Dziennik Gazeta Prawana logo

Polskie nagrania: reaktywacja

28 czerwca 2018

Donald Tusk ma trzy wyjścia. Może próbować zamieść sprawę pod dywan, zezwolić na powstanie komisji śledczej lub doprowadzić do przyspieszonych wyborów. Każdy scenariusz wiąże się z destabilizacją państwa

Taśmy ujawnione przez "Wprost" wstrząsnęły polską sceną polityczną. Na jednej z nich szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz i prezes NBP Marek Belka rozmawiają m.in. o dymisji Jacka Rostowskiego. W drugiej eksminister transportu Sławomir Nowak dyskutuje z byłym szefem wywiadu skarbowego o pomocy w sprawie kontroli finansów jego żony.

"Przykra sprawa. Nie lekceważę jej. W poniedziałek o 15 odniosę się do niej na konferencji prasowej" - napisał premier Donald Tusk na Twitterze. Zanosi się na to, że sprawa będzie miała poważne konsekwencje polityczne. Wśród polityków opozycyjnych pojawiły się głosy żądające dymisji rządu i przedterminowych wyborów. Dziś Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry ma złożyć wniosek w sprawie powołania komisji śledczej.

Większe partie opozycyjne czekają na wystąpienie Tuska. - Będziemy się domagać posiedzenia Sejmu, na którym premier złoży wyjaśnienia. Sama konferencja prasowa niczego nie wyjaśni - zapowiada wiceprezes PiS Beata Szydło. Politycy rozważają trzy możliwe scenariusze.

Po pierwsze, premier może wyciągnąć konsekwencje wobec szefa MSW, który dał się nagrać, i szefów służb specjalnych, przedstawiając całą historię jako próbę destabilizacji państwa. W takim przypadku można się liczyć z dymisją Sienkiewicza. - Nadzoruje służby, a sam został nagrany. To kompromitacja - mówi jeden z polityków PO. Byłoby to powielenie scenariusza, jaki Tusk zastosował przy okazji afery hazardowej. Jeśli wyjaśnienia będą przekonujące, po przejściowym spadku notowań PO mogłaby odzyskać inicjatywę. - Jeśli taśmy są prawdziwe, nie uda się zamieść ich pod dywan - ocenia Beata Szydło.

Dlatego możliwy jest scenariusz drugi: powołanie komisji śledczej i wielomiesięczny spektakl w Sejmie. - Komisja może przesłuchać pod odpowiedzialnością karną nie tylko głównych aktorów, lecz także ich współpracowników. Zestawić daty, sięgnąć do billingów, przejrzeć skrzynki mailowe. Jednym słowem jest co robić - zauważa Zbigniew Ziobro. Jeden z polityków SLD przyznaje, że jeśli taki wniosek się pojawi, jego partia będzie musiała go poprzeć. Zapewne zrobi to też PiS, o ile sam nie przygotuje własnego wniosku. Powstanie komisji będzie zależało od głosów PSL. Jeśli ten scenariusz się ziści, osłabi PO i może doprowadzić do wewnętrznych przetasowań w partii rządzącej.

Scenariusz trzeci to przyspieszone wybory. Z nim także liczy się opozycja. Jeśli PO będzie przekonana, że koalicjant jest chwiejny, premier może zdecydować się na wniosek o skrócenie kadencji Sejmu. Opozycji trudno byłoby nie poprzeć takiej inicjatywy.

W rozmowie szefa MSW z prezesem NBP - jak twierdzi "Wprost" - pojawiają się wątki wsparcia przez NBP rządu w finansowaniu deficytu oraz ustawy o NBP, której założenia mają być rozpatrzone na jutrzejszym posiedzeniu rządu. Ale wobec nagłośnienia nagrań niewykluczone, że ten punkt zostanie zdjęty. Nad ustawą pracowano ponad rok. Projekt oficjalnie pojawił się w sierpniu 2013 r., czyli miesiąc po nagraniu spotkania szefa MSW i prezesa NBP, jednak pracowano nad nim już wcześniej.

W założeniach ustawy przewiduje się możliwość skupowania przez NBP obligacji na rynku wtórnym. Bezpośrednio bank centralny nie może kupować od państwa obligacji skarbowych, zakazuje tego zarówno polskie, jak i unijne prawo. Ale skupując obligacje na rynku wtórnym, NBP może w krytycznym momencie nie dopuścić do zwiększenia budżetowych kosztów obsługi długu. Założenia ustawy o NBP dopuszczają taką możliwość w ramach "działań na rzecz stabilności krajowego systemu finansowego". Wprowadzenie tego przepisu, wzorowanego na operacjach Europejskiego Banku Centralnego z czasów kryzysu strefy euro, nie jest zaskoczeniem. Proponował go już poprzedni minister Jacek Rostowski.

Pozostaje jeszcze kwestia politycznego warunku, jaki pojawiał się w rozmowie Sienkiewicza i Belki. Chodzi o dymisję Rostowskiego oraz kontekst całej rozmowy, z której wynika, że jej celem jest niedopuszczenie PiS do władzy. - Prezes NBP nie może się angażować w bieżącą politykę, choć nie oznacza to obojętności na interes państwa. Ale z tej perspektywy budzi wątpliwości praktyka, że z inicjatywy prezesa - jak wynikałoby z rozmowy - dokonywana jest zmiana w składzie rządu i zmiana ustawy. Standard konstytucyjny apolityczności prezesa zostaje tu naruszony - podkreśla konstytucjonalista dr Ryszard Piotrowski.

NBP broni się, oskarżając tygodnik. "Z prawie dwugodzinnej rozmowy zostały opublikowane wyrwane z kontekstu kilkuminutowe fragmenty, które rozmowy m.in. o stabilności systemu finansowego - poprzez manipulację - próbują przedstawić jako przekroczenie uprawnień prezesa NBP, co nigdy nie miało miejsca".

Ważne jest też pytanie: kto i w jakiej intencji podsłuchiwał decydentów. Komentatorzy i politycy prześcigają się w spekulacjach. Padają podejrzenia pod adresem politycznych konkurentów PO, jak też polskich, a nawet obcych służb specjalnych, które chciałyby zdestabilizować sytuację w Polsce.

@RY1@i02/2014/115/i02.2014.115.000000400.803.jpg@RY2@

KRYSTIAN DOBUSZYŃSKI/REPORTER

Szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz musi się liczyć z dymisją

Grzegorz Osiecki

grzegorz.osiecki@infor.pl

ROZMOWA

@RY1@i02/2014/115/i02.2014.115.000000400.804.jpg@RY2@

ANNA ABAKO/EAST NEWS

Rafał Chwedoruk Instytut Nauk Politycznych UW

Co pana zdaniem jest ważniejsze: treść nagrań, czy to, kto i po co nagrywał?

Jeśli minister spraw wewnętrznych 40-milionowego kraju o skomplikowanej sytuacji geopolitycznej daje się podsłuchać, sytuacja jest dramatyczna. A to przecież minister przez wiele lat związany ze służbami. Ja z rozmów dotyczących ministra Nowaka czy relacji z bankiem centralnym nie dowiedziałem się niczego, czego bym się nie spodziewał. Ale sam fakt podsłuchania tych osób to nowum. 4 czerwca politycy mówili o zupełnie innym państwie i elitach politycznych niż te, które faktycznie w Polsce funkcjonują.

Z czym mamy do czynienia?

Z ujawnieniem daleko posuniętego kryzysu państwa polskiego. Bo zarówno wypowiedzi ministra Sienkiewicza, jak i ich połączenie z całością przecieków pokazują, że państwo może dużo mniej, niż zwykliśmy sądzić. W węższej perspektywie mamy do czynienia z kolejnym etapem politycznej wojny domowej w obozie władzy. Tego typu wojny rzadko kończą się rozejmem, a strony biorące w nich udział nie przebierają w środkach.

Kto z kim walczy?

Na pewno nie opozycja z rządem, bo nie jestem sobie w stanie wyobrazić, by była zdolna zdobyć takie nagrania. W obozie władzy zasadniczo podział był bipolarny. Na stronników Donalda Tuska oraz zwolenników ośrodka prezydenckiego i Grzegorza Schetyny.

Myśli pan, że to ten drugi ośrodek?

Nie wiem. W polityce zawsze patrzymy, kto na sytuacji korzysta. Możemy teraz powiedzieć tylko tyle, że beneficjentami są z pewnością oponenci Tuska wewnątrz obozu władzy.

Istnieje podejrzenie złamania prawa?

Jest pytanie o relacje między NBP a rządem. Nie będę wysnuwał zbyt daleko idących wniosków, bo to wymagałoby dokładnego przejrzenia kilku ustaw. Co może szef NBP i co może rząd wobec banku? Jednym z elementów transformacji była zmiana statusu banków centralnych, uniezależnienie ich od rządów. To jest kontekst tej rozmowy. Oczywiście weryfikacji powinny podlegać także wywody dotyczące ministra Nowaka. Weryfikacji, bo na podstawie jednej nagranej rozmowy nie można mówić o złamaniu prawa.

Jakie będą konsekwencje?

Fakt, że premier odniesie się do sprawy dopiero w poniedziałek, pokazuje, że rządzący dokonują głębokich kalkulacji. Możliwości są dwie. Jedna to powtórzenie manewru z afer hazardowej, stoczniowej czy Amber Gold, czyli rozmycie skandalu i wprowadzenie go w kanał sporu PO z PiS. To daleko idące działania o charakterze symbolicznym, np. dymisje. Premier pokaże się jako dobry władca na tle złych czynowników.

A druga możliwość?

Wybory do europarlamentu dowiodły, że PO nie jest aż tak słaba, jak się wydaje. Wbrew pozorom w sytuacji głębokich kryzysów (Grecja, Hiszpania, Węgry) partia rządząca niekoniecznie jest skazana na załamanie. I Donald Tusk wykorzystując fakt, że jego przeciwnicy wewnątrz obozu władzy, poza prezydentem, nie dysponują aktywami politycznymi, może dojść do wniosku, iż lepiej pójść na wcześniejsze wybory. Przewaga PiS może się okazać zbyt mała, by rządzić. Wówczas PO będzie mogła wykorzystać większą zdolność koalicyjną do utworzenia kolejnego rządu. PO będzie atrakcyjnym partnerem także dlatego, że jest słabsza i będzie od niej można więcej uzyskać.

Rozmawiał Grzegorz Osiecki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.