Dziennik Gazeta Prawana logo

Arłukowicz - minister w nie swoich butach

28 czerwca 2018

Przez rok pił piwo, którego nawarzyła Ewa Kopacz. Teraz trzeźwieje

Ponad rok od objęcia urzędu ministra zdrowia Bartosz Arłukowicz zabiera się do wprowadzania własnej polityki zdrowotnej. Do tej pory bowiem musiał wdrażać pomysły swojej poprzedniczki Ewy Kopacz, nie mając przy tym zbyt wielkiego pola do jakiegokolwiek manewru. Ale gdy decydował się na ministerialny stołek, był świadom takiego układu.

Złośliwi twierdzą, że do tej pory Arłukowicz nie zarządzał służbą zdrowia, lecz kryzysem w służbie zdrowia. Najlepszym tego przykładem ma być ustawa refundacyjna, która była pierwszym testem dla Arłukowicza. Ustawę przygotowała Ewa Kopacz i sam pomysł zmiany polityki lekowej, postawienia koncernom farmaceutycznym twardych warunków i obniżenia cen leków był słuszny. Ale nowy minister nie miał świadomości, że tym samym rozpoczyna wojnę. Dla firm farmaceutycznych nowe zasady oznaczały nie tylko mniejsze zyski, lecz także groźbę tego, że w ślady Polski pójdą inne kraje.

Problem w tym, że resort zdrowia nie był właściwie przygotowany do tej walki. Najpierw zaczęły się kłopoty z rozporządzeniami, które resort wydawał z opóźnieniem. To najważniejsze, dotyczące listy refundacyjnej, zostało wydane tuż przed wejściem w życie samej ustawy, dlatego pierwsze dni działania nowego prawa cechował bałagan, a resort jednocześnie toczył wojny na wielu frontach. Spór z koncernami został bowiem przysłonięty w medialnych przekazach przez spór z lekarzami i aptekarzami z widmem strajku związanego z odpowiedzialnością za refundację recept.

Minister wybrnął z tego, ale nie przez długofalowe działanie systemowe, tylko przez doraźny pomysł z udostępnieniem online rejestru osób uprawnionych i zdjęcie z lekarzy odpowiedzialności za sprawdzanie uprawnień. Tyle że można to było zrobić jeszcze przed wejściem w życie ustawy, unikając wielotygodniowych przepychanek. Problem na stałe ma rozwiązać dopiero karta ubezpieczenia pacjenta.

Kolejnym polem minowym, po którym przyszło stąpać Arłukowiczowi, okazały się przekształcenia szpitali w spółki oraz ich rosnące zadłużenie - najwyższe od lat 90. Problem stał się palący nie tylko w przypadku małych jednostek terenowych, lecz dotknął także gigantów - Centrum Onkologii czy Centrum Zdrowia Dziecka.

Można zatem śmiało powiedzieć, że do późnej jesieni ubiegłego roku minister zdrowia zajmował się głównie gaszeniem pożarów, które wybuchały jeden po drugim. I nie wypadł w roli strażaka najlepiej. Inaczej jest w ostatnich tygodniach - można odnieść wrażenie, że Arłukowicz zaczął radzić sobie o wiele lepiej. Negocjacje kolejnych transzy refundacji idą sprawnie, coroczne awantury wokół kontraktowania świadczeń nie przekroczyły normalnego poziomu. Udało mu się również zebrać zespół kompetentnych zastępców.

Obecnie resort szykuje decentralizację NFZ, dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne i zabrał się za kulejącą informatyzację służby zdrowia. Można zatem stwierdzić, że PiS spóźnił się ze swoim wnioskiem o wotum nieufności dla ministra zdrowia - przedstawił go akurat w chwili, gdy ten zaczął łapać oddech. I jak zwykle w takich przypadkach przegrany wniosek wzmacnia ministra i daje mu przynajmniej pół roku spokoju. To może być ostatnia szansa dla Arłukowicza.

@RY1@i02/2013/018/i02.2013.018.21400040b.101.jpg@RY2@

Andrzej Iwańczuk/Reporter

Arłukowicz wprowadzał w życie pomysły swojej poprzedniczki

Grzegorz Osiecki

grzegorz.osiecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.