Sejm zabetonuje spółdzielnie
Nowelizacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, którą jutro ma zaakceptować Senat, to bubel. Twierdzą tak przedstawiciele niemal wszystkich organizacji spółdzielczych. A popiera ich senator Lidia Staroń, która wymusiła prace nad projektem. Teraz żałuje, bo wbrew jej intencjom i orzecznictwu Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że prezesi spółdzielni tłamszą mieszkańców - lepiej nie będzie.
Chodzi o problem tzw. członków oczekujących, czyli osób nijak niezwiązanych z daną spółdzielnią, za to powiązanych z jej kierownictwem. Były one przyjmowane w poczet spółdzielców, by przyjść na walne zgromadzenie i przegłosować wszystko to, czego chce prezes. Często wbrew potrzebom tych, którzy w danej spółdzielni mieszkają. Ba, dochodziło do tego, że na koszt ogółu spółdzielców prezesi wynajmowali autokary, by przywieźć na posiedzenie tych, którzy zadbają o interesy zarządu.
Staroń, będąca wówczas posłanką, zebrała grupę parlamentarzystów, którzy wystąpili z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego.
Trybunał powiedział jasno: przepisy są niekonstytucyjne - nie ma w polskim prawie miejsca dla tzw. członków oczekujących.
Ustawa, która jest na ostatniej prostej, miała wykonać wyrok trybunału. Mimo to nadal pozostawia zarządzającym spółdzielniami możliwość tworzenia własnych armii.
Senator Staroń uważa, że to celowe działanie. "Są wątpliwości, czy projekt rządowy powstał w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa. Te przepisy bowiem od dawna forsowało lobby działaczy spółdzielczych" - pisze Staroń w liście otwartym do parlamentarzystów.
Przedstawiciele prezesów spółdzielni uważają, że parlamentarzystka przesadza. Ich zdaniem ustawa jest bardzo dobra. Dla wszystkich. ⒸⓅ
Patryk Słowik
B6
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu