Sępy już przysiadły, czekają...
Prokurator wojskowy płk Mikołaj Przybył, kilka godzin przed ogłoszeniem przez Andrzeja Seremeta informacji w sprawie prowadzonego przez niego śledztwa dotyczącego inwigilacji dziennikarzy, zwołał własną konferencję prasową w Poznaniu. Poinformował na niej, że jego zdaniem śledztwo to jest powiązane z innym, dotyczącym korupcji z wojsku. Mówił o "zorganizowanej przestępczości o charakterze gospodarczym, żerującej na budżecie Wojska Polskiego" oraz o tym, że "zagrożone są nie tylko setki milionów złotych pochodzących z budżetu państwa, ale przede wszystkim życie i zdrowie żołnierza polskiego, który często otrzymuje sprzęt wadliwy lub niesprawny". Po czym wyprosił dziennikarzy i próbował popełnić samobójstwo. Tyle fakty.
Jeszcze nim pojawiła się informacja, że prokurator Przybył przeżył, już politycy dali głos. I to jaki. Beata Kempa rzuciła, że w polskim wymiarze sprawiedliwości nie dzieje się najlepiej pod rządami Platformy Obywatelskiej. Ruch Palikota, że konieczna jest komisja śledcza. A poseł Stefan Niesiołowski ogłosił ni mniej ni więcej, że "on (prok. Przybył) jest w jakimś stopniu niezrównoważony (...) Wyjaśnienia szukałbym w stanie jego umysłu i zdrowia".
Wiem, wszyscy wiedzą - polityka to teatr. Aktorzy muszą grać dobrze, inaczej nie dostaną następnych ról, reżyser tak prowadzić przedstawienie, by publiczność chciała płacić za bilety, a krytycy razić celnie, inaczej zginą wśród tłumu im podobnych. Ale czasami, zwłaszcza w sytuacji takiej jak ta, trzeba przerwać spektakl, spuścić kotarę, wstrzymać się od komentarzy i poczekać w ciszy. Samobójcza próba czynnego prokuratora, w dodatku prawie publiczna, jest wydarzeniem bez precedensu i powody, które pchnęły płk. Przybyła do tego czynu, wymagają dokładnego wyjaśnienia. Jego oskarżenia o próbę ukręcenia łba korupcyjnemu śledztwu - bo tak należy rozumieć wypowiedź na konferencji - również. Zwłaszcza że w tle jest konflikt między prokuraturami cywilną i wojskową, a jego publiczna odsłona nie wpłynie dobrze ani na jakość pracy prokuratorów, ani na społeczne postrzeganie wymiaru sprawiedliwości jako takiego. Sprawa jest zbyt poważna, by zostawić ją politycznym sępom.
@RY1@i02/2012/006/i02.2012.006.00000020b.802.jpg@RY2@
Andrzej Andrysiak, zastępca redaktora naczelnego
Andrzej Andrysiak
zastępca redaktora naczelnego
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu