Przegrywamy wszyscy
Polacy, nic się nie stało, a tak w ogóle do tego spotkania wcale dojść nie miało. Z jednej strony słyszymy zapewnienia, że prezydent Duda z Barackiem Obamą wcale spotkać się nie chciał. Z drugiej wybucha szał dzikiej radości. Dobrze im tak. Jarek (bo niektórym przez usta nie mogą przejść należne każdemu premierowi słowa - pan premier Jarosław Kaczyński) dostał prztyczka w nos. Amerykanie pokazali rządowi, a do Waszyngtonu ściągają Mateusza Kijowskiego z KOD.
Absurdalna awantura, w której ginie publiczna dyskusja o polskiej polityce zagranicznej. I prosta refleksja o tym, że kiedy osłabia się pozycja Polski, to przegrywamy wszyscy.
Wydaje mi się, że warto powiedzieć sobie jasno parę rzeczy. Pozycja międzynarodowa Polski w ostatnich miesiącach osłabła. Nasi dyplomaci muszą dziś rozmawiać o sytuacji wewnętrznej w naszym kraju, tłumaczyć zagranicznym partnerom powody kryzysu konstytucyjnego. A w tym czasie mogliby załatwiać ważne dla nas sprawy. A takich nie brakuje - na obszarze Unii to np. kwestie przepisów o delegowaniu pracowników czy praw socjalnych Polaków. W relacjach dwustronnych z Niemcami - Nord Stream 2.
Czy którykolwiek z tych problemów udałoby się rozwiązać, mając dobre relacje z politykami w Brukseli i Berlinie - nie wiemy. Ale na pewno rozważania dotyczące kryzysu konstytucyjnego w Polsce temu nie pomagają. To zaś, co polskiej polityce w regionie dotąd pomagało, to siła naszego głosu. Jeżeli więc polski prezydent nie ucina sobie dłuższej rozmowy z prezydentem USA, to źle. Jeżeli polski minister obrony narodowej prawi kazanie narodowi dumnemu z tego, że ma najstarszą pisaną konstytucję na świecie, też raczej nie najlepiej. Bo to jasny sygnał dla Bratysławy, Pragi, Bukaresztu Wilna czy Tallina, że być może swoje sprawy lepiej w najważniejszych stolicach załatwiać własnymi ścieżkami.
Druga sprawa - zainteresowanie świata Polską nie wzięło się z "donosów" opozycji. Rządzący muszą zrozumieć jedną, bardzo prostą sprawę. Polska to nie Węgry. Jesteśmy krajem o wiele ważniejszym, odgrywającym strategiczną rolę w euroatlantyckim systemie bezpieczeństwa. Nasza armia ma duże znaczenie. Nasz rynek kapitałowy ma duże znaczenie. Nasza gospodarka ma duże znaczenie. A przede wszystkim, na świecie znajomość Polski, języka polskiego i spraw polskich, zainteresowanie naszym krajem wśród dziennikarzy, biznesmenów i politologów jest nieporównanie większe niż zainteresowanie Węgrami. Warto przyjrzeć się redakcjom w Londynie czy Brukseli i sprawdzić, ile tam jest osób polskiego pochodzenia. Ile osób Polskę zna kocha. Ilu Polaków pracuje w londyńskim City. Zmiana kursu przez Warszawę ma znaczenie strategiczne i jest o wiele uważniej obserwowana niż zmiana kursu Budapesztu. Szczególnie że Węgrzy o wiele lepiej komunikowali się z Europą. Viktor Orbán świetnie mówi po angielsku - to on podejmuje decyzje, i to on jest premierem, i to on rozmawia z politykami za granicą. Fidesz ciągle jest częścią europejskiej partii ludowej. Panowie z Budapesztu ciągle są, krnąbrnymi, ale jednak członkami europejskiej elity. I zbierają tego owoce.
Czas więc przestać obrażać się na rzeczywistość i zacząć rozmawiać ze światem.
@RY1@i02/2016/060/i02.2016.060.000001500.802.jpg@RY2@
Marek Tejchman
zastępca redaktor naczelnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu