Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Prawnik w ostatniej misji

29 czerwca 2018

Od seminarium duchownego do gabinetu sekretarza stanu. Kariera nowego wiceministra sprawiedliwości jest pełna zaskakujących zwrotów akcji

W życiu nauczyłem się jednego. Nie ma sensu robić żadnych długoterminowych planów, bo zazwyczaj i tak nic z nich nie wychodzi - mówi Jerzy Kozdroń, który na stanowisku sekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości zastąpił Stanisława Chmielewskiego (ten został podsekretarzem). Patrząc na przebieg jego kariery, trudno się z tym nie zgodzić. Pierwsze kroki po maturze skierował do seminarium. - Byłem tam chyba trzy tygodnie, po czym doszedłem do wniosku, że to nie jest to. Zastanawiałem się, co mam zrobić w życiu, no i wybrałem prawo - tłumaczy Jerzy Kozdroń.

Po studiach na UMK rozpoczyna karierę sędziowską, bo - jak tłumaczy - na aplikacji notarialnej nie było miejsc. Najpierw jako aplikant sądowy w Sądzie Wojewódzkim w Gdańsku, a potem asesor w Sądzie Wojewódzkim w Elblągu, wreszcie jako sędzia Sądu Rejonowego w Kwidzynie. W 1979 r. wstępuje do PZPR.

- Byłem młody, nie zastanawiałem się nad tym. Mówili: wstąp, to wstąpiłem. Oczywiście dziś patrzę na to inaczej - wyjaśnia prawnik. Pierwsze otrzeźwienie nastąpiło w karnawale Solidarności. Natomiast po 13 grudnia 1981 r. odmówił stosowania dekretu o stanie wojennym. - Rzuciłem legitymację partyjną i w rezultacie od 17 grudnia nie byłem już sędzią. Nigdzie nie mogłem się zatrudnić jako prawnik. Wreszcie dostałem posadę w jednej z firm budowlanych - byłem pracownikiem transportowym przy budowie kombinatu "Celuloza" w Kwidzynie - opowiada.

Ale już rok później jako radca prawny pracuje w spółdzielniach gminnych. - Wiedziałem, że i tak minister sprawiedliwości zgłosi sprzeciw do wpisu na listę adwokatów, bo już moja żona miała z tym duże kłopoty - zaznacza Jerzy Kozdroń. Udziela porad prawnych osobom represjonowanym, chociaż sam przyznaje, że do radykalnych opozycjonistów nigdy się nie zaliczał. Nie był też w żaden sposób represjonowany.

W wolnej Polsce założył kancelarię radcowską w Kwidzynie i rozpoczął działalność samorządową. Najpierw jako radny miejski, a potem wojewódzki. Był członkiem Kongresu Liberalno-Demokratycznego, a później Unii Wolności. Do Sejmu dostał się w 2005 r. już jako członek Platformy Obywatelskiej. - Wszystko rozwijało się w naturalny sposób, nie było efektem długotrwałych zamierzeń - zaznacza nowy wiceminister.

W gmachu na Wiejskiej do niedawna był jednym z najaktywniejszych parlamentarzystów. W uznaniu jego mrówczej pracy tygodnik "Polityka" w ubiegłym roku wyróżnił go tytułem najlepszego posła. "Prowadził już siedem projektów ustaw, pracuje - nie mylić z "zasiada" - w trzech komisjach, sześciu podkomisjach, w tym stałych ds. nowelizacji kodeksów cywilnego i karnego, 17 razy reprezentował Sejm przed Trybunałem Konstytucyjnym. Często tylko on wie, nad czym klub głosuje, bo posłowie posługują się przygotowanymi przez niego ściągawkami" - napisano w uzasadnieniu.

Gdy się dzwoni do Jerzego Kozdronia, można się spodziewać, że nie odbierze, bo właśnie uczestniczy w jakimś posiedzeniu lub biegnie na kolejne otwarcie, konferencję czy spotkanie z wyborcami.

- Choć jest człowiekiem o raczej konserwatywnych poglądach, to pozostaje otwarty na dyskusję i siłę merytorycznych argumentów - mówi poseł Artur Dunin, któremu dokoptowano Kozdronia do prac nad poselskim projektem ustawy o związkach partnerskich. - Imponuje wiedzą prawniczą i doświadczeniem, a także jest człowiekiem o dużej kulturze osobistej - dodaje poseł. Choć trzeba przyznać, że Kozdroń nie ustrzegł się głośnych gaf. Na przykład wówczas, gdy zwrócił się do Barbary Grabowskiej, prawniczki Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka słowami: "Teraz ta panienka na końcu siedząca się nam przedstawi".

Od ministra sprawiedliwości Kozdroń otrzymał zgodę na to, by poniedziałki poświęcać na pracę w biurze poselskim. - Siłą rzeczy nie będę miał czasu na pisanie pism interwencyjnych, więc zatrudniłem prawnika, który będzie mnie wspierał - zapowiada poseł, dla którego być może jest to ostatnia kadencja w parlamencie.

- W 2015 r., kiedy wygaśnie obecna kadencja, będę miał 65 lat. To wiek, w którym trzeba już sumować swoje życie. Myślę poważnie o tym, żeby wrócić do kancelarii i wykonywać zawód jeszcze przez pięć lat. To najlepiej umiem i najbardziej lubię - zdradza Jerzy Kozdroń. - Jako poseł jeszcze pogłębiłem swoją wiedzę prawniczą. W Sejmie jak nigdzie wcześniej miałem możliwość nauki. To było jak studia. Ktoś, kto chce, może czerpać z tego garściami - podkreśla.

@RY1@i02/2013/147/i02.2013.147.07000030c.803.jpg@RY2@

fot. Krzysztof Kaliński

Jerzy Kozdroń

Piotr Szymaniak

piotr.szymaniak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.