MSW chce nas cofnąć do czasów Hammurabiego
Każdy czwartoklasista zapytany o to, jaki był kodeks Hammurabiego, odpowie, że surowy. Większości dzieciaków wyda się on pewnie raczej sprawiedliwy - bo odpłacanie pięknym za nadobne jest powszechną praktyką na każdej przerwie. Wydaje mi się jednak, że nawet dzieci z podstawówki nie uznają, że obcięcie ręki za kradzież jest odpowiednią karą. Bo jak można jedną miarą traktować głodnego, który ukradł chleb, i złodzieja, który podwędził komuś sakiewkę? No nie można - dlatego we współczesnym prawodawstwie stopień sankcji dopasowuje się do stopnia zawinienia, bada się okoliczności itp. Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że do tego właśnie sprowadza się istota wymiaru sprawiedliwości.
O tym wszystkim zdają się zapominać prawnicy z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i ich koledzy z policji. Trudno mieć do nich o to pretensję, czwartą klasę mają dawno za sobą i mogli zapomnieć, że zaproponowane przez nich rozwiązanie wydaje się żywcem z Babilonu wzięte. MSW zapragnęło bowiem doprecyzować pojęcie "rażące przekroczenie dozwolonej prędkości" poprzez wprowadzenie zasady, że za takowe uważać się będzie jazdę z prędkością o 50 km/h większą, niż to wynika ze znaków na drodze. Za takie "rażące przekroczenie" kierowca straci prawo jazdy od razu na drodze - na trzy miesiące. Jest jasno i precyzyjnie? Trudno zaprzeczyć. Czy jest sprawiedliwie i sensownie? Moim zdaniem, ani jedno, ani drugie.
Rozważmy skrajne przypadki. W strefie zamieszkania, a więc na uliczkach między blokami, nie można jechać szybciej niż 20 km/h, a pierwszeństwo na takiej drodze mają wszyscy inni, tylko nie samochód. Eksperci podkreślają, że w takich warunkach 30 km/h na liczniku już stanowi rażące przekroczenie dozwolonej prędkości, bo istnieje realne zagrożenie, że potrącimy np. dziecko.
Z drugiej strony mamy autostradę, gdzie "rażącym przekroczeniem" będzie jazda 190 km/h. Na drodze bez przejść dla pieszych, świateł i skrzyżowań, o małych dzieciach na rowerkach nie wspominając. Czy pędzący z taką prędkością samochód stwarza tak ogromne zagrożenie, jak w pierwszym przykładzie? Śmiem twierdzić, że nie. I nie dlatego, że jeżdżę tyle i żyję. Przeciwnie. Tylko raz jechałem swoim autem aż 160 km/h. Nie dlatego, że bym nie chciał, tylko dlatego, że mój samochód zwyczajnie więcej nie wyciągnie. Co więcej, przy takiej prędkości biedaczyna trzęsie się jakby co najmniej miał się przenieść w czasie. W moim przypadku "rażącym przekroczeniem" będzie więc prędkość 160 km/h, przy której możliwość panowania nad autem staje się mocno ograniczona.
Argumentacja MSW, że przecież takie zasady obowiązują w połowie krajów UE, więc na pewno są dobre, jest tak niepoważna, że nie zasługuje nawet na polemikę. Zwykle ganię ustawodawcę za to, że funduje nam nieprecyzyjne przepisy. Z dwojga złego jednak wolę takie niż niesprawiedliwe i nieprzemyślane. Żeby nie powiedzieć dosadniej.
@RY1@i02/2014/094/i02.2014.094.183000800.802.jpg@RY2@
Piotr Szymaniak dziennikarz Gazety Prawnej
Piotr Szymaniak
dziennikarz Gazety Prawnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu