Czego nas uczy rock and roll
Politycy i muzycy rockowi mają tę wspaniałą łatwość formułowania prostych prawd o życiu. Haseł, które rozniecają wyobraźnię, a przy ostatnich akordach wprawiają ciała w ruch. Dobrych muzyków od złych polityków różnią tylko uczucia, z jakimi powracamy do ich starych utworów. Przypomniało mi się to w zeszłym tygodniu, przy okazji sentymentalnej podróży do słów Kurta Cobaina, w kolejną rocznicę jego urodzin: - Wolę, żeby mnie nienawidzono za to kim jestem, niż mnie kochano za to, kim nie jestem. To może być jedna z tych prawd trudnych do pojęcia dla polityków. To, co decyduje, że na wspomnienie inspirujących wystąpień Tuska, Kaczyńskiego czy Millera w Sejmie krzywimy się po latach, a na wspomnienie Rock Festival w Hollywood 93 do dziś promieniejemy.
Polecam myśli Cobaina wszystkim partiom przerzucającym się w ofertach przedwyborczych. Obietnicach nie tylko oderwanych od realiów, ale także od swoich wyborców. Jak choćby miliard na świadczenia socjalne z pieniędzy zabranych nam ze składek OFE, co PO wpisała sobie do zadań na ten rok. Albo SLD-owski plan zrównania wszystkich przywilejów emerytalnych sprzeczny z tym, co lewica od lat obiecywała górnikom, wojskowym i policjantom. Ani PO nie odbije lewicy głosów najbardziej roszczeniowych wyborców, ani SLD nie odbierze PO głosów liberałów. Ot kolejna prawda nieżyjącego rockandrollowca: - Chcąc być kimś innym, co najwyżej stracisz tych, którzy ufali temu, którym byłeś.
@RY1@i02/2011/039/i02.2011.039.000.002e.001.jpg@RY2@
Tomasz Wróblewski
Tomasz Wróblewski
tomasz.wroblewski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu