Polityk z duszą prawnika
Samorządowiec, senator, poseł, minister - wydaje się, że nie ma zadania, z którym nie poradziłby sobie Krzysztof Kwiatkowski
Porażka w wyborach parlamentarnych w 2001 r., przegrana rywalizacja z Jerzym Kropiwnickim o fotel prezydenta Łodzi w 2006 r., błyskawiczne odwołanie z funkcji ministra sprawiedliwości w 2011 r. Droga zawodowa Krzysztofa Kwiatkowskiego, nowo wybranego prezesa Najwyższej Izby Kontroli, nie zawsze była usłana różami. Z każdego niepowodzenia potrafił jednak wyciągnąć naukę. I kiedy już wszyscy stawiali na nim krzyżyk, on odradzał się niemal jak Feniks z popiołów.
Jednak najcięższą batalię Krzysztof Kwiatkowski stoczył jeszcze przed rozpoczęciem kariery. W trakcie studiów prawniczych na Uniwersytecie Łódzkim zapadł na chorobę nowotworową. Nie poddał się i po wygranej walce z rakiem podjął przerwaną naukę, ale już na Uniwersytecie Warszawskim. Mimo że uzyskał tytuł magistra prawa, nigdy czynnie nie wykonywał zawodu prawnika.
- Choroba zmusiła mnie do zmodyfikowania planów. Chociaż marzyłem o adwokaturze, zostałem politykiem - mówi Krzysztof Kwiatkowski.
O tym, że pójdzie na prawo, wiedział już w szkole średniej. - W tym okresie byłem aktywny w antykomunistycznej Federacji Młodzieży Walczącej. To był 1987 r., końcówka PRL. Na tle ówczesnych wydarzeń adwokat wydawał mi się zawodem wyjątkowym. Jego wykonywanie polegało przecież na bronieniu obywatela przed autorytarnym państwem - opowiada Kwiatkowski.
Trwający do dziś romans z polityką zaczął jeszcze przed obroną pracy magisterskiej w kancelarii ówczesnego premiera Jerzego Buzka.
- W polityce najbardziej pociąga mnie to, że daje ona szansę zmieniania rzeczywistości. Pozwala realnie pomagać ludziom. To jest to ładniejsze oblicze polityki, ale ma ona i ciemne strony - przyznaje Krzysztof Kwiatkowski.
Nieraz przekonał się o tym na własnej skórze. To jednak go nie zniechęciło - uparcie i systematycznie robił swoje.
- Sprawując mandat najpierw senatora, a później posła, zawsze świadomie wybierałem zadania związane z moim wykształceniem - zaznacza.
W Senacie był przewodniczącym komisji ustawodawczej, która miała za zadanie m.in. wykonywać wyroki Trybunału Konstytucyjnego. Później, w 2009 r. - już jako poseł - objął tekę ministra sprawiedliwości. Po odwołaniu z resortu został przewodniczącym sejmowej nadzwyczajnej komisji ds. zmian w kodyfikacjach. I choć jego praca na wszystkich tych stanowiskach oceniana była bardzo dobrze, to tak naprawdę szerszemu gronu dał się poznać właśnie jako szef Ministerstwa Sprawiedliwości. Zajął fotel zwolniony przez powszechnie krytykowanego Andrzeja Czumę i miał za zadanie odczarować wizerunek resortu. Udało mu się to w stu procentach. Był jednym z najlepiej ocenianych ministrów w pierwszym rządzie Donalda Tuska.
- Jest tytanem pracy, a przy tym niezwykle błyskotliwą osobą. Do tego wszystkiego bardzo skromnym człowiekiem. Po odwołaniu prof. Zbigniewa Ćwiąkalskiego z funkcji ministra był jednym z najpoważniejszy kandydatów na jego następcę. Jednak wówczas sam przyznawał, że nie jest jeszcze gotowy - zdradza senator Piotr Zientarski, który z Krzysztofem Kwiatkowskim zna się od wielu lat.
Senator Zientarski podkreśla, że Kwiatkowski zaimponował mu tym, że tak szybko po zostaniu ministrem zaskarbił sobie szacunek środowiska prawniczego.
- Zwłaszcza sędziowie cenili sobie współpracę z nim. A to bardzo wymagające środowisko, przy tym Krzysztof Kwiatkowski nie był postrzegany jako praktyk czy teoretyk prawa - zaznacza Zientarski.
Kwiatkowski od zawsze był postrzegany jako sprawny i zdolny polityk, ale i z tym wizerunkiem będzie musiał teraz zerwać. Podobnie jak z czynną polityką.
- Tego akurat żałuję najmniej. To bardzo dobre rozwiązanie, że prezes NIK musi złożyć mandat parlamentarny i legitymację partyjną - zaznacza Krzysztof Kwiatkowski.
Opuszcza Sejm bez żalu, bo nowa funkcja to nowe wyzwania. A te Kwiatkowski lubi jak mało kto. Ale nie tylko praca jest dla niego ważna.
- Choć czasu wolnego mam mało, to staram się spędzać go ze swoimi synami. Są jeszcze w takim wieku, że obecność ojca ich cieszy, a nie irytuje - śmieje się nowo wybrany prezes izby.
Resztę wolnych chwil, o ile się znajdą, lubi spędzać z książką, najchętniej historyczną. Szczególnie interesuje go II wojna światowa.
@RY1@i02/2013/152/i02.2013.152.07000030e.802.jpg@RY2@fot. wojtek górski
Krzysztof Kwiatkowski
Małgorzata Kryszkiewicz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu