będą trudne, bo wiele krajów dokonuje cięć we własnych wydatkach. Parlament Europejski będzie jednak stał na straży sfinansowania wszystkich dotychczasowych działań unijnych, a nawet wzmocnienia niektórych z nich. Będziemy bronić funduszu spójności i funduszy strukturalnych, a więc wyrównywania różnic między bogatymi a biednymi regionami Europy. Potrzebny jest też wzrost nakładów na innowacyjność gospodarki. Wspólna polityka rolna powinna być zreformowana, ale bez znaczącego ubytku funduszy. To zagwarantuje bezpieczeństwo żywnościowe Unii. Ważne też będzie przesunięcie środków na infrastrukturę wiejską i wspieranie tam innowacyjności.

Polityka spójności odblokowująca potencjał ekonomiczny europejskich regionów też służy przyszłej innowacyjności. Nie ma tu więc sprzeczności. To oczywiste, że fundusze unijne muszą wspierać innowacyjne, nowe technologie, na przykład takie, które ograniczą emisję gazów cieplarnianych przy wykorzystywaniu węgla.

Zobaczymy, co komisarz Lewandowski położy na stole. Ale od propozycji do decyzji droga jest długa. Na razie najważniejsze jest negocjowanie z państwami członkowskim wpłat do budżetu na odpowiednim poziomie.

Unia jest chłopcem do bicia w wielu krajach członkowskich. Zawsze ławo zwalać wszystko na Brukselę i narzucone przez nią ograniczenia. Ale przypomnijmy sytuację z funduszami strukturalnymi przyznawanymi Polsce kilka lat temu. Okazało się wtedy, że Unia nie potrzebowała ani biurokratycznych rozliczeń, ani stosów dokumentów wymaganych przez nasze przepisy. Często wskazujemy palcem Unię, a problem tkwi w krajach członkowskich. Unia wydaje na administrację jedynie 5,5 proc. swego budżetu. Reszta to inwestycje w koleje i oczyszczalnie ścieków, rolnictwo, w badania naukowe, w kształcenie ludzi. Ale zgoda, powinniśmy iść w kierunku ograniczenia biurokracji.

Odpowiedzią powinna być przede wszystkim stabilizacja w krajach, które produkują ropę i żywność. Staramy się w tym dopomóc. Wystarczy spojrzeć, jak UE włączyła się w rozwiązywanie problemów Afryki Północnej.

W żadnym razie. Na naszym obszarze zagrożenia takie jak w Japonii praktycznie nie istnieją. Siłownia jądrowa byłaby w Polsce bezpieczna. Natomiast w niektórych krajach następuje weryfikacja programów budowy elektrowni atomowych, co może ponownie skierować uwagę świata na wykorzystanie paliw kopalnych.

Już w 2008 roku polski rząd przy wsparciu europosłów wynegocjował z Francją, która wówczas przewodziła Unii, odsunięcie wejścia w życie wielu rozwiązań pakietu klimatycznego o 8 lat. Warunki mamy więc dużo łagodniejsze niż inne kraje. Pamiętajmy przy tym, że Polska i tak musi wkrótce wymienić połowę bloków energetycznych pracujących na węglu, bo się po prostu rozsypują. Możemy, korzystając z unijnej pomocy, zainstalować bloki wysoko sprawne, które marnują mniej węgla i emitują mniej CO2. W ten sposób odpowiemy na oczekiwania związane z pakietem klimatycznym. Stanowczo powinniśmy też rozwinąć czyste technologie wykorzystania węgla, na które Unia daje duże pieniądze. Wymaga to jednak decyzji polskiego rządu. Jego powściągliwość wobec najnowszych technologii, które moglibyśmy wprowadzić, nie wydaje się uzasadniona. Od dawna nawołuję, by sprawę rozwiązać. Przed naszą energetyką stoi szansa, by nadal używać węgla, i to w sposób ekologiczny.

Europejska Wspólnota Energetyczna, którą razem z Jakiem Delorsem, byłym przewodniczącym KE, zaproponowałem przed rokiem, odpowiada na to wyzwanie. Zakłada ona połączenie systemów gazowych i elektrycznych wszystkich krajów Unii i stworzenie wspólnego rynku energii. Podniesie to bezpieczeństwo energetyczne każdego kraju i każdego obywatela, a równocześnie pojawi się szansa na umiarkowane ceny energii. Wspólnota energetyczna to także intensywne, europejskie badania nowych technologii, między innymi nowoczesnego wykorzystania węgla. Powinniśmy też wspólnie negocjować zakupy gazu czy prądu elektrycznego od dostawców spoza Unii. Dziś dostawcy spoza Unii wykorzystują rosnący popyt - poszczególne kraje członkowskie na wyścigi usiłują zapewnić sobie dostawy gazu.

To kontrakt negocjowany przed wejściem w życie założeń pakietu. Dodajmy: kontrakt z Danią i Norwegią, wynegocjowany przez mój rząd w 2001 r., eliminował niedogodności projektu Nordstream dla Polski. Szkoda, że nasi następcy od tego kontraktu odstąpili.

