Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Walka o pieniądze z UE już na ostatniej prostej

2 lipca 2018

Jeśli nie uda się obronić korzystnych dla nas zasad, ucierpią samorządy

Na lata 2014 - 2020 Polska może otrzymać więcej pieniędzy z Unii, ale na gorszych zasadach. Dlatego budujemy sojusz, który ma obronić politykę spójności w obecnym kształcie.

Dziś ministrowie Czech, Słowacji, Węgier, Polski oraz Słowenii przyjmą wspólną deklarację, która ma obronić korzystne dla nas zasady funkcjonowania polityki spójności w kolejnym okresie programowania, a więc na lata 2014 - 2020. Państwa będą bronić m.in. zasady kwalifikowalności VAT (zgodnie z którą np. samorządy, prowadząc inwestycje, mogą mieć refundowane koszty brutto przedsięwzięcia, nie netto) czy utrzymania dotychczasowego poziomu dofinansowania dla regionów.

Polska musi się spieszyć w budowaniu tego typu sojuszów, bo negocjacje budżetowe wkraczają w decydującą fazę, a państwa członkowskie UE chcą w tym roku zakończyć rozmowy. - Zależy nam, by nasze wspólne stanowisko zostało przedstawione krajom Wspólnoty i Komisji Europejskiej na posiedzeniu unijnej Rady ds. Ogólnych 16 października - mówi minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska.

Gra toczy się o wysoką stawkę. Mimo że unijni płatnicy netto - m.in. Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Holandia i Finlandia - postulują, by dokonać w kolejnym budżecie UE cięć rzędu 100 - 150 mld euro, to w polskim rządzie nieoficjalnie mówi się, że wciąż realne jest wysupłanie dla naszego kraju z unijnej kasy 70 - 75 mld euro. To o kilka miliardów mniej, niż wcześniej obiecywał rząd (mowa była o 80 mld euro), ale i tak więcej niż w obecnym programowaniu na lata 2007 - 2013, gdzie do wydania mamy 68 mld euro.

Problem w tym, że nawet jeżeli dostaniemy więcej, pojawić się może kłopot z ich zagospodarowaniem. Szczególnie wśród samorządów, które najwięcej inwestują z wykorzystaniem środków UE. Uderzenie może być podwójne - topnieją bowiem szanse na to, że uda się obronić zasadę kwalifikowalności VAT. A płatnicy netto chętnie obniżyliby maksymalny poziom dofinansowania dla regionów objętych polityką spójności z obecnych 85 proc. do 75 proc.

Taka wizja przeraża samorządowców. - To może odstraszyć samorządy od ubiegania się o jakiekolwiek środki z Brukseli, bo już teraz finansowo stoimy pod ścianą. Dojdzie do tego, że z funduszy unijnych korzystać będą bogate gminy, takie jak Kleszczów czy Rewal, a pozostałe zatrzymają się w miejscu. Nie wspominając o pogłębiającej się przepaści między starą a nową Unią - mówi wiceprezes Związku Miast Polskich Marek Miros.

Wsparcia szukamy także na innych szczeblach - m.in. w Parlamencie Europejskim. Jak zapewnia europoseł Rafał Trzaskowski, podobnie jak przy negocjowaniu budżetu dla Polski na lata 2007 - 2013, tak teraz prowadzone są intensywne rozmowy z innymi krajami. - Wydaje się, że udało nam się przekonać do naszych racji np. Włochów, którzy przecież mieli stać na stanowisku, że puli pieniędzy nie należy zwiększać, tylko lepiej wydawać to, co jest - mówi Trzaskowski.

Lobbować starają się także sami samorządowcy, m.in. podczas zakończonego wczoraj w Brukseli Europejskiego Tygodnia Regionów i Miast Open Days 2012, na którym pojawiło się ok. 6 tysięcy przedstawicieli regionów z całej Europy.

Czasu jest coraz mniej, a na inny rodzaj wsparcia, np. ze strony obecnych w Brukseli think tanków, nie ma za bardzo co liczyć - jak pisaliśmy we wczorajszym DGP, osiem lat po wstąpieniu do UE nasi lobbyści uchodzą za najmniej skutecznych w Europie.

@RY1@i02/2012/199/i02.2012.199.00000020e.803.jpg@RY2@

Ile środków z UE pozyskały samorządy w ramach regionalnych programów operacyjnych

Szukamy w Unii sojuszników przeciwko płatnikom netto

Tomasz Żółciak

tomasz.zolciak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.