Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka

Dwa terminy: oddech dla firm czy działanie pozorne

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Wczorajszą uchwałą Rada Ministrów zobowiązała się do ograniczenia zaskakiwania prowadzących działalność nieustannymi zmianami dotyczącymi ich regulacji

Od dziś rządowe projekty ustaw, które nie zostały jeszcze przyjęte przez Komitet Stały Rady Ministrów, a dotyczą działalności gospodarczej, mogą mieć tylko jeden z dwóch terminów wejścia w życie: 1 czerwca albo 1 stycznia.

Zgodnie z decyzją rządu również rozporządzenia nieskierowane jeszcze do podpisu ministra wchodzą już w nowy reżim. Dotyczy on też vacatio legis: zasadą dla aktów dotyczących przedsiębiorców ma być minimum trzydzieści dni między ich publikacją a wejściem w życie.

- Odstąpienie od zasady dwóch terminów będzie mogło nastąpić wyjątkowo, tylko z uwagi na ważne względy, w szczególności ochronę: życia, zdrowia, interesu społecznego, mienia znacznych rozmiarów, ważnego interesu publicznego lub ważnych interesów państwa - zapowiada Centrum Informacyjne Rządu.

Rząd rekomenduje też stosowanie tych zasad do pozarządowych projektów. Ograniczenie w produkcji prawa ma poprawić funkcjonowanie firm, zwłaszcza tych mniejszych, które nie mają działu prawnego śledzącego na bieżąco nowelizacje.

- Nikt nie wie, jak te reguły sprawdzą się w praktyce, ale przewidywalność co do terminu zmian w prawie daje swego rodzaju oddech w prowadzeniu biznesu - komentuje Witold Michałek, ekspert ds. gospodarki, legislacji i lobbingu Business Centre Club.

- Z badań, jakie prowadzimy wśród przedsiębiorców, wynika, że mają oni poczucie osamotnienia w walce z biurokracją, która ciągle ich czymś zaskakuje. Być może ta uchwała będzie pierwszym krokiem do uporządkowania tych relacji - dodaje.

Ale nie wszyscy eksperci podchodzą do zmian z entuzjazmem.

- Jest to pozorowane ulepszenie, które nie kładzie kresu tworzeniu niepotrzebnych lub nadmiernie dolegliwych obowiązków. Nie kończy też biegunki legislacyjnej; tego przekonania, że każdy problem trzeba rozwiązać literą nowego prawa - mówi Paweł Dobrowolski, ekspert Instytutu Sobieskiego.

- Władza udaje, że stabilizuje tworzenie prawa, wyznaczając dwa terminy wchodzenia w życie zmian, ale zostawia sobie możliwość wprowadzania ich poza tymi terminami. To wybór między dżumą a cholerą: czy lepiej zamykać firmę dwa razy w roku, by zapoznać się z tomami nowych przepisów, czy na bieżąco radzić sobie z nowymi - zastanawia się Dobrowolski.

Funkcjonowanie tego rozwiązania ma zostać ocenione po roku.

Barbara Kasprzycka

barbara.kasprzycka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.