Dziennik Gazeta Prawana logo

Współczynnik przeciętej wstęgi, czyli ile trzeba wydać, aby utrzymać władzę

28 czerwca 2018

Rozmowa

@RY1@i02/2014/097/i02.2014.097.00000020b.802.jpg@RY2@

Dr Jarosław Flis politolog, Uniwersytet Jagielloński

Wielkie inwestycje przed wyborami są kupowaniem elektoratu?

Najszlachetniejszym kupowaniem elektoratu. Może nawet lepiej byłoby skrócić kadencję. By były tylko lata wyborcze, w których oddawane są inwestycje. Mówiąc poważnie: ja nie widzę w tym nic złego tak długo, jak te decyzje inwestycyjne nie są głupie. Problem w tym, że niektóre są, np. w Krakowie ulica Lema została uroczyście otwarta przed poprzednimi wyborami. W tym roku, też przed wyborami, zostanie podłączona do ruchu. Ona była po prostu ślepa. Powstał ośmiusetmetrowy odcinek ulicy za grube miliony do jeżdżenia na deskorolce. W innym mieście był przypadek, że przed wyborami w listopadzie otwierano odkryty basen. Jednak jeśli oddawane do użytku inwestycje są potrzebne, wykonane w rozsądnym czasie i sprawne, to właśnie po to mamy władze, by spełniały oczekiwania obywateli.

Szlachetne kupowanie elektoratu przekłada się na głosy?

Na pewno. Gdy rządzący pokazują, co zrobili, rywalom jest dużo trudniej. Można wymienić listę rzeczy, które są wątpliwe w samorządzie. Jednak zasada sprężania się, by skończyć inwestycje, jest dobra. Gorzej, gdy inwestycje można było zrobić w dwa kwartały, ale z ich otwarciem czeka się na wybory.

Istnieje zjawisko programowania inwestycji pod cykl wyborczy. Prowadzi to do sytuacji, że samorządy pracują zrywami. Czasami jest tak, że mamy rok przecinania wstęg, a potem trzy lata flauty.

To pytanie o filozofię pilnowania władzy. Czy mamy mieć system - jak niegdyś - że wójt czy burmistrz mógł utracić funkcję na jednym posiedzeniu rady? Czy to go będzie silniej motywować, czy raczej sprawiać, że nie poważy się na żadne długofalowe projekty? Bo będzie myślał w perspektywie tygodnia, a nie kadencji. Ta czteroletnia kadencyjność nie jest zła.

Wyborcze inwestycje pieczętują władzę obecnych prezydentów. Ile inwestycji potrzeba, by zablokować rywala?

Kilka dobrych inwestycji to przewaga, którą pretendentowi bardzo trudno przełamać. W 2010 r. robiłem badania i przeciętna przewaga urzędującego wójta, burmistrza czy prezydenta nad pretendentami wyniosła 20 proc. Czyli to tak, jakby w wyścigu na 500 metrów prezydent miał do przebiegnięcia 300 metrów, a jego konkurent cały dystans.

Rozmawiał Grzegorz Osiecki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.