Czy Kaczyński lepszy od zwariowanych ekonomistów
Powiedzmy, że przesadzamy w tym ciągłym krytykowaniu rządu. Że nie rozumiemy realiów uprawiania polityki z wyborczym pistoletem przystawionym do głowy. Że ci zwariowani ekonomiści i my, rozpaskudzeni łatwym życiem dziennikarze, nie mamy w sobie dość empatii dla policjantów, rolników, górników czy specjalnych nauczycielskich przywilejów. Powiedzmy.
Ale jak naszym podłym charakterem wytłumaczyć oburzenie Komisji Europejskiej, która nie może się doczekać planu zredukowania deficytu finansów publicznych w Polsce. Jak naszą prywatą wytłumaczyć to, że nowe stawki VAT, które rząd wprowadzał z takim hukiem, dalej są pełne luk i znaków zapytania. Czy faktycznie tylko za sprawą kilku ekonomistów i publicystów europejskie banki inwestycyjne ostrzegają przed problemami finansowymi w Polsce, MFW, Bank Światowy krytykują brak reform, a rządząca PO traci poparcie społeczne? Może to nasza wina.
Ale może być też tak, że to ostatni dzwonek opamiętania. Ostatni moment, żeby dryfującego programu rządu nie porwał wiatr głoszonych wczoraj haseł wyborczych Jarosława Kaczyńskiego. Zamiast prześcigać się na pomysły ratowania finansów państwa, zacznie się wyścig, kto pierwszy spolonizuje banki, znacjonalizuje wielki przemysł i z większym wstrętem będzie mówił o euro czy prywatyzacji.
@RY1@i02/2011/021/i02.2011.021.000.002f.002.jpg@RY2@
Tomasz Wróblewski
Tomasz Wróblewski
tomasz.wroblewski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu