Związki warte mszy, rząd porządnych batów
Dla przeciętnego Polaka zwrot "związek zawodowy" kojarzy się albo z chlubną historią "Solidarności", albo z wąsatym robotnikiem, który i petycję w dowolnej sprawie podpisze, i oponę przed kancelarią premiera podpali. W dobie młodego polskiego kapitalizmu przynależność związkowa straciła na atrakcyjności. Od wojenek w sprawach socjalnych bardziej liczy się przecież utrzymanie etatu na trudnym rynku pracy, zdobycie wykształcenia, samorealizacja zawodowa. W cenie jest skuteczność, a tej dzisiejszym centralom związkowym brakuje, co pokazało np. spokojne podwyższenie wieku emerytalnego do 67. roku życia. Punktem kulminacyjnym protestów przeciwko tej zmianie były nieśmiałe próby uwięzienia posłów w budynku sejmowym zakończone - co było z góry jasne - fiaskiem. Gdyby taka zmiana miała wejść w życie we Francji, strajk generalny unieruchomiłby pewnie państwo na kilka dni, a parę paryskich przedmieść stanęłoby w płomieniach.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.