Przeprowadzając reformę emerytalną w Polsce w 1998 r., mieliśmy świadomość narastającego problemu. Dlatego m.in. kosztem bieżących wyrzeczeń stworzyliśmy rezerwę demograficzną, na którą każdy kolejny rząd miał odprowadzać część pieniędzy uzyskanych z prywatyzacji. To oczywiście tylko jeden element. Ważne, by stworzyć cały system zapewnienia rodzinom warunków do wychowywania większej liczby dzieci. Z całą mocą podkreślam, że nie chodzi tu tylko o rodziny najuboższe. System powinien również wspierać i zachęcać rodziny z klasy średniej. I nie chodzi tu o działania typu becikowe, lecz o tworzenie warunków, aby kobiety nie musiały wybierać pomiędzy macierzyństwem a pracą zawodową. Jeśli Europa chce być konkurencyjna, musi uruchomić potencjał zawodowy kobiet. Ale musi również stworzyć im jak najlepsze warunki do wychowywania dzieci. Myślę, że warto przyjrzeć się działaniom Francji, Niemiec czy krajów skandynawskich. Problem demograficzny to także takie niepopularne decyzje jak wydłużenie wieku emerytalnego. To wzbudza emocje we wszystkich krajach Unii.

To decyzja krajów członkowskich.

Polska, jako jedyny kraj Unii Europejskiej, uniknęła recesji podczas największego kryzysu od 80 lat. To jest wielkie osiągnięcie.

Nie wchodźmy w to. Zawsze jak ceny rosną, bo sytuacja na świecie jest niestabilna, wini się za to rząd. Ale jeśli coś się udaje, warto to zauważyć. Oczywiście mam wrażenie, że można było zrobić więcej w różnych dziedzinach, aby dać Polsce szansę szybkiego rozwoju. Przeprowadzenie takich reform jest równie ważne jak bieżące zadowolenie Polaków. Nie można zaniedbywać jednego kosztem drugiego. Moją dewizą politycznego działania zawsze było pamiętanie o historii, porządkowanie bieżącej rzeczywistości, ale również patrzenie w przyszłość.

Pod koniec lat 90. chcieliśmy nadgonić stracony czas, stać się nowoczesnym państwem, spełnić warunki wejścia do UE i NATO, a to wymagało ogromnego wysiłku. Nie mieliśmy miliardów euro z Unii. Z polityką społeczną tkwiliśmy w realiach socjalistycznych. W gospodarce mieliśmy tzw. kryzys rosyjski, a przypominam, że w tym czasie byliśmy uzależnieni od rynku wschodniego. Rynek kapitałowy był tylko hasłem. Cieszę się, że tak szybko zapominamy, jakie to były czasy. Reformy, szczególnie tak głębokie, wymagają kontynuacji, bieżącego monitorowania przez kolejne rządy, wprowadzania koniecznych poprawek. To proces wieloletni, niemieszczący się w jednej kadencji. Reformę zdrowia zniszczono w 2002 r., likwidując kasy chorych. Reforma oświaty zakładała obowiązkową matematykę na maturze. Ze względów populistycznych wycofano się z tego w 2002 r. i wracamy dopiero po 10 latach, narzekając, że mamy pustki na uczelniach technicznych. Bardzo trudna reforma górnictwa spowodowała, że od 2002 r. ten sektor nie generuje 2 mld strat, tylko stał się rentowny. Reforma emerytalna rozmontowywana była przez 10 ostatnich lat. W uzasadnieniu do niej wpisaliśmy konieczność monitorowania OFE i możliwość wprowadzania zmian. To od kolejnych rządów zależała m.in. regulacja prowizji OFE czy też proporcja między inwestowaniem w obligacje czy akcje itd. Przez 10 lat kolejno wyłączano z powszechnego systemu służby mundurowe i inne grupy zawodowe. Przesuwano wprowadzanie emerytur pomostowych. Nie wprowadzono instytucji aktuariusza kontrolującego OFE. Nie uzupełniano systemu dochodami z prywatyzacji. To spowodowało powiększającą się lukę w finansach publicznych.

Tłumaczenie, że to OFE są winne, a nie politycy odpowiedzialni za kolejne populistyczne decyzje czy też zaniechania, jest niedopuszczalne i nieuczciwe. W obecnej sytuacji finansów publicznych i konieczności wprowadzania zmian obniżenie składki na kilka lat może być akceptowalne. Ale pod warunkiem że rząd dotrzyma deklaracji na temat działań związanych ze wzrostem efektywności OFE oraz powrotu do dyskusji o wysokości składki do OFE. Ważne jest przecież nie tylko nasze teraz, ale też nasza przyszłość.

@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.186.0009.001.jpg@RY2@

Fot. Wojciech Grzędzinski

BIO: Jerzy Buzek, premier RP w latach 1997 - 2001, od 14 lipca 2009 r. przewodniczący Parlamentu Europejskiego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.