Dziennik Gazeta Prawana logo

Spór o listy w koalicji, choć odłożony w czasie, wciąż się tli

29 września 2020

Posłowie Solidarnej Polski i Porozumienia stanowią 15 proc. klubu Zjednoczonej Prawicy. To bardzo nie podoba się w PiS

fot. Damian Burzykowski/Newspix.pl

Po rekonstrukcji Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin wejdą do rządu jako wicepremierzy

Umowa koalicyjna nie rozwiązała problemu list wyborczych. Koalicjantom udało się jedynie zapewnić, że obecni parlamentarzyści mają zapewniony start z list PiS w wyborach w 2023 r. Ostateczne rozstrzygnięcia mają zapaść później. Wstępnie PiS proponował Porozumieniu i Solidarnej Polsce miejsca dla wszystkich obecnych parlamentarzystów plus kolejnych pięć miejsc w innych okręgach wyborczych, ale na tzw. pozycjach niebiorących. Porozumienie i SP się na to nie zgodziły, chciały porozumienia w skali całego kraju. W ostatnich wyborach oba koalicyjne ugrupowania mogły wystawić kandydatów we wszystkich okręgach, choć miały określoną pulę tzw. miejsc biorących, czyli w czołówce list. W trakcie kampanii okazało się jednak, że Porozumienie i SP koncentrowały swoje wysiłki na promocji swoich kandydatów, podczas gdy kandydaci PiS rywalizowali między sobą. Dlatego w niektórych okręgach, mimo że kandydaci SP i Porozumienia byli na dalszych miejscach, to wchodzili do Sejmu. Na przykład w okręgu 16 na północno-zachodnim Mazowszu kandydaci z listy PiS zdobyli aż siedem mandatów z 11, przy czym jeden z nich przypadł kandydatowi SP Jackowi Ozdobie, który startował z dziewiątego miejsca. Jego kampania była jedną z najbardziej widowiskowych w okręgu. Podobne sytuacje zdarzały się w innych miejscach, dlatego, choć lista PiS rok temu wzięła 235 mandatów – tyle samo co w roku 2015, to udział posłów Porozumienia i SP znacząco wzrósł. Solidarna Polska miała w tamtej kadencji ośmiu posłów, a Porozumienie 12. Obecnie SP ma 19 szabel w Sejmie, a Porozumienie 17 (po odejściu Jadwigi Emilewicz), czyli posłowie obu ugrupowań to 15 proc. klubu PiS. Bez nich klub Jarosława Kaczyńskiego ma poniżej 200 posłów. Ta sytuacja budzi irytację w PiS, stąd tak gorące spory o kształt list wyborczych. Z tego też wynika zgoda na ich odłożenie w czasie, żeby nie zakłócić rekonstrukcji gabinetu Mateusza Morawieckiego i załagodzić ostatni koalicyjny kryzys między partią Zbigniewa Ziobry a PiS.

Na razie wciąż trwają rozmowy o ostatecznym kształcie rządu. Nominacje mają nastąpić zapewne w przyszłym tygodniu. Jak pisaliśmy w poniedziałek, rząd w nowym kształcie ma liczyć 14 resortów, zmian w składzie Rady Ministrów nie będzie wiele. Mają do niej wejść Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin jako wicepremierzy. Gowin ma kierować także resortem rozwoju i pracy. Z kolei resortem edukacji, nauki i szkolnictwa wyższego miałby kierować – jak już pisaliśmy w poniedziałek – Przemysław Czarnek. Z kolei RMF podawał wczoraj, że nowym ministrem rolnictwa ma być dotychczasowy wiceszef resortu funduszy Grzegorz Puda.

Pozostało 91% treści
Możesz czytać nasze artykuły dzięki partnerowi PWC.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.