Co państwo wie o ludziach, a ludzie o państwie
Po przejęciu publicznych i lokalnych mediów koalicja rządząca zwróciła się ku kolejnej sferze, w której odbywa się debata publiczna. A przy okazji pozyska dane o obywatelkach i obywatelach
W poniedziałek tydzień temu na stronach RCL pojawiła się nowa odsłona ustawy o wolności słowa w serwisach społecznościowych. Dowiedzieliśmy się, że serwisy internetowe będą musiały gromadzić przez 12 miesięcy nasze dane, a na straży wolności do wyrażania poglądów, pozyskiwania informacji, rozpowszechniania informacji, wyrażania przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych oraz wolności komunikowania się stanie nowy organ administracyjny zwany Radą Wolności Słowa.
Trudno wierzyć w czyste intencje ustawodawcy, gdy machanie szabelką z nowymi przepisami kolejny raz zbiega się z zablokowaniem konta w serwisach społecznościowych - tydzień temu Facebook zablokował konto Konfederacji, rok wcześniej prezentacja ustawy zbiegła się z zablokowaniem prezydenta Trumpa na Twitterze. Trudno też zaufać, że nowy organ - powoływany przecież przez polityków - będzie niezależny i wolny od wpływów. Do rady wnioski o prowadzenie postępowania będą mogli zgłaszać obywatele niezadowoleni z rozstrzygnięcia w postępowaniu reklamacyjnym prowadzonym przez operatora serwisu oraz zaufane podmioty sygnalizujące (te z kolei będą powoływane m.in. przez ministerstwa, rzecznika praw obywatelskich, rzecznika praw pacjenta czy prezesa UOKiK). Rada nie będzie przeprowadzać dowodów z zeznań świadków, przesłuchania stron, opinii biegłych. W wyjątkowych sytuacjach może zwrócić się do swoich ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.